Droga na Jasną Górę

Będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny

Fot. J. Szarek

Dwa lata później, 12 listopada 1948 roku, w uroczystość Pięciu Polskich Braci Męczenników, został arcybiskupem gnieźnieńsko-warszawskim i Prymasem Polski. „Nie czułem się przygotowany do tak odpowiedzialnej pracy, zwłaszcza w dwóch archidiecezjach, i to odległych, mających odmienne właściwości, z którymi trzeba się było liczyć. Do takiej pracy niewątpliwie potrzebna była światłość. Nie mówię, że to jest mój jakiś nadzwyczajny dar. To jest dar łaski, zapowiedziany ustami mojego poprzednika, kardynała Augusta Hlonda, który umierając w Warszawie, mówił: Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny”. Podczas ingresu powiedział: „Nie jestem ci ja ani politykiem, ani dyplomatą, nie jestem działaczem ani reformatorem. Natomiast jestem ojcem waszym duchowym, pasterzem i biskupem dusz waszych, jestem apostołem Jezusa Chrystusa. Posłannictwo moje jest kapłańskie, pasterskie, apostolskie, wyrosłe z odwiecznych Bożych myśli, ze zbawczej woli Ojca, dzielącego się radośnie szczęściem swoim z człowiekiem. Zadaniem moim jest: chrzcić, bierzmować, konsekrować, święcić, ofiarować, nauczać i sądzić. Niosę wam światło Chrystusowe i wołam do wszystkich – do was, kapłani, i do was, domownicy wiary: pomóżcie mi wydźwignąć w dom nasz pochodnię Bożą i umieścić na wysokim miejscu, aby świeciła wszystkim, którzy są w domu, aby rozświeciła mroki i zakątki umysłów i serc, aby Naród, który jeszcze w ciemności siedzi, ujrzał światłość wielką”. W swej pierwszej podróży udał się na Jasną Górę, po czym – w tym najtrudniejszym i najbardziej krwawym czasie komunistycznej niewoli – rozpoczął pełnienie swej prymasowskiej posługi. Broniąc Kościoła i narodu szedł również na kompromisy, aby ratować resztki jego deptanych praw. W 1953 roku wraz z Episkopatem wydał słynny list, który stał się jednym z powodów jego uwięzienia. „Kościół będzie bronić wolności kapłaństwa, nawet za cenę krwi. Gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: Nie wolno! (Non possumus)”. Przewidując, że może stracić wolność, mówił: „Gdy będę w więzieniu, a powiedzą wam, że Prymas zdradził sprawy Boże – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas ma nieczyste ręce – nie wierzcie. Gdyby mówili, że Prymas stchórzył – nie wierzcie. Gdy będą mówili, że Prymas działa przeciwko narodowi i naszej Ojczyźnie – nie wierzcie. Kocham Ojczyznę więcej niż własne serce i wszystko, co czynię dla Kościoła, czynię dla niej”. Tego dowiódł w czasie swego trzyletniego uwięzienia i przez następne kilkadziesiąt lat swej prymasowskiej posługi. (js)

Podobało się Bogu, aby doprowadzić mnie po wielu latach służby kapłańskiej do pełni kapłaństwa. W roku 1946 otrzymałem powołanie na biskupa lubelskiego. Byłem tym mocno przestraszony. Ponieważ czułem, że przerasta to moje siły, zwłaszcza w tak trudnych czasach, jakie przed Kościołem Bożym stanęły w okresie powojennym – opierałem się woli Stolicy Świętej. Musiałem jednak ustąpić, bo kardynał prymas August Hlond, który mi zwiastował wolę Stolicy Świętej, powiedział: „Papieżowi się nie odmawia”. Szukałem więc pomocy. Przypomniałem sobie modlitwę mojej Matki i mego Ojca przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, tutaj, w kościele parafialnym w Zuzeli. Postanowiłem wejść w ich ślady. Dlatego po konsekrację biskupią pojechałem na Jasną Górę. Odtąd już życie moje związało się z Jasną Górą.

Comments are closed.