Monte Cassino

Duszę swą dać za braci

Dziś bardziej niż kiedykolwiek rozumiemy Chrystusową zapowiedź: „smutek wasz w radość
się obróci”. Niekiedy bowiem nad życiem ludzkim gromadzi się tak potworna czarna chmura męki, cierpienia, bólu, grozy i trwogi, że zdawałoby się w tym nagromadzeniu już trzeba utracić wszelką nadzieję i nie ma możności oglądać dni dobrych. To są momenty straszne, bolesne. I zdawałoby się, że z jakąś kosmiczną siłą zdolne są zetrzeć nie tylko życie z oblicza ziemi, co więcej, unicestwić niemal samą ludzką osobowość. I w takich czasach, beznadziejnych i trudnych, zawsze jest rzeczą dobrą, pożyteczną, wspaniałą pomyśleć o Chrystusowym: „smutek wasz w radość się obróci”.

Klasztor na Monte Cassino i Polski Cmentarz Wojenny

Takie momenty przeżywało Monte Cassino gdy nad nim nagromadziły się jakieś przedziwne moce. Jesteśmy skłonni słyszeć tylko te rozgłośne moce, te potworne po prostu eksplozje i wybuchy. To nagromadzenie sił sobie przeciwnych dostrzegalnych, widzialnych okiem ludzkim i budzących grozę, ale zdaje się, że Monte Cassino trzeba oceniać w innym wymiarze. Nie tyle może tych sił fizycznych działających na oko, na ucho ludzkie wstrząsających sumieniem człowieka i może jeszcze bardziej instynktem zachowawczym własnego życia. Tu szło o coś więcej.

Monte Cassino – symbol Europy chrześcijańskiej

Walka o Monte Cassino to była bodaj walka o jakieś wyższe i szczytniejsze wartości, które trzeba uratować dla rodziny ludzkiej. Pamiętajmy, że to była droga na Rzym, a więc na Miasto Wieczne, a więc na stolicę chrześcijańskiej kultury i trzeba było po drodze okupić, i to krwawo okupić tę drogę do wolności do kultury chrześcijańskiej, by zachować ją dla przyszłych czasów i przyszłych wieków. Bo Monte Cassino zawsze było symbolem dla kultury chrześcijańskiej i dla Europy chrześcijańskiej. (…) Odbudowanie Monte Cassino to jest nie tylko odnowienie murów, to jest przede wszystkim odnowa tych wartości, w imię których Europa stawała się chrześcijańska, a więc wrażliwa na dobro Ewangelii, na Ewangelię pokoju, Ewangelię miłości i radości, Bożych radości. Byłem młodym jeszcze księdzem, gdy w roku 1930 po raz pierwszy w dniu 2 lutego byłem tutaj i błądziłem po tych katakumbach, urzeczony samymi napisami, które przekopiowałem z tych ścian do swojego notatnika.

Ileż niezwykłej wolności ducha dają te wszystkie maksymy, te wspaniałe napisy, które wyrosły z benedyktyńskiej duchowości, było więc o co walczyć. I dlatego też w obliczu takich wartości można było o wszystkim zapomnieć, o sobie zapomnieć, a przejąć się Chrystusowym: nie masz większej miłości nad tę, gdy ktoś duszę swoją daje za braci. Zdaje się, że tym ideałom służyły szeregi tych ludzi, które się ścierały o twarde kamienie wzgórza Monte Cassino, jak gdyby wszyscy zapragnęli, ci żołnierze wspinający się z uporem na twarde skały, jak gdyby zapomnieli o sobie, zapomnieli o wartościach osoby ludzkiej, by ratować, by zdobywać to, co dla przyszłych pokoleń jest niezbędne: pokój Boży, radość Boża, miłość Boża i duch ofiary. (…)

