Imiona Jezusa (48)

Pełnia

Ks. Edward Staniek

Św. Paweł nazywa Jezusa – „Pełnią” (por Ef 1,23;3,19;4,13; Kol 1,19;2,9). Przez to greckie słowo pleroma, ukazuje, że w Nim, z Nim i przez Niego zostajemy zanurzeni w pełni Bożej rzeczywistości tak w wymiarze stworzenia, jak i zbawienia. Syn Boży uczestniczył w całym dziele stworzenia i On realizuje dzieło naszego uszczęśliwienia, czyli zbawienia. Chcąc przybliżyć to imię, Paweł podaje wymiary tej Pełni Miłości, pisze o jej niezmierzonej Szerokości, Długości, Wysokości i Głębokości (Ef 3,18) sygnalizując tym samym, że bogactwo Jego miłości jest nie do pojęcia. Apostoł Narodów posługuje się tym imieniem, aby podkreślić, że droga rozumienia, jaką wędrujemy, i przy jakiej się upieramy, nie nadaje się do spotkania z Jezusem. On jest Pełnią, która dla naszego rozumu jest nie do ogarnienia, a jeśli tak, to jest niemożliwa do zrozumienia. Gdybyśmy byli skazani tylko na poznanie rozumowe, to stalibyśmy wobec Jezusa jak wobec oceanu, wiedząc, że pojąć możemy z jego bogactwa tylko tyle, ile można wziąć wody z tego oceanu w swoje dłonie. Bolesne doświadczenie granic poznania przez rozum. Bóg jednak wyposażył nas i w inne narzędzie poznawania. Jest nim serce, a ono umie kochać. Miłość jest w stanie podłączyć się do osoby kochanej, nawet jeśli ona swym bogactwem j est nie do ogarnięcia, i decyduje się na nieustanny wzrost, aby mieć w nim coraz pełniejszy udział. Innymi słowy, Jezusa poznajemy nie przez coraz większą ilość wiadomości o Nim, ale przez coraz doskonalszą miłość, jaką Go darzymy. Świat, w jakim żyjemy, ukazuje tylko jedną drogę do poznania rzeczywistości jaka istnieje, a jest nią zrozumienie. To, czego ktoś nie rozumie, to go nie interesuje, a często twierdzi, że jeśli on czegoś nie rozumie to znaczy, że to nie istnieje. Istnieje tylko to, co rozumie. Ktokolwiek jednak prawdziwie pokocha drugiego człowieka, ten odkrywa, że miłość jest drogą poznania, nie przez zrozumienie, ale przez zjednoczenie rytmu kochających serc. Wchodzi się wtedy w tajemnicę i jest się nią oczarowanym, a ona w miarę rozumienia rośnie i człowiek coraz bardziej uświadamia sobie, że jej ogrom jest nie do ogarnięcia. Tak wielu ludzi dziś chce być kochanym i jeśli nie są kochani, są nieszczęśliwi. Dla wielu nawet życie nie ma sensu i szukają albo utopienia się w alkoholu, narkotykach, pornografii lub innych „głębokościach” czarnej dziury, albo sięgają po samobójczą śmierć. Tymczasem rozwiązanie jest jedno. Na miłość nie należy czekać, ale zdecydować się, aby kochać, czyli żyć dla kogoś. Wtedy nawet cierpienie, choroba i śmierć dla kogoś mają sens. Doskonalenie drogi miłości jest w Ewangelii pierwszym zadaniem. Kto kocha, zaczyna rozumieć bogactwo, w jakie miłość go wprowadza. Wszystko zależy od tego, kogo kocha. Św. Paweł traktuje swe apostolstwo pogan jako wprowadzenie ich na drogę miłości Jezusa. Jeśli Go pokochają, jak on, to wszystko inne jest na swoim miejscu, miłość nieustannie rośnie, a zrozumienie idzie za nią. Ono nie niknie, ono w miłości jest ważne, i jest jej pokarmem. Im bardziej rozumiem tego, kogo kocham, tym łatwiej z nim żyć. Nowa ewangelizacja to nic innego, jak doskonalenie miłości Chrystusa. Kto doświadczy tej miłości, dla tego oczywistym staje się pierwsze przykazanie: „Będziesz miłował Boga swego z całego serca swego, z całej duszy swojej, z całego umysłu i ze wszystkich sił”. Będziesz miłował z całego umysłu… a nie: będziesz rozumiał… Szczęśliwi, którzy w Jezusie dostrzegają Pełnię Miłości, bo wówczas uczestniczą w jej bogactwie i potędze.

Comments are closed.