Monte Cassino

Niezłomna wola pełnej niepodległości

Ojciec Święty Jan Paweł II podczas jednej z wizyt na Monte Cassino

Trzydzieści pięć lat temu zakończyła się bitwa o Monte Cassino, jedna z tych, które zadecydowały o losach ostatniej wojny. Dla nas, którzy wówczas, w 1944 roku, przeżywaliśmy straszliwe nasilenie presji okupacyjnej, dla Polski, która znajdowała się w przededniu Powstania Warszawskiego, bitwa ta była nowym potwierdzeniem owej niezłomnej woli życia, dążenia do pełnej niepodległości Ojczyzny, które nie opuszczały nas ani na chwilę. Na Monte Cassino walczył żołnierz polski, tu ginął, tu przelewał swoją krew z myślą o Ojczyźnie, która dla nas tak bardzo umiłowaną jest Matką właśnie dlatego, że miłość do niej tyle domaga się ofiar i wyrzeczeń. Nie moją jest rzeczą wypowiadać się na temat znaczenia samej bitwy, na temat osiągnięć żołnierza polskiego tu, na tych skalistych zboczach. Mieszkańcy tego pięknego kraju – Italii – pamiętają, że żołnierz ten, tą jakże daleką i okrężną drogą, szedł do Polski: „Z ziemi włoskiej do Polski…”, jak niegdyś Legiony Dąbrowskiego. Kierowała nim ta świadomość słusznej sprawy. Bo przecież taką właśnie słuszną sprawą było i nie przestaje nigdy być prawo narodu do istnienia, do niepodległego bytu, do życia społecznego w duchu własnych przekonań, narodowych i religijnych tradycji, do suwerenności własnego państwa. To prawo narodu pogwałcone podczas ponad sto lat trwających rozbiorów, zostało brutalnie pogwałcone i zagrożone na nowo we wrześniu 1939 roku. I oto przez cały ten czas, od l września aż do Monte Cassino, ten żołnierz szedł tyloma drogami, zapatrzony w Bożą Opatrzność i dziejową sprawiedliwość, z wizerunkiem Matki Jasnogórskiej w oczach… szedł i znowu walczył, jak poprzednie pokolenie, „za wolność naszą i waszą”. Dzisiaj, stojąc tu na tym miejscu, na Monte Cassino, pragnę być sługą i wyrazicielem tego ładu życia ludzkiego, społecznego, międzynarodowego, które buduje się na sprawiedliwości i miłości – wedle wskazań Chrystusowej Ewangelii. I właśnie dlatego odczuwam wspólnie z wami wszystkimi, którzy tutaj trzydzieści pięć lat temu walczyliście – moralną wymowę tej walki. Odczuwam ją razem z wami, Drodzy Rodacy, a równocześnie razem z wszystkimi, którzy tutaj spoczywają: wasi towarzysze broni. Wszyscy, od naczelnego dowódcy i biskupa polowego poczynając. Wszyscy – aż do najmłodszego rangą szeregowca. Wiele razy chodziłem po tym cmentarzu. Czytałem wypisane na grobach napisy, świadczące o każdym z tych, którzy tu polegli, o dniu i miejscu urodzenia. Te napisy odtwarzały w oczach mojej duszy kształt Ojczyzny, tej, w której się urodziłem. Te napisy z tyloma miejscami ziemi polskiej, ze wszystkich stron, od wschodu do zachodu i od południa ku północy – nie przestają wołać tu, w samym sercu Europy, u podnóża opactwa, które pamięta czasy świętego Benedykta – nie przestaje wołać tak, jak wołały serca walczących tu żołnierzy: Boże, coś Polskę przez tak liczne wieki.

Comments are closed.