Imiona Jezusa (12)

Ja jestem Bramą

Ks. Edward Staniek

Św. Jan zanotował słowa Jezusa: „Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeśli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę” (J 10,7–9). Jezus, nazywając siebie Bramą, odsłania tajemnicę swego serca, oraz ujawnia rolę, jaką odgrywa w Kościele. Tajemnica serca polega na tym, że ono jest Bramą wiodącą do pełni szczęścia. Ktokolwiek wejdzie w tę Bramę, ten wchodzi w bogactwo Bożego szczęścia. Dlatego Jezus mówi o wchodzeniu przez nią. Mówi też o wychodzeniu przez nią. Ma to miejsce, gdy po spotkaniu z Nim ktoś wychodzi do ludzi dobrej woli, przebywających na pastwisku, których chce zaprosić do wejścia. Jezus jest Bramą miłości, a tajemnica szczęścia to prawdziwa miłość. Na ziemi serce ludzkie tęskni za takim spotkaniem, a więc za człowiekiem, który jest bramą szczęścia. Ten, kto takiego spotkał, już wie, na czym polega szczęście i o ile tylko potrafi, sam zamienia się w bramę szczęścia dla innych. Chce, aby każdy, kto go spotka, był szczęśliwy. Kto kocha prawdziwie, jest nawet w stanie oddać życie za tego, kogo kocha, byle tylko jego szczęście było coraz pełniejsze. Możemy to obserwować, gdy kochająca matka decyduje się na narodzenie dziecka, ryzykując swoim życiem. Jej decyzja świadczy o tym, ż e o na jest bramą do szczęścia dla swego dziecka. Jezus jako Brama odsłania też, jak ważne jest spotkanie z Nim, gdy chcemy należeć do Jego Kościoła. Dlatego nazywając siebie Bramą wspomina o tych, którzy na siłę dostają się do domu, czyli do Kościoła. To są „złodzieje, którzy przychodzą po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Jezus przybył, aby owce miały życie i miały je w obfitości” (por. J 10,10). Jakże wielu ludzi, nawet w Kościele, usiłuje koncentrować uwagę na swoich planach i programach. Jeśli jednak zapomną o Bramie miłości, jaką jest Chrystus, popełniają wiele błędów. W każdym pokoleniu na przestrzeni dwudziestu wieków życia Kościoła byli, są i będą tacy, którzy własne programy stawiają wyżej niż Jezusa. Sami się z Nim jako Bramą miłości nie spotkali. Dlatego najczęściej stają się twórcami napięć w Kościele. Kto spotkał Jezusa jako Bramę miłości, chce być taką bramą, bo odkrywa, że na tym polega szczęście jego i wszystkich, którzy do niego podejdą. Wie też, że zamiana własnego serca w taką bramę jest największym sukcesem w życiu. W codziennym życiu, dla określenia ważnego rysu portretu wartościowego człowieka, rzadko posługujemy się obrazem bramy. Czasem jednak nie tyle
w słowach, ale w gestach objawiamy jej tajemnicę. Takim gestem są otwarte ramiona tego, kto nas kocha. Szczęśliwy, kto potrafi rozróżnić między otwartą bramą ramion tego, kto się spotkał z Jezusem, od tego, którego otwarte ramiona są bramą piekielną. Gest ten sam, ale o jego wartości decyduje podłączenie serca albo do Boga i Jego miłości, albo do księcia tego świata i jego propozycji. Jezus jest moją Bramą!

Comments are closed.