Na czym budować

Wolność cenimy jak powietrze

Publikujemy fragmenty wywiadu z premierem Węgier Victorem Orbánem, który przeprowadził red. Jan Pospieszalski. Tekst został wydrukowany w tygodniku „Gazeta Polska” nr 4/2012.

Komisja Europejska wszczęła przyspieszoną procedurę w sprawie potencjalnych naruszeń prawa europejskiego – w obszarach niezależności Narodowego Węgierskiego Banku Centralnego, ochrony danych osobowych i sądownictwa. (…)
(…) Na debaty w kwestiach prawnych zawsze jesteśmy otwarci. Ale nie zgadzamy się z oceną, że demokracja jest u nas ograniczana, że łamie się prawa konstytucyjne i wolnościowe. Na rozmowy o konkretach jesteśmy gotowi. Natomiast w jednej symbolicznej sprawie widzę trudności. Chodzi o bank centralny – Komisja Europejska nie zgadza się, by jego szefowie i członkowie Rady Monetarnej przysięgali na węgierską konstytucję. Nie rozumiem takiego stanowiska. Przecież to są instytucje, które służą narodowi. (…)
To jest zdumiewające, bo chodzi przecież o Narodowy Węgierski Bank Centralny i o konstytucję węgierską…
Tak, mówimy o węgierskim banku. Przez poprzednie 20 lat zawsze tak było i nikt nie mówił, że przysięganie na węgierską konstytucję jest czymś nieprawidłowym. Dlatego wielu Węgrów myśli, że nie chodzi tu o wspomnianą ustawę, lecz o to, że chcieliśmy głęboko i szybko zmienić nasz kraj.
Od czasu, kiedy zostałem premierem, parlament węgierski przyjął 365 ustaw, nową konstytucję i ponad 12 ustaw konstytucyjnych o podstawowym znaczeniu. Prowadziliśmy również w tym czasie prezydencję unijną. Takie tempo narusza wiele interesów – gospodarczych i ideologicznych. I właśnie tego dotyczy prawdziwa debata między Węgrami a międzynarodową lewicą.
Zmienił Pan konstytucję, wprowadzając np. zdania, że Węgry to Węgry, małżeństwo to związek kobiety i mężczyzny, życie ludzkie chronione jest od poczęcia, a preambuła głosi: „Boże, błogosław Węgry” (pierwsze słowa hymnu węgierskiego). Polscy posłowie w Strasburgu, broniąc Pana, wskazywali właśnie, że to jest głównym powodem ataków na Pańską politykę i Pana rząd.
Sądzę, że ataki przeciwko naszemu krajowi mają dwa powody. Jeden to powód moralny – chodzi o wartości. Konstytucja mówi, że bez chrześcijaństwa Węgry by nie przetrwały. To podstawa, o którą musimy zadbać. Dokument mówi też, że szacunek dla własnego kraju i narodu jest wartością i trzeba go wzmacniać. Poza tym znajduje się w niej ustęp określający rodzinę jako podstawę życia społecznego. Dlatego nie dajemy parom homoseksualnym takich praw jak rodzinom i odmawiamy im prawa do adopcji dzieci. Oczywiście konstytucja mówi również, że bronimy życia od poczęcia, szanujemy je i chronimy. (…)
