Rewolucja moralna

Przebudzenie Polski

„Żadnych marzeń, panowie, żadnych marzeń” – wielokrotnie powtórzył car Rosji Aleksander II, spotykając się z Polakami podczas wizyty w Warszawie w maju 1856 roku. O swoim poprzedniku – carze Mikołaju I, pod rządami którego stłumiono Powstanie Listopadowe, powiedział: „To, co mój ojciec zrobił, zrobił dobrze”.

Pogrzeb pięciu poległych w Warszawie, 2 marca 1861 roku

Tymczasem nie zabrakło Polaków, którzy wyszli na ulice Warszawy nie tylko witać cara, ale łączyli z nim jakieś nadzieje, co było związane z reformami w Rosji, spowodowanymi klęską w wojnie krymskiej. Były to jednak złudzenia, czemu sam Aleksander II dał wyraz w słynnym: „żadnych marzeń”. „Nikczemna, kacapska hołota” Tymczasem dojrzewało już kolejne pokolenie Polaków, które nie doświadczyło i nie pamiętało klęski oraz represji po powstaniu 1831 roku. Im marzyła się Polska… Konspiracyjne koła młodzieży powstawały wśród Polaków studiujących na uniwersytetach w Rosji, a później w warszawskich szkołach. Na emigracji zaczęto myśleć o kolejnym powstaniu.

Rosjanie strzelają na placu Zamkowym w Warszawie 8 kwietnia 1861 roku, zabijając ponad sto osób

Patriotyczne przebudzenie dało się odczuć w Warszawie. Pogrzeb generałowej Sowińskiej – wdowie po bohaterskim obrońcy Woli z 1831 roku – przerodził się w czerwcu 1860 roku w wielotysięczną, patriotyczną manifestację młodzieży, pierwszą od trzydziestu lat. Kilka miesięcy później, podczas wizyty, rosyjskiego cara witały puste ulice, a śród ludzi krążyły ulotki i anegdoty. „Pod jarzmem wrogów, co by zgnieść nas chcieli, / Gdy nam dopieka wciąż monarsza łaska, / Któż się tak stroi? Któż się tak weseli? / To podła gawiedź warszawska / Dla nich są obce klęski narodowe, / Obcą niedola tułaczy, / Lecz przyjazd cara, święto galowe, Wielki fajerwerk – wszystko dla nich znaczy! / Głupia gawiedzi, odrodne plemię” – szydzono, z tych, którzy służyli Moskwie. I dalej recytowano: „Przypatrz się ludom węgierskiej krainy, / Jak są do czynów szlachetnych gotowe, / Oni czczą święta – święta narodowe, / Ale na carskie nie spieszą

Uroczystości rocznicy Unii Lubelskiej, spotkanie procesji przy rozebranym przez Rosjan moście w Kownie, 12 sierpnia 1861 roku

festyny… / Toteż im wcześniej swoboda zaświeci, / Bo miłość kraju to najpierwsza cnota, / Oni są prawe swojej matki dzieci, / A my nikczemna, kacapska hołota”. W takiej atmosferze lud Warszawy zbojkotował carską wizytę, a już wkrótce, 29 listopada 1860 r. – w trzydziestą rocznicę wybuchu Powstania Listopadowego – liczne rzesze warszawiaków zebrały się na Mszy św. na Lesznie u Karmelitów. Po jej zakończeniu odśpiewano zapomnianą pieśń „Boże coś Polskę” – po raz pierwszy ze słowami „Ojczyznę, wolność racz nam wrócić Panie”. Na koniec zaśpiewano „Jeszcze Polska nie zginęła” oraz pieśni religijne i patriotyczne. Od tego momentu demonstracje patriotyczne i śpiewy zaczęto organizować w różnych kościołach. Coraz większa liczba ich uczestników powodowała, iż czuli się oni bezpiecznie, a Rosjanie nie odpowiadali represjami. Tak było do lutego 1861 roku. Ożywienie patriotyczne ogarnęło już szerokie rzesze, ubierano się w narodowe stroje, noszono czamarki, rogatywki, wzywano do powstrzymania się od zabaw. Czas ten nazwano moralną rewolucją.

