Za wiarę i Ojczyznę

Ta wasza ziemia to najlepsza relikwia

„Swego czasu miał papież powiedzieć do pielgrzymów polskich, proszących o relikwie dla Polski: Dajcie mi grudkę polskiej ziemi, a ja krew z niej męczeńską wycisnę. Ta wasza ziemia to najlepsza relikwia. Prawda ta stała się ponownie smutną i tragiczną rzeczywistością w latach minionej okupacji. Wśród okrutnych, nieludzkich wprost tortur, na szubienicach, w obozach koncentracyjnych, w więzieniach, na ulicach wiosek i miast naszych. Po lasach i polach, na robotach w kraju i za granicą zginęło kilka milionów najlepszych synów i córek polskich. Krew polska na nowo popłynęła wezbraną rzeką i znowu przepoiła niemal każdą grudkę naszej męczeńskiej ziemi” – tymi słowami rozpoczyna się pallotyński kalendarz na rok 1947, poświęcony pamięci tych wszystkich, którzy podczas ostatniej wojny oddali życie za Boga i Ojczyznę.

Polska w swoich dziejach przelać musiała wiele krwi za wierność hasłom, które łopotały na naszych sztandarach i wyryte były w naszych sercach: Bóg, Honor, Ojczyzna, Polonia Semper Fidelis. Jednak nigdy wcześniej w historii nie przyszło nam złożyć tak wielkiej daniny krwi, jak podczas II wojny światowej. Ostrze prześladowań niemieckich nazistów i sowieckich komunistów programowo nastawione było na eksterminację polskiego narodu, na jego byt i chrześcijański styl życia. Przez pięć lat okrutnej wojny prześladowania te zebrały wielkie żniwo…

„Święta z Częstochowy i Kościół”

Dzieło zniszczenia narodu polskiego niemiecki okupant rozpoczął od elit, od Kościoła katolickiego. Było to celowe działanie. Generalny Gubernator Hans Frank powiedział: „Kościół pozostawał zawsze w rezerwie, jako ostatni ośrodek polskiego nacjonalizmu, jak długo były jeszcze tylko możliwości działania innych ośrodków. Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcje jakby wiecznego światła. Gdy wszystkie światła dla Polski zagasły, to wtedy zawsze jeszcze była święta z Częstochowy i Kościół. Nie należy o tym nigdy zapomnieć”. Dlatego spośród 10 tysięcy polskich duchownych wymordowano co piątego, a tysiące przeszły przez obozy i więzienia…
Wielu kanonistów rzymskich dziwiło się podczas procesów beatyfikacyjnych męczenników II wojny światowej, dlaczego Polacy tak łatwo utożsamiają męczeństwo za Ojczyznę z męczeństwem za wiarę. Nie znali naszej historii. Kościół w Polsce w czasie narodowych prześladowań był jedynym przyczółkiem wolności, wlewał w serca nadzieję, dodawał odwagi, pielęgnował polską tożsamość i narodowe tradycje. Zawsze cierpiał z narodem. Podobną rolę odegrał w czasie hitlerowskiej i sowieckiej okupacji. Oczywiście nasi prześladowcy zdawali sobie sprawę z roli, jaką w narodowym życiu Polaków odgrywa Kościół. Dlatego od samego początku szczególną grupą narażoną na prześladowania było duchowieństwo. Podczas II wojny światowej niektóre diecezje straciły ponad połowę swoich kapłanów. Przelewali oni krew za Boga i Ojczyznę także na wielu frontach II wojny światowej. Jako kapelani wojskowi byli wszędzie tam, gdzie bił się polski żołnierz. Najwyższą miarą chrześcijańskiego życia jest ofiara poniesiona w imię miłości bliźniego. Lata okupacji dostarczyły nam wiele wspaniałych przykładów takiej postawy. Piękne karty miłości bliźniego zapisały też świadectwa o ratowaniu Żydów. Chrześcijańska postawa miłości bliźniego naszych braci została doceniona i dzisiaj Polacy są najliczniej reprezentowani wśród odznaczonych medalem Sprawiedliwy wśród narodów świata, przyznawanym tym, którzy ratowali Żydów w czasie holocaustu. Niezwykle wzruszającą była posługa w imię miłości bliźniego polskich kapłanów w czasie epidemii tyfusu plamistego w obozie koncentracyjnym w Dachau.

