Krwawa Wielkanoc w Janowej Dolinie

Przed świętami Zmartwychwstania Pańskiego w 1943 roku Ukraińcy zapowiadali „jaja wielkanocne malowane krwią Polaków”. Zapowiedź ta spełniła się m.in. w Janowej Dolinie, w powiecie kostopolskim.

Osiedle dla pracowników Państwowych Kamieniołomów w Janowej Dolinie

Nazwa osady miała pochodzić jeszcze od króla Jana Kazimierza, który lubił polować w okolicznych sosnowych lasach, ale w latach trzydziestych XX wieku powstało tu nowoczesne osiedle robotnicze, wybudowane dla pracowników Państwowych Kamieniołomów Bazaltu. Imponująca ściana kamieniołomu, złożona z wielobocznych bazaltowych słupów wysokich nawet na 18 metrów, znana jest z przedwojennych zdjęć na pocztówkach i w książkach. Z wołyńskiego bazaltu robiono kostkę kamienną do wykładania dróg i chodników (np. nadmorskiego bulwaru w Jastrzębiej Górze) lub płyty do licowania fasad budynków, tak jak gmachu Ministerstwa Komunikacji

Osiedle w Janowej Dolinie po napadzie ukraińskich nacjonalistów (Fot. arch. ze zbiorów W. i E. Siemaszków)

w Warszawie. Osiedle jak z bajki W Janowej Dolinie, położonej w lesie między wyrobiskiem a rzeką Horyń, wzdłuż wybrukowanych bazaltową kostką ulic, postawiono na zbudowanych z bazaltu piwnicach czterorodzinne, drewniane, piętrowe wille. Osada była zelektryfikowana i miała sieć wodno–kanalizacyjną. Przy głównej alei wzniesiono tzw. dom społeczny (zwany też blokiem), z salą kinowo-widowiskową, pokojami hotelowymi i mieszkalnymi dla specjalistów, stołówką i kioskami. Czesław Piotrowski przyjechał do Janowej Doliny wiosną 1939 roku z wycieczką szkolną z Huty Stepańskiej, by nie tylko zwiedzić kamieniołom, ale po raz pierwszy w życiu być w prawdziwym kinie. Osiedle zrobiło na nim duże wrażenie. „Wszędzie było tam pełno zieleni i kwiatów, a domki z czerwonymi dachami wśród sosen i brukowanych ulic oraz chodników wyglądały wówczas jak w jakiejś bajce”. Było tam także boisko piłkarsko- ekkoatletyczne, które razem z kawałkiem lasu oddzielało domy od kopalni. Brakowało tylko kościoła i na razie zastępował go drewniany barak. Już przed wojną nacjonaliści mieli tu swoją komórkę i polscy uczniowie słyszeli czasem od ukraińskich kolegów: budemo was lachy rizaty. We wrześniu 1939 roku, jeszcze przed wkroczeniem wojsk sowieckich, bojówka dwudziestu nac jona l i stów ukraińskich, pod wodzą działacza OUN Hawryły Kruka ze wsi Złaźne (gm. Derażne), zajęła główny budynek dyrekcji kamieniołomów, a z posterunku Policji Państwowej zabrała m.in. 12 karabinów i amunicję, ale wkrótce straciła zdobycz na rzecz innej bojówki, tym razem komunistycznej, choć także ze Złaźnego.

Zbiorowa mogiła Polaków zamordowanych przez UPA w Janowej Dolinie z 22 na 23 kwietnia 1943