Drugim powodem ataków są sprawy gospodarcze. Rzeczywiście, mój rząd naruszył wiele interesów gospodarczych. Gdy przejęliśmy władzę w 2010 r., mieliśmy olbrzymie długi i wielką dziurę budżetową, kraj był na skraju bankructwa, a korupcja była wszechobecna. Wszystko, co było gęstsze od powietrza, ukradziono albo sprzedano. Wraz z naszym rządem staraliśmy się to zatrzymać. Nie miałem innego wyboru, jak użyć narzędzi niepopularnych w Europie – podatku bankowego czy podatku dla największych korporacji. Użyłem tych instrumentów, by pomóc zadłużonym obywatelom klasy średniej, którzy spłacają kredyty w obcych walutach. Międzynarodowe korporacje i instytucje bankowe odczuły to jako wielki cios. (…)
Już za Pana kadencji pojawiła się bardzo ostra dyskusja, czy rząd węgierski postępuje prawidłowo, przekazując środki unijne na promocję adopcji zamiast na aborcję. (…)
Gdy zaczęła się ta debata, postanowiłem, że będziemy kontynuować tę kampanię, jeśli nie ze środków europejskich, to z budżetu węgierskiego. Aborcja jest bardzo poważną kwestią. (…) Mówimy o bardzo delikatnej sprawie, ale muszę podkreślić, że każde życie jest cenne, a każde dziecko poczęte powinno się urodzić. (…) Dziecko to wartość i (…) życie należy szanować. Na Węgrzech nie szanuje się życia nie dlatego, że Węgrzy są złymi ludźmi. Ten brak szacunku pozostał nam po czasach komunizmu. W Polsce Kościół katolicki przetrwał w narodzie ostatnie 40–50 lat. Węgry są dużo bardziej zsekularyzowane, (…) Gdybyśmy mieli silniejszy Kościół, to cały kraj byłby silniejszy. (…)
Skoro mówimy o kwestii Kościoła, czy wie Pan, że na Węgrzech, podczas gdy sprawowały one prezydencję unijną, trwała krucjata różańcowa, która dotarła też do Polski? (…)
Modlitwa jest dużo ważniejsza dla życia narodu, niż zwykło się to przyjmować w życiu publicznym. Chciałbym wspomnieć o jednej z takich duchowych inicjatyw. W drugiej połowie lat 50. przez kilka lat istniał w Austrii potężny ruch modlitewny. Ludzie, którzy w nim uczestniczyli, modlili się w intencji opuszczenia ich kraju przez Sowietów. I udało się. W Europie Środkowej ruch modlitewny w intencji narodu ma głębokie tradycje. (…) Wiem też, że również za mnie ludzie się modlą, zwłaszcza wówczas, gdy stoję przed trudnymi zadaniami. I to jest dla mnie ogromną pomocą.
Napisał Pan, że reguły rynku nie mogą być uniwersalnymi zasadami, którymi rządzi się społeczeństwo, że omnipotencja rynku nie wystarczy, by koordynować życie społeczne. To co ma być tym regulatorem, tą zasadą, która buduje wspólnotę?
W ostatnich dwudziestu latach upowszechnił się niebezpieczny pogląd, że ludzie będą szczęśliwi, gdy o wszystkich obszarach ich życia będą decydować zasady wolnego rynku. Zupełnie się z tym nie zgadzam. Kryzys gospodarczy jasno pokazuje, do czego prowadzi takie myślenie. Przyczyny kryzysu gospodarczego leżą gdzie indziej – wynikają z moralnego upadku Zachodu. Kradziono bowiem miliardy, spekulowano nieruchomościami i nikt ze świata polityki i finansjery nie poniósł za to odpowiedzialności.