Droga ku szczytnym ideałom

Monument św. Benedykta ojca i patrona Europy przed klasztorem na Monte Cassino

I polscy żołnierze tedy szli do swoich szczytnych ideałów. I oni również zda się zapomnieli o tym kto tu wróg, kto przyjaciel, bo w imię tego chyba można by się zdobyć na tak potężne, olbrzymie poświęcenie, szaleńcze bohaterstwo. Tu szło chyba o coś więcej. Tu szło o to, ażeby Ojczyźnie zagwarantować te ideały, których niejako upostaciowaniem i szczytem, i ideałem było to wzgórze Monte Cassino, z którego przyświecał Europie Pater Europae – św. Benedykt. I może nie wszyscy z tych ludzi tak wzniosłymi kategoriami myśleli, ale wszyscy, którzy życie swoje tutaj oddawali, wszyscy na pewno mieli przed oczyma, że nie masz większej miłości nad tę, gdy ktoś duszę swoją daje za braci. A przecież to byli ludzie, których ideałem była za wszelką cenę wolność i w imię tej wolności oddawali swoje życie. Z jak wielkim szacunkiem trzeba stanąć wobec tej olbrzymiej ofiary, jak trzeba oględnie i ostrożnie z wielką czcią oceniać te zmagania się. I to zda się szaleństwo bez nadziei. I ta moc ofiary i poświęcenia już pozostanie, nie tyle w kartach wojen ile w kartach zmagań o kulturę ludzką, o kulturę chrześcijańską, o kulturę dzieci Bożych, o kulturę osoby ludzkiej, którą tak wspaniale przedstawił w swojej encyklice „Pacem in terris” papież Jan XXIII (…) My przyszliśmy tu, żeby uczyć się potęgi ofiary, żeby zapragnąć tej umiejętności oddawania wszystkiego za braci. „Bo większej miłości nad tę nie ma, jak dać duszę swą za braci”. I to zawsze będzie ideałem kultury chrześcijańskiej. To nie znaczy oddać braci, to nie znaczy wydać braci, to nie znaczy zwyciężyć braci, to nie znaczy ich unicestwić, to nie znaczy sprawić by ich nie było. Nie, to znaczy siebie im oddać, to znaczy siebie za nich oddać, to znaczy się ich tak uszanować, ażeby może nawet o sobie zapomnieć, byle by tylko okazała się ta większa jeszcze miłość, której światu, której kulturze zachodniej, której kulturze całej ludzkości, całego globu ziemskiego, tak bardzo dzisiaj potrzeba. (…)

Upadli pod krzyżem, ale jest nadzieja

Drodzy moi, oni upadli pod ciężarem krzyża, który nieśli na to wzgórze, ale jest nadzieja. (…) Na tych murach, gdy zgliszcza już tylko pozostały i dymy, zawisł sztandar zwycięstwa. To był sztandar żołnierzy polskich. Tak Bóg chciał, ażeby to był sztandar polskich żołnierzy. Ten biało-amarantowy. Jak gdyby na znak wielu ludom, że Polacy umieją dla przyszłości wiele poświęcić. Ich bohaterstwo nie da się opisać. (…) Dzień, w którym sztandar żołnierzy polskich zwisnął jako znak pokoju, zwisnął z murów dymiących opactwa Monte Cassino. Wtedy już ten sztandar powiedział żołnierzom walczącym i może Europie całej: smutek wasz w radość się zamieni. I oto się stało i była ta radość, a myśmy tu przyszli jako świadkowie niejako tej radości, jako ci, których te sztandary też prowadziły w wiary nowe tysiąclecie, w Sacrum Poloniae Millennium. Na progu tych naszych przeżyć narodowych potrzebne nam są wielkie znaki. I one były i w powstańczej Warszawie, i w walkach Polski podziemnej, i w tych licznych armiach, które kroczyły poprzez Europę, i w tych czerwonych makach z Monte Cassino. Te znaki były potrzebne jako dowód, że najwspanialszym programem Narodu będzie zawsze dać duszę swą za braci. I to jest program, i moralny, i religijny, i społeczny, i ekonomiczny, polityczny i militarny, międzynarodowy. Wszystkim, Europie tu, z siedziby Ojca Europy, trzeba to powiedzieć, co Chrystus powiedział: duszę swą dać za braci

Fragmenty przemówienia Prymasa Polski ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego – wygłoszone do zgromadzonych na Monte Cassino 2 listopada 1964 roku (tytuł i śródtytuły od redakcji)

Comments are closed.