Św. ojciec Maksymilian Maria Kolbe

ks. kard. Karol Wojtyła, 14 października 1971 roku

Otóż rzecz absolutnie niesłychana, lecz poparta niezliczonymi świadectwami: Maksymilian Kolbe nie znał nienawiści. W więzieniu na Pawiaku w Warszawie, za ogrodzeniem z drutów kolczastych w Oświęcimiu on obejmował tym samym jasnym wzrokiem oprawców i ofiary do tego stopnia, że najwięksi sadyści odwracali oczy: „Nie patrz tak na nas”. Ten człowiek oznaczony zwykłym numerem 16670 odniósł najtrudniejsze zwycięstwo, zwycięstwo miłości, która uniewinnia i przebacza. Ów okręg piekła, dialektykę nienawiści, on przepoił sercem pałającym miłością, skutkiem czego czary piekielne zostały wypędzone, miłość była mocniejsza od śmierci. (…) Maksymilian Kolbe był prekursorem w dziedzinie środków masowego przekazu, wydobytej na jaw przez Konstytucję pastoralną Vaticanum II. Zaczynając od niczego, lekceważąc opinię tych, którzy z nieufnością patrzyli na zakonników zaangażowanych w apostolstwie prasy, temu człowiekowi wątłego zdrowia (ćwierć płuca) udało się wydać swój „mały periodyk niebieski”, który w roku 1939 osiągnął nakład miliona egzemplarzy, i dziennik o niepozornym wyglądzie. Można dziś powiedzieć, że jego duchowa orka przygotowała Polskę do próby krwi, która kosztowała ją w czasie drugiej wojny światowej więcej niż 6 milionów umarłych.


Ojciec Święty Paweł VI, 17 października 1971 roku

Jakież uczucia rodzą się w duszy na myśl o postawie ludzkiej, społecznej, narodowej Maksymiliana Kolbego, syna szlachetnej katolickiej Polski, idącego na dobrowolną śmierć! Historyczne, męczeńskie przeznaczenie Narodu Polskiego znajduje wyraz w tym heroicznym akcie. We wspólnym cierpieniu Polska odnajduje świadomość swojej jedności i misji rycerskiej. Realizuje się ona poprzez ofiarę jej synów, gotowych poświęcić własne życie za innych, trzymających w ryzach wrodzoną porywczość w imię niezłomnego braterstwa, wiernych duchowi katolickiemu, który ich znaczy znamieniem braterstwa, wiernych duchowi katolickiemu, który ich znaczy znamieniem żywych członków Kościoła powszechnego oraz niezłomną ufnością w cudowną opiekę Matki Bożej. Oto tajemnica ich bujnego odrodzenia! Oto promienie świetliste spływające z rąk nowego Męczennika, który odsłania prawdziwe oblicze Polski.


Na to, co się stało w obozie Oświęcim (Auschwitz) patrzyli ludzie. I chociaż oczom ich musiało się zdawać, że „pomarł” towarzysz ich kaźni, chociaż po ludzku „odejście jego” mogli uważać za „unicestwienie” – to przecież w ich świadomości nie była to tylko „śmierć”. Maksymilian nie „umarł” – ale „oddał życie… za brata”. Była w tej straszliwej po ludzku śmierci cała ostateczna wielkość ludzkiego czynu i ludzkiego wyboru; sam się dał na śmierć z miłości. I było w tej jego ludzkiej śmierci przejrzyste świadectwo dane Chrystusowi: świadectwo dane w Chrystusie godności człowieka, świętości jego życia i zbawczej mocy śmierci, w której objawia się potęga miłości. Właśnie dlatego śmierć Maksymiliana Kolbego stała się znakiem zwycięstwa. Było to zwycięstwo odniesione nad całym systemem pogardy i nienawiści człowieka i tego, co Boskie w człowieku – zwycięstwo podobne do tego, jakie odniósł na Kalwarii Pan nasz Jezus Chrystus: „Jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.” (J 17,14).

Ojciec Święty Jan Paweł II, 10 października 1982 roku

Comments are closed.