„Przyjdzie taki czas…”

Stolica Apostolska także doceniła ofiarę męczeństwa polskiego Kościoła. Już papież Pius XII, krótko po zakończeniu wojny powiedział: „Przyjdzie czas, gdy z obozów koncentracyjnych i więzień będziemy wydobywali prochy ludzi, którzy tam polegli i będziemy ich wynosili na ołtarze”. Słowa te okazały się prorocze. Dziś wierni Kościoła w Polsce mogą cieszyć się chwałą ołtarzy wielu swoich braci. Pierwszym polskim męczennikiem włączonym do grona świętych w niebie był o. Maksymilian Maria Kolbe. W roku 1987 Ojciec Święty wyniósł na ołtarze biskupa Michała Kozala. W dekrecie beatyfikacyjnym określił go „mistrzem męczenników”. Wreszcie w czerwcu roku 1999, wśród nowych błogosławionych znalazło się 108 męczenników ostatniej wojny. Obecnie w polskim Kościele zakończono kolejny proces beatyfikacyjny męczenników II wojny światowej. Jest prowadzony przez Diecezję Pelplińską. Na czele ponad 122 Sług Bożych stoi ks. Henryk Szuman, w ich gronie znajduje się również bohaterska rodzina Ulmów, która oddała życie za ukrywanie Żydów. Natomiast w Olsztynie uroczyście zakończono diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego 46 męczenników warmińskich II wojny światowej – 34 księży, siostry zakonnej i 11 osób świeckich. Wśród męczenników jest 9 ofiar niemieckiego nazizmu oraz 37 ofiar komunizmu. Pozostają jeszcze kapłani – ofiary ukraińskich nacjonalistów, którzy trwali ze swymi wiernymi do końca, ginąc w nieludzkich męczarniach.
Wybraliśmy kilkunastu męczenników II wojny światowej. Pokazujemy zaledwie okruchy ich życia, przecież o wielu napisano niejedną książkę. Pozostało jeszcze tylu innych oraz tysiące bezimiennych.
W czasach, gdy wzmagają się prześladowania Kościoła, przykład życia i ofiary życia męczenników II wojny światowej jest dla nas źródłem siły i zachętą w wytrwaniu, zgodnie ze słowami bł. ks. bp. Michała Kozala: „Od przegranej orężnej, bardziej przeraża upadek ducha u ludzi…”. Obyśmy tego upadku ducha się ustrzegli.

Kolegom moim należy się tu choćby krótkie wspomnienie. Otrzymali święcenia kapłańskie z rąk biskupa Stanisława Zdzitowieckiego, w Bazylice Katedralnej Włocławskiej 29 VI 1924 roku. Było nas razem 17, chociaż nie wszyscy stanęli w tym dniu do święceń, jako że 2 już było na studiach w Lille, a ja znalazłem się w szpitalu, chory od tygodnia na płuca. Z tej gromadki zginęli w Dachau: ksiądz Stanisław Michniewski, ksiądz Julian Konieczny, ksiądz Jan Mikusiński, ksiądz Jan Fijałkowski, ksiądz Zygmunt Lankiewicz, ksiądz Bronisław Placek, ksiądz Stanisław Ogłaza.
Wrócili z obozu koncentracyjnego: ksiądz Józef Dunaj nasz dziekan kursowy, ksiądz Stefan Kołodziejski, ksiądz Wojciech Wolski, ksiądz Marian Sawicki, ksiądz Antoni Kardyński, ksiądz Antoni Samulski. Uniknąłem obozu tylko ja, dzięki temu, że na polecenie biskupa Michała Kozala opuściłem Włocławek, na kilka dni przed drugim aresztowaniem duchowieństwa. Jeszcze przed wojną zmarł nasz kolega, ksiądz Konstanty Janic, na gruźlicę. Koledzy, którzy wrócili z obozu, są niemal inwalidami. Ksiądz Kardyński był „królikiem doświadczalnym” i ciężko chorował na zaszczepioną flegmonę. Ksiądz Antoni Samulski dostał się do więzienia polskiego jako dyrektor „Caritas” Diecezji Wrocławskiej i wyszedł zeń z tak złamanym zdrowiem, że nie udało się go uratować.
Takie są dzieje jednego tylko kursu kapłanów polskich w wieku XX. Mój brat Tadeusz odsiedział obozy i więzienia: sowieckie, niemieckie i polskie. Większość księży i biskupów, z którymi pracowałem, przeszła przez więzienia. Byłoby coś niedojrzałego w tym, gdybym ja nie zaznał więzienia…

ks. kard. Stefan Wyszyński „Zapiski więzienne”, 25 września 1953, piątek

Comments are closed.