„Precz z Moskalami”

W takiej atmosferze tysiące ludzi wyległy na ulice w trzydziestą rocznicę bitwy pod Grochowem, kiedy powstrzymano rosyjską armię maszerującą na stolicę. Nad zebranymi rzeszami rozwinięto ogromną chorągiew z Orłem i Pogonią, a zebranym rozdano mniejsze chorągiewki. Wznoszono okrzyki: „Trzeci Maj”, „Precz z Moskalami”. Przy śpiewie „Święty Boże” wkroczono na Rynek Starego Miasta, gdzie po raz pierwszy uderzyli kozacy, płazując szablami. Wielu było rannych, a najaktywniejszych demonstrantów aresztowano. Pod hasłem ich zwolnienia znów wyszła procesja spod kościoła Karmelitów na Lesznie. Na placu Zamkowym zagrodziło im drogę wojsko, na czołówkę rzucili się kozacy. Zaczęto bronić się kamieniami, budowano z dorożek barykady. Wojsko otworzyło ogień. Padło pięciu zabitych: uczeń, czeladnik krawiecki, robotnik, dwóch właścicieli ziemskich. Ich pogrzeb, 2 marca 1861 roku, zgromadził niemal całą Warszawę – i stał się potężną manifestacją jedności narodu. Pod wpływem tych wydarzeń Rosjanie wycofali wojsko z ulic, kolejna – obok polskiej reprezentacji Towarzystwa Rolniczego na czele z Adamem Zamoyskim – powstała wtedy Delegacja Miejska wystosowała adres do cara, pisząc w nim o braku niepodległości Polski. Odpowiedź cara nie pozostawiała żadnych złudzeń, kończąc się groźbą: „W żadnym razie nieporządkom faktycznie pobłażać nie będę”. Petersburg poczynił jednak pewne ustępstwa, m.in. polonizując administrację. Nastały „polskie czasy” – okres patriotycznego uniesienia i nadziei. Tymczasem władze przygotowały nową „ustawę o zbiegowiskach” – po trzykrotnym wezwaniu do rozejścia się można było strzelać. 8 kwietnia 1861 roku, wieczorem, przeciwko procesji wystąpiło wojsko, padły salwy. Ludzie ze śpiewem „Święty Boże” i niesionym na czele krzyżem szli nadal, mimo padających zabitych. W pobliskich ulicach zaczęły się nierówne walki. Na ulicach pozostało ponad stu zabitych. Nazajutrz Warszawa wyglądała jak wymarła, na ulicach było tylko
wojsko. Rozpoczął się czas represji. Polacy odpowiedzieli żałobą. „Za pomyślność Ojczyzny” Nie powstrzymało to patriotycznych manifestacji, które zaczęto organizować na prowincji Królestwa, na Litwie, Rusi i w Galicji. Uroczyście świętowano rocznicę Unii Lubelskiej. 12 sierpnia, w Kownie, na moście pontonowym łączącym miasto z przedmieściem Aleksota, leżącym już w Królestwie Polskim, spotkały się dwie procesje: „polska” i „litewska”. Rosyjskie wojsko próbowało bezskutecznie zerwać most. Kilka tysięcy ludzi tańczyło także w Wilnie, śpiewając po polsku i litewsku. W Warszawie zamawiano nabożeństwa „za pomyślność Ojczyzny”. Władze nie myślały jednak o ustępstwach i 14 października 1861 roku wprowadziły stan wojenny. Niepodległościowa konspiracja w Królestwie dzieliła się na dwa obozy: radykalnych czerwonych, okupionych w Komitecie Centralnym Narodowym kierowanym przez Jarosława Dąbrowskiego, i białych, do których należeli arystokraci, ziemianie i bogaci mieszczanie. Czerwoni byli zdecydowani wywołać powstanie zbrojne, biali i ich Dyrekcja Krajowa głosili program pracy organicznej i gotowi byli na ugodę z caratem. Od połowy 1862 roku na czele rządu Królestwa Polskiego stał margrabia Aleksander Wielopolski, wcześniej dyrektor Komisji Wyznań Oświecenia Publicznego, który przeprowadzał reformy w administracji, polonizując urzędy i szkoły. Oddany Rosjanom – uznawany jako pośrednio odpowiedzialny za masakrę 8 kwietnia 1861 roku – nie cieszył się sympatią Polaków. Powiedział, iż „dla Polaków można czasem coś dobrego zrobić, ale z Polakami nigdy”. Aby nie dopuścić do wybuchu powstania zarządził „brankę”, czyli pobór do wojska tysięcy konspirującej młodzieży.

Comments are closed.