Pieniądz w Ewangelii (2)

Z trzosem i bez trzosa

Ks. Edward Staniek

Jezus po odpowiednim przygotowaniu wysyłał Dwunastu uczniów na praktykę, wyznaczając ich po dwóch, aby dla Niego przygotowali teren. On chciał, aby w miastach, wioskach i osiedlach poinformowano o Nim, by rozpoznano teren i ustalono u kogo On i Jego uczniowie mogą się zatrzymać. Znamienne są wymagania, jakie wówczas stawia Apostołom: Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy (Mt 10,9–10). Jest to świetny test na rozpoznanie stopnia samodzielności i odpowiedzialności uczniów. Jezus wysyła ich bez pieniędzy, a nawet nie pozwala nic zapasowego wziąć na drogę. Mają udowodnić, że potrafią żyć nie mając ani grosza. Jeśli komuś zależy na samowychowaniu do samodzielności, taki egzamin jest konieczny. Do dnia dzisiejszego ten test jest stosowany w szkołach biznesu na wysokim poziomie. Studenci otrzymują zadania na tydzień, czasem na miesiąc i nie dostają ani grosza nawet na podróż. Zostają później rozliczeni i ten test stanowi ważne sito. Kogo nie stać na samodzielność, ten odpada. Tak było w szkole Jezusa i wiadomo, że On uczniów rozliczał z wykonanego zadania. Oni zaś byli zdumieni, w jakim stopniu udało się im zadania wykonać i czego przy tej okazji się nauczyli. Był to jednak tylko test, który jest wpisany w Ewangelię, i ten kto chce posiadać prawdziwą mądrość takie testy przechodzi, nawet ich nie planując. Opatrzność bowiem chce mieć ludzi samodzielnych i odpowiedzialnych, i taką drogą ich prowadzi. Taki test jest potrzebny w rodzinnym domu. Kto kończy lat osiemnaście winien w czasie wakacji zarobić, przynajmniej pewne pieniądze, na kolejny rok zmagań w szkole. Własne pieniądze to przestrzeń wolności, która winna nieustannie wzrastać. Ten test dojrzałości winni cenić rodzice. Bez niego dzieci, które mają lat dwadzieścia pięć żyją jeszcze z kieszeni rodziców, a to świadczy o niskim poziomie ich odpowiedzialności i samodzielności. Dla ewangelicznego spojrzenia na trzos, czyli własną portmonetkę lub portfel, ważne jest jednak odczytanie drugiego tekstu, którym są słowa Jezusa wypowiedziane w Wieczerniku tuż przed męką. Zanotował je św. Łukasz: I rzekł do nich: „Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?”. Oni odpowiedzieli: „Niczego”. Lecz teraz – mówił dalej – kto ma trzos, niech go weźmie; tak samo torbę; a kto nie ma niech sprzeda swój płaszcz i kupi miecz! Albowiem powiadam wam: To, co jest napisane, musi się spełnić na Mnie: „Zaliczony został do złoczyńców”. To bowiem, co się do Mnie odnosi, dobiega kresu (Łk 22,35–37). Jezus wysyła uczniów na ostry front. To już nie jest praktyka, to jest konfrontacja z życiem, a w niej jest potrzebny trzos, czyli własne pieniądze. Ponieważ jest to ostry front, Jezus poleca sprzedać płaszcz, który w Ewangelii jest traktowany jako mini dom, czyli to, co jest konieczne do przeżycia tak chłodu, jak i upału. Na ostrym froncie jest potrzebny miecz. Ewangelia to walka, a w tej walce uczciwie zapracowane własne pieniądze są potrzebne, często nie tyle na życie, ale na miecz. Ubóstwo ewangeliczne nie polega na pustym trzosie, ale na mądrym jego wykorzystaniu. Dziś Kościół winien umieć posługiwać się trzosem, jaki posiada, i winien umieć zamienić wszystko, co ma, na miecz, bo Ewangelia to walka. Trafne jest przysłowie: Walka za nami, i walka przed nami.

Comments are closed.