Cud eucharystyczny w Sokółce

Konające Serce Jezusa

Na początku stycznia 2009 r. białostocka Kuria Metropolitalna zwróciła się z oficjalną prośbą, o pobranie i ekspertyzę „materiału złączonego z Komunikantem”, do wybitnych patomorfologów z dwóch niezależnych zakładów Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku – prof. dr. hab. med. Marii Elżbiety Sobaniec-Łotowskiej i prof. dr. hab. med. Stanisława Sulkowskiego, znanych w kraju i za granicą naukowców, od ponad 30 lat zajmujących się diagnostyką histopatologiczną i ultrastrukturalną, autorów wielu prac naukowych. 

Dwa dni po otrzymaniu tej prośby – 7 stycznia – prof. Sobaniec–Łotowska udała się do Sokółki i komisyjnie, w asyście kanclerza Kurii ks. prof. Andrzeja Kakareki, pobrała z korporału próbkę „wtopionej” weń i zintegrowanej ściśle z konsekrowanym Komunikantem tajemniczej substancji.

Prof. dr hab. med. Stanisław Sulkowski

Pobrana próbka była niewielka, ale wystarczająca żeby przeprowadzić ekspertyzę. – Myślałam na początku, że to może skrzep – mówiła prof. Sobaniec-Łotowska. Rzeczywistość okazała się jednak jeszcze bardziej zaskakująca.
Białostoccy naukowcy użyli najnowocześniejszych mikroskopów świetlnych, jak również mikroskopu elektronowego transmisyjnego i oboje (choć prof. Sulkowski w ogóle nie wiedział jak niezwykłą próbkę przyszło mu badać) byli zadziwiająco zgodni w wynikach swoich obserwacji: to, co przebadali, nie było żadnym skrzepem, żadną krwią, ale… stanowiło w całości tkankę mięśnia serca człowieka. I co równie niezwykłe – mięśnia w fazie agonalnej.

Profesorowie z UMB podkreślali, że w przypadku badanego przez nich fragmentu Komunikantu w tak małej ilości pobranego materiału można było znaleźć tak wiele charakterystycznych pod względem morfologicznym wykładników wskazujących na tkankę mięśnia sercowego. Jednym z takich wykładników jest zjawisko segmentacji, tj. uszkodzenie włókien mięśnia sercowego w miejscu wstawek [struktur charakterystycznych dla mięśnia serca] oraz zjawisko fragmentacji. Uszkodzenia te są widoczne jako liczne drobne pęknięcia. Takie zmiany powstają jedynie we włóknach niemartwiczych i odzwierciedlają szybkie skurcze mięśnia serca w okresie przedśmiertnym, agonalnym. Innym ważnym dowodem na to, iż analizowany materiał może być mięśniem ludzkiego serca, było głównie centralne ułożenie jąder komórkowych w obserwowanych włóknach, co jest dla tego mięśnia zjawiskiem charakterystycznym. – Na przebiegu niektórych włókien znajdowaliśmy również obrazy mogące odpowiadać węzłom skurczu. Natomiast w badaniu mikroskopowo-elektronowym widoczne były zarysy wstawek i pęczki delikatnych miofibryli – stwierdzili białostoccy naukowcy. Co więcej, tkanka, która pojawiła się na Komunikancie, była z nim w sposób ścisły, nierozerwalny, złączona – przenikając podłoże, na którym powstała.
W podsumowaniu przeprowadzonej ekspertyzy, w protokole złożonym do kurii archidiecezjalnej prof. Sobaniec-Łotowska i prof. Sulkowski – zachowując bardzo daleko posuniętą ostrożność – napisali: „Przysłany do oceny materiał (…) w ocenie dwóch niezależnych patomorfologów jest zadowalający; wskazuje na tkankę mięśnia sercowego, a przynajmniej ze wszystkich tkanek żywych organizmu najbardziej ją przypomina”. I co jest ważne – analizowany materiał w całości stanowi tę tkankę. Stwierdzenie to znalazło się w wydanym 14 października 2009 r. „Komunikacie Kurii Metropolitalnej Białostockiej w sprawie zjawisk eucharystycznych w Sokółce”.