Wierzę, że ludzie na poziomie społecznym funkcjonują inaczej, ważna jest dla nich solidarność, odpowiedzialność, poczucie przynależności do wspólnoty i jej interes. (…)
(…) Na Węgrzech, podobnie jak w Polsce, dużo młodych ludzi wzięło kredyty we frankach szwajcarskich, kiedy waluta ta miała niski kurs. Po kilku latach jej cena bardzo podskoczyła, co sprawiło, że dzisiaj kredytobiorcy mają o wiele więcej do zapłacenia, niż wynosił kredyt. (…)
Na Węgrzech żyje 10 mln ludzi, w tym ok. 2,3 mln osób dotyka spłata kredytów mieszkaniowych we frankach szwajcarskich. Skala problemu jest więc nieporównywalnie większa niż w Polsce. Bardzo wiele węgierskich rodzin stało się niewolnikami banków i musiało spłacać o wiele większe kredyty, niż zaciągnęło. Jako osoba kierująca państwem nie mogłem patrzeć na to bezczynnie. Poprzedni rząd i bank centralny nie zrobiły nic, by to zmienić. Ja jednak, mając na Węgrzech poparcie 2/3 społeczeństwa, ośmieliłem się wystąpić przeciwko bankom. Nie były one skłonne do negocjacji, jednak udało się przeforsować naszą propozycję, czyli usztywnić dla kredytobiorców kurs forinta wobec franka. Dzięki temu część rodzin mogła spłacić od razu kredyty w całości. Pozostałym zamroziliśmy raty. Ostatecznie wygląda to tak, że 2/3 strat pokryją banki, a 1/3 państwo. (…)
Ale banki to nie wszystko, za Pana rządów zostały opodatkowane jednorazowym trzyletnim „podatkiem kryzysowym” duże korporacje, handel wielkopowierzchniowy, hipermarkety, duże sieci telefonii komórkowej – wszystkie pochodzące spoza Węgier. Polski eurodeputowany Jacek Kurski mówił w Strasburgu, że to właśnie spowodowało pełen furii odzew „kapitału finansującego atak na Węgry”. Czy podziela Pan tę opinię?
Podzielam to zdanie, to dosyć dokładny opis sytuacji. Ja zrobiłem wszystko, by porozumieć się z wielkimi korporacjami. (…) Prosiłem międzynarodowe korporacje o czas i zrozumienie dla tego przejściowego podatku. Zresztą nałożyliśmy go nie tylko na korporacje międzynarodowe, ale też firmy węgierskie (…)
Zapisaliście też w swojej konstytucji, że zbrodnie systemu komunistycznego nie mogą ulec przedawnieniu. Dlaczego tak późno i czy za tym pójdą akty ustawodawcze?
U nas komunizm nie był rozliczony prawie w ogóle, ale teraz jesteśmy w stanie to zrobić. Musimy zająć się zbrodniami komunizmu nie ze względu na przeszłość, lecz po to, by nigdy więcej nie spotkał nas los, jaki zgotowali nam komuniści. Tu chodzi o przyszłe pokolenia. (…)
Wprowadził Pan również pojęcie „nowej arystokracji”, która powołując się na prawa rynku, de facto korzysta z wielkich przywilejów i unika solidarnego zasilania budżetu państwa. Czy chodzi o elitę postkomunistyczną, która się uwłaszczyła i zrobiła wielkie interesy? (…)
Myślę o elicie postkomunistycznej i sądzę, że możemy tak o niej mówić, ponieważ jej członkowie nie osiągnęli tego, co mają, dzięki pracy, tylko zostali spadkobiercami komunistycznej nomenklatury. W pierwszych latach transformacji ustrojowej posiadali kontakty, które pozwoliły im zbudować kartele i monopole – teraz my musimy je zburzyć. (…) Żeby było jasne – nie jestem przeciwko zamożnym ludziom, ale chcę, by na Węgrzech można było się bogacić nie dzięki układom, lecz pracy, talentom i zaangażowaniu. (…)
Lider polskiej opozycji Jarosław Kaczyński, wielu polskich polityków, a także polski premier wspierają Węgry, a w Europie robi się na nie nagonkę. Tusk potwierdził nawet, że Węgry są krajem demokratycznym, no i zaoferował pomoc polityczną. (…)
Jeśli będzie nam potrzebna taka pomoc, to zwrócimy się do Polaków. Od niektórych państw niechętnie przyjmuję pomoc. (…) Z radością przyjmujemy pomoc Polski, bo to jest zgodne z naszym odwiecznym braterstwem. Jeśli chodzi o interesy Europy Środkowej, to Polska zawsze może na nas liczyć. Dziękuję za możliwość rozmowy, życzę wszystkiego dobrego, błogosławieństwa Bożego dla każdego obywatela Polski.

Comments are closed.