Życiorys

NIEZŁOMNY KAPŁAN

„Posyła mnie Bóg, abym głosił Ewangelię i leczył rany zbolałych serc” – takie słowa napisał bł. ks. Jerzy Popiełuszko na swoim obrazku prymicyjnym. Wypełnił je w swoim życiu do końca, aż do ostatniej kropli krwi. Był bardzo pokornym, ciepłym i skromnym kapłanem. Jednocześnie zawsze „nie” dla niego znaczyło „nie”, a „tak” – „tak”. Dziś znany jest na całym świecie, a kult jego rozszerza się z każdym rokiem. Rozpoczął się jego proces kanonizacyjny, a to może świadczyć o tym, że niebawem będziemy świadkami ogłoszenia go świętym.

Jako ministrant

Alek – bo tak miał na imię w świecie ks. Jerzy – urodził się w 1947 roku we wsi Okopy. Marianna Popiełuszko, mama męczennika, wiele razy mówiła, że kiedy jeszcze nosiła go w swoim łonie, ofiarowała go Panu Bogu. Już od pierwszej klasy szkoły podstawowej był ministrantem. Każdego dnia szedł cztery kilometry do kościoła i tam służył przy ołtarzu. Po maturze wstąpił do seminarium duchownego w Warszawie. Jako kleryk został powołany do wojska i w latach 1966–1968 służył w jednostce w Bartoszycach. Czas ten dla alumnów był bardzo trudny. Przyszli księża poddawani byli tam ostrej antyreligijnej i antykościelnej indoktrynacji, próbowano złamać ich ducha i zdemoralizować. Już wtedy Popiełuszko był nieugięty. Kiedy dowódca plutonu chciał, aby Jerzy zdjął z piersi medalik, odmówił wykonania rozkazu, choć groziła za to surowa kara.

Kapłan

Pierwsza Komunia św.

Po odbyciu służby wojskowej i dokończeniu studiów w Seminarium Metropolitalnym w Warszawie, 28 maja 1972 roku przyjął święcenia kapłańskie z rąk ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jako wikary pracował w parafiach w Ząbkach, Aninie i na warszawskim Starym Mieście. Bardzo lubił pracować z dziećmi i młodzieżą. Został też duszpasterzem średniego personelu medycznego. Jednocześnie nasiliły się u niego problemy ze zdrowiem i po ośmiu latach kapłaństwa jako rezydent osiadł w parafii św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu. Od 1980 roku zaangażował się w Duszpasterstwo Ludzi Pracy. Rok później został także mianowany diecezjalnym duszpasterzem służby zdrowia i kapelanem Domu Zasłużonego Pracownika Służby Zdrowia w stolicy. Jednocześnie ks. Jerzy spełniał codzienne kapłańskie obowiązki –odprawiał Msze św., spowiadał, odwiedzał chorych.

Sierpień 1980

Święcenia kapłaństwie z rąk Prymasa Tysiąclecia

Przełomowym momentem w jego życiu stał się sierpień 1980 r., kiedy Prymas Polski ks. kard. Stefan Wyszyński wysłał go do strajkujących pracowników Huty Warszawa. Miał odprawić dla nich Mszę św. I choć wtedy szedł tam z drżeniem serca, prędko stał się charyzmatycznym duszpasterzem ludzi pracy – powszechnie znanym i cenionym kaznodzieją, kapelanem rodzącej się „Solidarności”. Opieką duszpasterską objął też studentów medycyny, artystów, stołeczną inteligencję. W lutym 1982 r. – trzy miesiące po wprowadzeniu stanu wojennego, aktywnie włączył się w zainicjowane przez ks. Boguckiego comiesięczne Msze św. w intencji Ojczyzny. Wygłaszał na nich homilie, do których niezwykle pieczołowicie się przygotowywał. Msze św. i kazania stały się sławne i zaczęły przyciągać tysiące ludzi. Ks. Popiełuszkę nazwano „Skargą naszych czasów”. Otrzymywał setki listów z podziękowaniami od ludzi, których nawrócił i pociągnął do Boga. W czasie kazań mówił o tym, żeby „zło dobrem zwyciężać”, apelował o społeczną sprawiedliwość, odważnie demaskował czynione przez komunistyczne władze zło, bronił prześladowanych. Mówił o Ojczyźnie, miłości, prawdzie, o „prawie narodu do tego, by był sobą”. Bronił ludzkiego życia i ludzkiej godności.

