Droga – Prawda – Życie

Światło w dłoni i w sercu

W Biblii

Powinniśmy zawsze zacząć od otwarcia Pisma Świętego. Czytania biblijne na każdy dzień dobierali odpowiednio wykształceni teologowie z Komisji Liturgicznej, a więc zerknijmy do lekcjonarza (tom VI, według nowego wydania strony 66–70).
Prorok Malachiasz zapowiada, że „nagle przybędzie do swej świątyni Pan”. Autor Listu do Hebrajczyków dodaje, że Jezus chce się upodobnić pod każdym względem do braci, a Ewangelista opisuje scenę przyniesienia Dzieciątka Jezus do świątyni jerozolimskiej przez Maryję i Józefa.
Każdy pierworodny chłopiec „należał do Pana Boga” i rodzice, aby móc go zachować u siebie, symbolicznie wykupywali syna. Najubożsi składali w ofierze parę gołąbków lub synogarlic. Jednocześnie – matka dziecka, „nieczysta” po porodzie, podlegała obrzędowi rytualnego oczyszczenia. Oczywiście Maryja – Niepokalanie Poczęta – była w każdej chwili Swego życia najczystsza spośród ludzi, ale pokornie poddała się Prawu, by zewnętrznie nie wyróżniać się spomiędzy innych kobiet. Dzisiaj w każdej rodzinie rodzice przypominają sobie, że nigdy dziecko nie jest ich „własnością”, Pan Bóg powierza im małego człowieka, aby „oddali go światu” odpowiednio wychowanego, przygotowanego do życia wśród ludzi.
Prorokini Anna i starzec Symeon cieszą się, że mogą przed śmiercią spojrzeć na Zbawiciela, ale też słyszymy zapowiedź „miecza, który przeniknie serce Maryi” (Łk 2,35), bo światło niesione przez Chrystusa bardzo razi tych, których postępowanie jest pełne ciemności. Człowiek, który zamiast cieszyć się wielkością dziecięctwa Bożego szuka przedziwnych powodów do wywyższenia siebie i swojej chwały, musi boleśnie zedrzeć maskę udawania, aby przeżyć stan „wolności dzieci Bożych” (np. Hbr 2).
Sama więc Liturgia Słowa podpowiada treść tego święta: troszcząc się o wypełnienie tradycji Prawa Mojżeszowego, Maryja z mężem przynieśli Dziecko, by złożyć za nie przepisaną ofiarę. Nie wiemy, czy byli świadomi, że tym samym przynieśli do świątyni Syna Bożego, który zjawia się tam po raz pierwszy, by rozpocząć Swą misję wobec ludzi.
I natychmiast pojawiają się pierwsi wybrani. Starzec Symeon, któremu Bóg objawił, że nie umrze póki nie zobaczy Mesjasza, Zbawiciela, bierze Jezusa w objęcia i wychwala Stwórcę. Wypowiada też trudną przepowiednię o bólu Maryi, która będzie uczestniczyła w dziele Swego Syna. Również sędziwa prorokini Anna wyśpiewuje chwałę Boga i opowiada napotkanym ludziom o spełnionych tęsknotach.

W tradycji

Od samego początku chrześcijaństwa światło symbolizowało Chrystusa, który powiedział: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8,12). W liturgii symbolika światła przyjęła się powszechnie już od IV wieku. Nawiązując do postaci Symeona chrześcijanie chcieli przed śmiercią „wziąć w objęcia Zbawcę” – często już nie mogąc mówić, wzrokiem prosili o światło, niekiedy bliscy towarzyszący umierającemu pomagali mu utrzymać świecę w dłoni.
Maryja była obecna przy spotkaniu Symeona i Anny z Jezusem, ale wcale nie od początku była wymieniana w tytule tego święta: na początku miało ono nazwę „Spotkanie”. Potem jednak, w nawiązaniu do zwyczaju oczyszczenia kobiety po porodzie (według przepisów żydowskich była nieczysta), wyróżniono Maryję nazywając nawet ten dzień „Świętem Oczyszczenia”. Po Soborze Watykańskim II obowiązuje nazwa „Święto Ofiarowania Pańskiego”.