Nacjonaliści rozbroili natomiast dwudziestu żołnierzy Wojska Polskiego, zabezpieczających kopalnię. W czasie okupacji niemieckiej w miasteczku w tzw. bloku stacjonował garnizon w sile kompanii, stąd do Janowej Doliny ze względu na zagrożenie napadami napłynęło wielu Polaków z sąsiednich gmin. Na początku 1943 roku było w osadzie co najmniej trzy tysiące ludzi. W miejscowej szkole, zamkniętej po klęsce pod Stalingradem i zamienionej na szpital, leczono żołnierzy z frontu wschodniego, a także okolicznych mieszkańców, w tym ranne ofiary rzezi. Mimo istnienia komórki AK, z powodu stałej obecności niemieckiego wojska, nie zorganizowano samoobrony. W marcu 1943 roku Niemcy rozstrzelali wicedyrektora technicznego kamieniołomu, Ukraińca Romaniuka, działacza OUN-u, za kradzież i dostarczenie UPA beczki nafty lub 300 litrów benzyny, która mogła być użyta do podpalenia zabudowań w planowanym napadzie. Wielki Piątek 1943 Z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek (z 22 na 23 kwietnia 1943 roku), o północy, zebrane wokół Janowej Doliny oddziały UPA oraz okoliczna ukraińska ludność, głównie ze Złaźnego, w tym kobiety i dzieci zaatakowali śpiących lub kładących się do snu mieszkańców osiedla. W napadzie wzięła udział „pierwsza sotnia” UPA już pod dowództwem „Jaremy” oraz sotnia „Szauli”. Akcją osobiście dowodził Iwan Łytwynczuk „Dubowyj”. W czasie gdy domy były podpalane butelkami z naftą i benzyną, żagwiami lub granatami, upowcy strzelali do uciekających z pożaru ludzi. Zabijano także siekierami, rannych i zabitych wrzucano do ognia. Bazaltowe piwnice, w których napadnięci próbowali się ukryć, okazały się pułapkami. Ofiary ginęły w nich uduszone dymem lub zaczadzone. Bestialsko, siekierami, zamordowano personel medyczny szpitala: 50-letniego lekarza Aleksandra Bakinowskiego i jego o pięć lat starszą żonę Elżbietę oraz 21-letniego studenta medycyny Jana Borysowicza. Budynek lecznicy, z którego wyprowadzono chorych Ukraińców, podpalono z pozostawionymi w nim Polakami (niektórzy zostali wyciągnięci i zabici). Łucja Arczyńska, która razem z mężem oraz 8-letnią córką i 6-letnim synkiem uciekła z podpalonego omu przez okno (postrzelona przy  tym w nogę), była świadkiem śmierci swojego ojca, Bronisława Bogdanowicza, księgowego z kopalni, który został, żeby obudzić sąsiadów z naprzeciwka: „Gdy Ojciec wyszedł z domu, Ukrainiec był tuż przy drzwiach, napadł go, postrzelił i spalił żywcem w ogródku obok wejścia do domu. Sąsiedzi, których Ojciec [miał] budzić, byli ukryci w piwnicy i tam spłonęli – [nazywali się] Zakaszewscy. Kryjąc się w lesie, widzieliśmy, jak Ukraińcy, których przyjechało wozami bardzo dużo, okradali podpalane mieszkania, ładując zdobycz na wozy oraz jak w okrutny sposób znęcali się nad naszymi wieloletnimi sąsiadami, przywiązując do drzew, odcinając kończyny, strzelając lub podpalając. Ponieważ ten pożar i okrutny mord niewinnych ludzi, a także spalenie ojca, którego zwłoki musieliśmy zostawić, nie pozwalał pozostawać bezczynnie – w jakimś momencie, gdy oprawcy byli zajęci, zaczęliśmy uciekać, a raczej kluczyć ostrożnie po lesie, gdyż cała Janowa Dolina była okrążona przez Ukraińców, aż dotarliśmy do rzeki Horyń. Potem powędrowaliśmy do babci do Żytynia [gm. Aleksandria, pow. Równe]”. Kłamstwo na tablicy Garnizon Niemców ostrzeliwał się z tzw. bloku, ale mordujących Ukraińców przegonił dopiero o czwartej nad ranem niemiecki samolot zwiadowczy. W czasie krwawej nocy w Janowej Dolinie zginęło 600 Polaków i spłonęło sto domów. Niemcy rozdali broń niektórym mieszkańcom, którzy zabili potem w odwecie za masakrę pięcioro Ukraińców i dwoje Rosjan, wziętych przez pomyłkę za Ukraińców. Ofiary grzebano przez cały Wielki Piątek, część złożono we wspólnej mogile na placu obok krzyża, gdzie miał być wybudowany murowany kościół. Po południu w Wielką Sobotę ocalali mieszkańcy zostali wywiezieni do Kostopola podstawionymi przez Niemców wagonami towarowymi, w uzbrojonej eskorcie. W osadzie Niemcy pozostawili pod przymusem obsługę techniczną elektrowni, wodociągów, kolejarzy oraz część pracowników warsztatów. Upowcy napadli na Janową Dolinę powtórnie 15 maja 1943 roku i zniszczyli elektrownię, trafostację, hydrofornię i szereg budynków.

Comments are closed.