Cud eucharystyczny w Sokółce

Ciało Chrystusa

Była niedziela 12 października 2008 r. Mszę świętą o godzinie 8.30 w kościele pw. św. Antoniego w Sokółce celebrował młody wikary ks. Filip Zdrodowski. Podczas rozdzielania Komunii Świętej jednemu z księży upadł komunikant. Kapłan w ogóle tego nie zauważył. Zwróciła mu na to uwagę dopiero jedna z klęczących, przyjmujących Eucharystię, kobiet.

Fot. T. Margańska

Trzydziestoletni ks. Jacek – wikary z czteroletnim kapłańskim stażem – zamarł z przerażenia. Nigdy mu się to jeszcze nie zdarzyło. Z czcią podniósł Komunikant, ale go nie spożył, tak jak zwykle robi się w takich przypadkach. Nie umieścił go też w kielichu. Uznając, że jest zabrudzony, włożył go do vasculum – małego srebrnego naczyńka z wodą, używanego przez kapłanów do obmywania palców po udzieleniu Komunii św.

Kiedy Msza św. dobiegła końca, zakrystianka siostra Julia Dubowska – zakonnica ze Zgromadzenia Służebnic Jezusa w Eucharystii – zabrała vasculum z leżącą w wodzie Hostią i przeniosła do zakrystii. Pozostawienie naczynia w tabernakulum nie było zbyt bezpieczne – księża wyjmowali i wstawiali tam puszki z Najświętszym Sakramentem, ktoś z nich mógł przypadkowo potrącić vasculum i wylać jego zawartość lub też – nie zauważając Hostii – opłukać w nim palce.
W zakrystii s. Julia przelała zawartość vasculum do innego naczynia. Zamknęła je w sejfie, w którym przechowywane były kielichy, puszki i sprzęt liturgiczny. Klucze do niego miała tylko ona i proboszcz parafii ks. Stanisław Gniedziejko. Spodziewano się, że konsekrowana Hostia rozpuści się w wodzie i w ten sposób przestanie być Ciałem Chrystusa – nie będzie w niej już Ciała żywego Boga, ani też Jego szczególnej Obecności. Tak się jednak nie stało.

Kościół pw. św. Antoniego w Sokółce - Fot. H. Bejda

Siostra Julia po raz pierwszy w życiu miała do czynienia z procedurą rozpuszczania konsekrowanej Hostii. Przez kilka kolejnych dni zaglądała do sejfu, ale Hostia ciągle była cała. Dokładnie tydzień później, w niedzielę 19 października 2008 r., między godziną 8.00 a 8.15 zakonnica otworzyła sejf. Miała nadzieję, że Hostia już się rozpuściła i nie będzie musiała przekładać naczyń. Siostra miała zamiar – zgodnie z obowiązującymi procedurami – wylać powstały płyn do specjalnego otworu za ołtarzem zwanego piscina. Zajrzała do naczynia i… osłupiała. Hostia była już wprawdzie częściowo rozpuszczona, ale mniej więcej na jej środku znajdowało się coś co przypominało żywą krew – jakiś dziwny czerwony skrzep. Pokazała to księżom.

Księża bardzo się zdumieli. – Wszystkich nas zaskoczyło to i zaszokowało – mówił ks. Gniedziejko. – Komunikant w większej części był już rozpuszczony. Pozostała tylko cząstka chleba konsekrowanego ściśle złączona z substancją, która się na niej pojawiła. Cząstka Hostii złączona z owym „dziwnym czerwonym skrzepem”.
Proboszcz sokólskiej parafii skontaktował się z wtedy z Kurią Metropolitalną w Białymstoku. Razem z wikariuszami postanowił nie podejmować jednak żadnych działań, ale zaczekać do planowanego niebawem przybycia do parafii Metropolity Białostockiego ks. abp. Edwarda Ozorowskiego.
Ks. Arcybiskup przyjechał do Sokółki wraz z Kanclerzem Kurii, księżmi infułatami i księżmi profesorami. Kapłani obejrzeli Hostię, zdumieli się i poradzili, by zaczekać na dalszy rozwój wypadków, ale obserwować, co się będzie z Nią dalej działo.
29 października naczynie z Hostią przeniesiono do kaplicy na plebanii i umieszczono w tabernakulum, a dzień później – na polecenie Ks. Arcybiskupa – ks. proboszcz Gniedziejko łyżeczką ostrożnie wyjął częściowo rozpuszczoną Hostię z czerwonokrwistą substancją w środku, umieszczając ją na bielutkim korporale z wyszytym na nim małym czerwonym krzyżykiem w środku. Korporał ów umieszczony został w kustodiarce służącej do przechowywania i przenoszenia Komunikantów i ponownie zamknięty w tabernakulum.
Z upływem czasu Komunikant „wtopił się” w korporał, a brunatnoczerwony „skrzep” zaschnął i nic nowego już się z nim nie działo (jego wygląd do dziś się zresztą nie zmienił). – W sposób naturalny ta substancja przyschła zachowując normalny kolor, trudno mi określić – jak po raz pierwszy ją zobaczyliśmy była ona taka żywa, jakby jakieś ciało, taka żywa i ukrwiona jakby żywa tkanka – mówił ks. Gniedziejko. Kiedy dziwna czerwonobrunatna substancja przestała ulegać dalszym przemianom, uznano że nadszedł czas, by podjąć kolejne działania. Poproszono o pomoc renomowanych, światowej sławy naukowców, patomorfologów z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

„Przypowieść o zaproszonych na ucztę”

Fragment Ewangelii odczytywany podczas Mszy św. 12 października 2008 r.

„Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił ucztę weselną swemu synowi. Posłał więc swoje sługi, żeby zaproszonych zwołali na ucztę, lecz ci nie chcieli przyjść. Posłał jeszcze raz inne sługi z poleceniem: Powiedzcie zaproszonym: Oto przygotowałem moją ucztę; woły i tuczne zwierzęta pobite i wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę! Lecz oni zlekceważyli to i poszli: jeden na swoje pole, drugi do swego kupiectwa, a inni pochwycili jego sługi i znieważywszy [ich] pozabijali. Na to król uniósł się gniewem. Posłał swe wojska i kazał wytracić owych zabójców, a miasto ich spalić. Wtedy rzekł swoim sługom: Uczta wprawdzie jest gotowa, lecz zaproszeni nie byli jej godni. Idźcie więc na rozstajne drogi i zaproście na ucztę wszystkich, których spotkacie. Słudzy ci wyszli na drogi i sprowadzili wszystkich, których napotkali: złych i dobrych. I sala zapełniła się biesiadnikami. Wszedł król, żeby się przypatrzyć biesiadnikom, i zauważył tam człowieka, nie ubranego w strój weselny. Rzekł do niego: Przyjacielu, jakże tu wszedłeś nie mając stroju weselnego? Lecz on oniemiał. Wtedy król rzekł sługom: Zwiążcie mu ręce i nogi i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności! Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Bo wielu jest powołanych, lecz mało wybranych” (Mt 22,1–14).

Comments are closed.