Co pochodzi od ludzi?

Nim człowiek dojrzeje w wierze (nim przejdzie od nakłaniania Pana Boga, by błogosławił to, co wymyślił człowiek do pełnego zaufania), często tworzy sobie zwyczaje, które niekiedy nawet graniczą z magią. Szperając w materiałach opisujących wierzenia ludowe można się dowiedzieć, że
– ogień spowodowany uderzeniem pioruna uważano za przejaw gniewu Boga i nikt nie odważał się gasić tak powstałego pożaru (dlatego szukano sposobów, by taki grom na zabudowania nie spadł – obchodzono z zapaloną świecą – stąd gromnica – całe obejście, przyklękając na każdym progu i przy każdym rogu, aby złe moce nie miały przystępu do domu);
– podczas burzy ustawiano gromnicę w kominie lub oknie, odmawiając litanię;
– w dniu 2 lutego starano się donieść zapalony płomień gromnicy do domu – jeśli to się udało, był to znak, że w rodzinie będzie panowała miłość i zgoda;
– wypalano gromnicą, albo przynajmniej zaznaczano okopceniem płomienia krzyż na tragarzu (belka podtrzymująca sufit), nad drzwiami wejściowymi albo na futrynie okna;
– od gromnicy rozniecano ogień w piecu, pod kuchnią i w lampce przed świętym obrazem;
– wdychano dym świecy, płomień przesuwano pod brodą, co miało zabezpieczyć albo wręcz uleczyć choroby;
– okadzano skórę – to profilaktyka mająca uchronić przed czyrakami;
– okadzano bydło – wierząc, że w ten sposób ochronić można zwierzęta przed chorobami;
– rolnik rozpoczynając orkę kładł zastygłe krople wosku z gromnicy pod pierwszą skibę; gdy składał w stodole ostatni snop zboża, pomiędzy źdźbła wtykał kawałek gromnicy.
Dodajmy jeszcze przysłowia: „Gdy na Gromniczną z dachu ciecze, to się długo zima powlecze”, „Na Gromniczną niedźwiedź budę naprawia albo rozwala” (stąd na Podhalu nazywano ten dzień świętem Matki Boskiej Niedźwiedziej). I jeszcze wróżby: gdy gromnica kopciła, to lato miało być pochmurne, gdy „pryskała” – była to zapowiedź burz.

W naszym życiu

Wiele razy stawiano mi pytanie, czy wolno nam gorliwie angażować się w to święto, skoro tak wiele pogańskiej magii wniknęło w znane do dzisiaj obrzędy. Zasada jest dość uniwersalna: nie wolno nam wierzyć w przesądy, nie należy znaków traktować jak magii, ale wolno nam poszczególne zwyczaje uświęcać. Niosąc świecę nie traktujemy jej jako totem, ani wróżby, tylko jako rodzaj wyznania wiary, którą tym samym umacniamy (oczywiście jeśli podejmiemy taką decyzję) i przyznajemy się do niej. Zapalając świecę nie modlimy się do płomienia, tylko przypominamy sobie Pana Jezusa i prosimy Go, aby otwierał nasze oczy na Jego znaki prowadzące wśród ciemności i zagrożeń świata.
Pan Jezus – światło dla narodów i dla każdego człowieka – chce rozjaśnić nasze życie. Z łączności z Nim płynie moc, która nawet pośród burz, pożarów i zarazy daje człowiekowi poczucie bezpieczeństwa. Dlatego trzeba podtrzymywać zwyczaj szacunku wobec znaku, jakim jest gromnica, używając jej nie tylko podczas Chrztu, I Komunii Świętej i w śmiertelnej chorobie czy po śmierci. Lubię zapalać gromnicę, gdy się modlę albo piszę coś o Panu Bogu.
Niech Maryja – wspominana w tym znaku – modli się za nami. Niech – jak na znanym obrazie Piotra Stachiewicza – broni nas od wilków, albo jeszcze groźniejszych drapieżników – naszych grzechów.

ks. Zbigniew Kapłański

Comments are closed.