Profesorowie odkryli również kilka innych niezwykłych rzeczy. – Komunikant długo przebywał w wodzie, a następnie jeszcze dłużej na korporale. Tkanka, która pojawiła się na Komunikancie, powinna więc ulec procesowi autolizy, czyli samorozszczepienia – rozpadu powodowanego przez enzymy wewnątrzkomórkowe. W badanym materiale nie stwierdziliśmy takich zmian! – powiedzieli.
Intrygujące jest również to, że znajdująca się na korporale substancja – choć zmieniła się nieco po wyjęciu jej z wody (po prostu wyschła) – od kilku już lat – bez utrwalania, konserwowania, zachowywania specjalnej temperatury – nie zmienia swojego wyglądu.
– Gdyby jakimś cudem były to bakterie, to już dawno materiał ten rozpadłby się, rozkruszył, zmienił wygląd. Jakakolwiek hodowla bakterii położona na najczystszym nawet materiale już po tygodniu wyglądałaby zupełnie inaczej – dodał prof. Sulkowski. Tymczasem pewni ludzie, którzy nie tylko nie przebadali, lecz nawet nie widzieli na oczy badanego materiału twierdzili, że za czerwone zabarwienie Hostii odpowiedzialny jest czerwony pigment – prodigiozyna, wytwarzany przez bakterię „pałeczki krwawej” – serratia marcescens. – To oczywista bzdura – stwierdzili białostoccy patomorfolodzy.

Nie obyło się też bez kontrowersji i zarzutów innego rodzaju. Profesorom wytykano emocjonalne podejście do sprawy i zarzucano, że popełnili „szkolny błąd” próbując „łączyć teologię i biologię”. Nie ulega jednak najmniejszej wątpliwości, że jako wybitni fachowcy białostoccy patomorfolodzy zbadali pobraną próbkę pod kątem nauki a nie wiary. Pojawiły się również zarzuty jeszcze bardziej absurdalne, jak choćby ten wysunięty przez grupę tzw. „racjonalistów”, że badana tkanka pochodzi od… zamordowanego człowieka.
Profesorowie zareagowali na to wszystko oświadczeniem, w którym wyrazili „głębokie oburzenie z powodu wprowadzania w błąd opinii publicznej poprzez przedstawianie hipotetycznych możliwości pseudonaukowego wyjaśnienia badanego przez nas zjawiska, zwłaszcza przez osoby nie znające zakresu przeprowadzonych badań, nie mające dostępu do ocenianego materiału i zabezpieczonej dokumentacji, a często nie dysponujące nawet elementarną wiedzą o zastosowanych technikach badawczych”.

Opracowanie protokołu zajęło białostockim naukowcom dwa tygodnie. Kiedy w białostockiej Kurii zapoznano się już z niezwykłymi wynikami badań naukowych, do „akcji” wkroczyła specjalna – powołana przez Księdza Arcybiskupa 30 marca 2009 r. – Komisja Kościelna. Jej zadaniem było zbadanie cudu pod kątem teologicznym i przesłuchanie tych, którzy mieli do czynienia z ową Hostią lub byli świadkami tych niezwykłych wydarzeń.
Ustalano czy nie jest to jakaś mistyfikacja, czy ktoś nie podrzucił Hostii lub nie podmienił spoczywającego w vasculum konsekrowanego Komunikantu. Przedstawiciele komisji – wybitni profesorowie białostockiego Wyższego Seminarium Duchownego – przepytali wszystkich świadków, sprawdzili ich prawdomówność.

Efektem pracy Komisji Kościelnej było orzeczenie, że „Komunikant, z którego została pobrana próbka do ekspertyzy jest tym samym, który został przeniesiony z zakrystii do tabernakulum w kaplicy na plebanii. Ingerencji osób postronnych nie stwierdzono”.
Swoją drogą, zdaniem białostockich patomorfologów o takiej sytuacji nie mogło być nawet mowy. Nie było możliwości, aby ktoś włożył do vasculum fragment ludzkiego ciała. Co za tym przemawiało? Ano to, że fragmenty budującego Hostię opłatka były ściśle spojone z włóknami ludzkiej tkanki – nawzajem przenikały się, tak jakby fragment „chleba” nagle przekształcił się w „ciało”. Tego się nie da zmanipulować. – Nikt, absolutnie nikt z ludzi, nie byłby w stanie tego dokonać. Nawet naukowcy z NASA dysponujący najnowocześniejszymi technikami badawczymi nie byliby zdolni coś takiego sztucznie wytworzyć – stwierdziła prof. Sobaniec-Łotowska, dodając, że ten fakt był dla niej szczególnie ważny.

„Wydarzenie z Sokółki nie sprzeciwia się wierze Kościoła, a raczej ją potwierdza. Kościół wyznaje, że po słowach konsekracji mocą Ducha Świętego, chleb przemienia się w Ciało Chrystusa, a wino w Jego Krew. Stanowi ono również wezwanie, aby szafarze Eucharystii z wiarą i uwagą rozdzielali Ciało Pańskie, a wierni, by ze czcią Je przyjmowali” – napisano w jednym z komunikatów.

Fot. A. Białous

Comments are closed.