Modlitwa za Ojczyznę

Msza św. prymicyjna

Komunistom nie w smak była działalność ks. Jerzego, a zwłaszcza sławne Msze św. Zaczęli wysuwać bezpodstawne oskarżenia, nękali, próbowali zastraszać. Do akcji przeciwko księdzu wprzęgnięta została Służba Bezpieczeństwa. Ks. Jerzy padł ofiarą prowokacji, kiedy agenci bezpieki podrzucili do jego mieszkania przy ul. Chłodnej ulotki i ładunki wybuchowe. Innego dnia w mieszkaniu wylądowała naszpikowana materiałami wybuchowymi cegła. Ciągali go na przesłuchania, więzili. W 1983 r. przeciwko niemu zostało wszczęte śledztwo. W lipcu 1984 r. prokuratura przekazała akt oskarżenia do sądu. Ks. Jerzego oskarżano m.in. o „gloryfikację NSZZ Solidarność i jego aktywistów”, o zniesławianie władz państwowych. W sierpniu sprawę objęto amnestią. 19 września 1984 r. rzecznik komunistycznego rządu Jerzy Urban (pseudonim Jan Rem) w „Tu i Teraz” opublikował niesławny tekst „Seanse nienawiści”, w którym w niewybredny sposób szkalował żoliborskiego kaznodzieję. Msze św. za Ojczyznę nazwał w nim „sesjami politycznej wścieklizny”, a ks. Jerzego – „natchnionym, politycznym fanatykiem antykomunizmu”. Fakty te sprawiły, że przez kilka ostatnich miesięcy życia ks. Jerzy znajdował się w ciągłym zagrożeniu. Był coraz smutniejszy, ale nie tracił ducha. – Ja wiem, że oni mnie zabiją, ale czy ja mogę odstąpić od głoszenia prawdy? – zwierzył się w przeddzień śmierci. Wcześniej jeden z dziennikarzy usłyszał słowa: Jestem przekonany, że to, co czynię, jest słuszne i dobre dla Kościoła i Ojczyzny. Dlatego jestem gotów na wszystko… I rzeczywiście był. Dzień przed wyjazdem do Bydgoszczy zdążył się jeszcze wyspowiadać. – Na przełomie września i października 1984 r. klamka zapadła. Komuniści zdecydowali: „Popiełuszko musi zamilknąć”. Wykonanie zadania powierzono trzem oficerom SB – kapitanowi Grzegorzowi Piotrowskiemu i wybranym przez niego porucznikom: Leszkowi Pękali i Waldemarowi Chmielewskiemu. Czuwał nad nimi bezpośrednio płk Adam Pietruszka, wiceszef Departamentu IV MSW, a nieoficjalnie cała „góra” MSW. 19 października 1984 r., po godz. 21, po Mszy św. i różańcu odprawionych w bydgoskim kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników, ks. Popiełuszko wraz ze swym kierowcą wyruszył w powrotną drogę do Warszawy. Esbecy podążyli tuż za nim. Pozorując kontrolę drogową, kazali księdzu wysiąść z samochodu, uderzyli go pałką w głowę i wrzucili do bagażnika. Kilkukrotnie bili go później i torturowali (późniejsza obdukcja wykazała, że otrzymał co najmniej 14 silnych ciosów pałką w głowę, co najmniej 3 ciosy pięścią, miał szramę na szyi i kompletnie zniszczone narządy wewnętrzne). Nieprzytomnego, a może już martwego wrzucili do Wisły na tamie we Włocławku. Ciało księdza, obciążone wypełnionymi kamieniami workami, na wiele dni zniknęło w Zalewie Wiślanym we Włocławku

