Cuda i łaski Boże

Cud do beatyfikacji

Fot. archiwum sióstr serafitek

Swój nagły powrót do zdrowia siostra Wita Chamielec, serafitka, przypisywała jedynie wstawiennictwu Służebnicy Bożej Małgorzaty Łucji Szewczyk. Gdy lekarz uświadomił jej, że nie ma żadnej nadziei na wyzdrowienie, ona zwróciła się do Matki Założycielki z gorącą modlitwą, by uprosiła jej na tyle zdrowia, by mogła pojechać na jej grób. Także siostry serafitki w Oświęcimiu i w Makowie oraz jej rodzina rozpoczęły Nowennę za przyczyną Małgorzaty Szewczyk. Bóg wysłuchał ich modlitwy i siostra Wita dostąpiła łaski cudownego uzdrowienia.

Siostra Wita Elżbieta Chamielec urodziła się 6 stycznia 1931 roku w miejscowości Bucze koło Brzeska. Po ukończeniu krawieckiej Zasadniczej Szkoły Zawodowej wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Serafitek. Po złożeniu pierwszej profesji, przez dwa lata pracowała w Zakładzie dla dzieci niepełnosprawnych w Białce Tatrzańskiej. W 1959 roku została skierowana do Makowa Podhalańskiego, do pracy w zakrystii. To właśnie tam rozwinęła się u niej bardzo poważna choroba płuc. Jak wspominają siostry serafitki, zakonnica, u której podejrzewano gruźlicę płuc, była intensywnie leczona lekami przeciwprątkowymi i antybiotykami w Poradni Przeciwgruźliczej w Makowie Podhalańskim. Bezradna medycyna Stosowane leczenie nie było jednak skuteczne. Objawy chorobowe trwały wiele lat. W ostatnich miesiącach 1973 roku stan jej zdrowia znacznie się pogorszył. Wtedy została przyjęta na oddział szpitalny w Makowie Podhalańskim, gdzie była leczona przez miesiąc. Nie nastąpiła jednak żadna widoczna poprawa stanu zdrowia. Na początku lutego 1974 roku siostra Wita została przewieziona na oddział torakochirurgii do Bystrej Śląskiej. Tam stwierdzono u niej grzybicę kropidlakową płuc i poddanoją operacji, w wyniku której zostały jej wycięte cztery żebra i część płata płucnego. Choroba jednak nie ustępowała. Druga operacja, przeprowadzona 17 stycznia 1975 roku, także nie przyniosła spodziewanej poprawy. „Siostra miała ciągle bardzo wysoką gorączkę, przetoka ropiejąca nie zmniejszała się mimo czynionych zabiegów, leczenia, ciągłych opatrunków i płukania” – czytamy we wspomnieniach sióstr. Długi przebieg choroby wyniszczał organizm siostry Wity. Uporczywa wysoka gorączka, osłabienie ogólne, niewydolność oddechowa po dokonanych zabiegach chirurgicznych, zagrażały jej życiu. Lekarze tracili nadzieję wyleczenia. Wielokrotnie powtarzano jej, że na tę chorobę nie ma lekarstwa. Po pomoc do Założycielki Taki beznadziejny stan utrzymywał się do połowy maja 1975 roku. Potem dokonało się nagłe i nieoczekiwane wyzdrowienie. Dziwili się wszyscy, a przede wszystkim lekarze. Nastąpiło zamknięcie się przetoki i zaprzestanie ropienia. Przez dwa tygodnie obserwowano chorą w szpitalu, czy przypadkiem przetoka ponownie się nie otworzy.  Po stwierdzeniu przez ordynatora szpitala, że siostra Wita jest całkowicie zdrowa, pacjentka została wypisana z oddziału w dniu 31 maja 1975 roku. Niedługo po wyjściu ze szpitala siostra Wita została przeniesiona do domu macierzystego w Oświęcimiu, gdzie objęła obowiązki zakrystianki w kościele klasztornym. Początkowo wzywano ją często do kontroli w miejscowej Poradni Pulmonologicznej, później co rok, następnie co dwa lata i zawsze stwierdzano stan dobry. Nie było po wyzdrowieniu nawrotów choroby, ani innych komplikacji po przebytej grzybicy kropidlakowej. Ta choroba już się nie powtórzyła. Pracowała z gorliwością Przez blisko 34 lata, aż do chwili śmierci, z wielkim oddaniem i poświęceniem siostra Wita spełniała obowiązki zakrystianki. „W tym kościele jest całodzienna adoracja, jest wiele różnych nabożeństw, dlatego też miała dużo pracy. Do niej należała troska o wystrój kościoła, ubieranie ołtarzy, troska o bieliznę kielichową, ołtarzową i szaty liturgiczne; przygotowanie ołtarza do Mszy św. i różnych nabożeństw. Wstawała zawsze wcześniej od innych sióstr, by do rozpoczęcia modlitw porannych przygotować ołtarz do Mszy św. i adoracji Najświętszego Sakramentu. Zimą musiała zdążyć jeszcze w tym czasie oczyścić ze śniegu przejście dla ludzi od bramy do kościoła. Nikt w tych pracach nie mógł jej zastąpić, uważała je za swój zaszczytny obowiązek. Nigdy się nie oszczędzała, mimo że w ostatnich latach cierpiała na schorzenia reumatyczne, zwyrodnienie stawów biodrowych, dyskopatię. Przez kilka lat leczyła się na osteoporozę, miała też problemy krążeniowe, związane z wiekiem” – wspominają serafitki. Odeszła do Pana W grudniu 2006 roku, podczas dni wyjątkowo mroźnych i śnieżnych, siostra przeziębiła się przy odśnieżaniu przejścia przed kościołem i podczas codziennej pracy w zimnej zakrystii. Lekarka wezwana do chorej wypisała jej skierowanie do szpitala 20 grudnia tegoż roku, podejrzewając zapalenie lewego płuca. Siostra jednak nie wyraziła zgody na leczenie szpitalne sądząc, że jest to zwyczajne przeziębienie. Po kilkunastu dniach odpoczynku i stosowania przepisanych lekarstw, zdrowa wróciła do swoich obowiązków. Jak podkreślają jej współsiostry, chciała służyć swoją pracą dokąd wystarczy jej sił. „Bardzo dużo czasu spędzała na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem. Wielką czcią otaczała osobę Matki Założycielki, dbała o to, by przy jej grobie zawsze były świeże kwiaty. Zachowała wdzięczność wobec niej nie tylko za zdrowie, odzyskane w sposób cudowny za jej przyczyną, ale także za tę łaskę, że mogła służyć Bogu, jako zakrystianka w tym kościele i nawiedzać codziennie jej grób” – czytamy we wspomnieniach o siostrze Wicie Chamielec. Serafitka zmarła 23 lutego 2009 roku na stopniach ołtarza. Wcześnie rano przygotowywała, jak co dzień, świece na adorację Najświętszego Sakramentu. Wcześniej zdążyła jeszcze poodmiatać śnieg przed kościołem. Wezwany przez siostry lekarz próbował ją ratować, jednak daremnie, bo serce przestało pracować. Miała 78 lat. Została pochowana w Oświęcimiu.

Comments are closed.