Okrutnie zabity

30 października 1984 r. wieczorem wierni ciągle mieli nadzieję. Tłum wypełniał żoliborski kościół św. Stanisława Kostki, gromadził się na placu. Od jedenastu dni wiadomo było, że ks. Popiełuszko został porwany, od trzech, że „być może nie żyje”. Pozostawało jednak to „być może”. Wierni w całej Polsce modlili się o powrót Księdza. Ale ich serca pełne były goryczy i niepewności.

O tym, że ciało księdza Jerzego zostało wyłowione z Wisły, ks. Antoni Lewek dowiedział się podczas głoszenia homilii na Mszy św., koncelebrowanej przez 20 księży. Po zakończeniu ceremonii wierni usłyszeli słowa: „Drodzy bracia i siostry, dziś w godzinach wieczornych znaleziono ks. Jerzego w Zalewie Wiślanym k. Włocławka”. Ludzie wybuchnęli płaczem. Powstał zamęt. A potem… do Boga popłynęły modlitwy. Odmawiając „Ojcze

Pogrzeb ks. Popiełuszki

nasz…”, księża i wierni powtórzyli aż trzy razy: „I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”. Taka była ich chrześcijańska odpowiedź na okrutną zbrodnię, dokonaną przez agentów komunistycznej bezpieki. Trzeba było później pojechać po ciało. Leżało w prosektorium w Białymstoku. Ci, którzy je widzieli, zapamiętają ten wstrząsający widok do końca życia. Zwłoki 37-letniego Męczennika były sine i zmasakrowane. Niezapomniany był przejazd z trumną ulicami podlaskiego miasta. Ludzie przystawali i klękali, niektórzy trzymali w rękach zapalone znicze i kwiaty. Zatrzymywały się autobusy, kierowcy włączali klaksony, wyły syreny, w kościołach rozdzwoniły się dzwony. Nie inaczej było w stolicy. Pogrzeb ks. Jerzego, 3 listopada 1984 r., przerodził się w wielką, patriotyczną manifestację. W ostatniej drodze współczesnemu męczennikowi towarzyszyło około 600 tysięcy żałobników. Trumnę, którą pierwotnie planowano złożyć na Powązkach, ostatecznie umieszczono w grobowcu przed kościołem św. Stanisława Kostki.

Droga do świętości

Męczeństwo Księdza Jerzego wydało obfite owoce. Śmierć odważnego kapłana wstrząsnęła sumieniami ludzi, stała się przyczyną licznych nawróceń, umocnienia i pogłębienia wiary. Wielu „otrzeźwiało”, dostrzegając diaboliczną postać komunistycznego systemu. Żoliborski kościół stał się kolejnym narodowym sanktuarium, a do grobu „Męczennika za Prawdę”zaczęły napływać rzesze pielgrzymów z całego świata. Już w ciągu pierwszych czterech lat po jego śmierci przy grobie stanęło 6 milionów ludzi. Co roku pielgrzymuje tu niemal milion osób. Modlili się tu Jan Paweł II i Benedykt XVI. Hołd ks. Jerzemu składali też m.in. ówczesny wiceprezydent USA George Bush, premier Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher, kardynałowie i biskupi z całego świata. 6 czerwca 2010 roku Ojciec Święty Benedykt XVI zaliczył ks. Jerzego do grona błogosławionych. 20 września 2014 roku we Francji rozpoczął się proces kanonizacyjny Męczennika z Żoliborza.

Henryk Bejda, Małgorzata Pabis
Fot. Centrum Opatrzności Bożej.

Comments are closed.