Cuda i łaski Boże

WDZIĘCZNY ZA DAR ŻYCIA

Rozmowa z uzdrowionym panem Michałem

JAK W PANA PAMIĘCI ZAPISAŁ SIĘ DZIEŃ WYPADKU?

Fot. M. Pabis

Z tego dnia pamiętam jedynie wycieczkę ze szkoły – poszliśmy zwiedzać zamek na Wawelu. Potem, kiedy wróciłem do domu, mama wysłała mnie do cukierni, która znajduje się nieopodal, po ciastka. Teoretycznie nic więcej nie pamiętam. Potem tak jakby film mi się urwał i obudziłem się w szpitalu. Dlaczego tam jestem, powiedziała mi moja mama. Wyjaśniła, że miałem poważny wypadek itp. Byłem zdziwiony, bo źle się nie czułem. Byłem słaby, ale nic mnie właściwie nie bolało. Kiedy się podniosłem, to w głowie mi się kręciło i nic poza tym.

A PAMIĘTA PAN POTEM TEN CZAS POWRACANIA DO ZDROWIA?

To działo się pomału. Moja mam mówi, że wywiozła mnie ze szpitala na wózku. Nie do końca się z tym zgodzę, bo może i do wyjścia mnie wywiozła, a później o własnych siłach opuszczałem szpital. Byłem słaby, bo jak się ponad miesiąc leży w łóżku, bez możliwości ruszenia się, to siłą rzeczy jest się słabym. Ale na własnych nogach opuszczałem szpital.

JESTEM SOBIE W STANIE WYOBRAZIĆ JEDENASTOLATKA, CHŁOPAKA, KTÓRY CHCE BIEGAĆ, KRZYCZEĆ, PEWNIE GONIĆ ZA PIŁKĄ A MAMA PEWNIE MÓWIŁA „NIE”…

No tak, były o to awantury, jeszcze w szkole podstawowej, że różnych rzeczy nie wolno mi robić. Później już w gimnazjum jakoś udało mi się przekonać lekarza i moją mamę, więc biegałem za piłką, uczęszczałem na lekcje wychowania fizycznego, grałem z kolegami w koszykówkę. Dziś czuję się dobrze i właściwie nie odczuwam skutków wypadku.

Z DOKUMENTACJI MEDYCZNEJ WYNIKA, ŻE MA PAN POWBIJANE W MÓZG KAWAŁKI KOŚCI. CZY PAN TO ODCZUWA W JAKIŚ SPOSÓB?

Czasami jak jest jakaś gorsza pogoda albo jak jestem przemęczony, boli mnie głowa. To są jedyne objawy, jakie obecnie mam. Jakoś się źle nie czuję.

I NORMALNIE PAN UKOŃCZYŁ GIMNAZJUM…

Tak, potem liceum, zdałem maturę, następnie ukończyłem studia i od czerwca 2015 roku jestem inżynierem.

GRATULUJEMY! A TERAZ ZAPYTAM PANA JESZCZE O SFERĘ DUCHOWĄ. LEŻAŁ PAN NIEPRZYTOMNY, TU TRWAŁY MODLITWY I STAŁ SIĘ CUD. KIEDY TO DO PANA DOTARŁO, ŻE POWRÓCIŁ PAN DO ZDROWIA CUDEM?

Powiem szczerze, jakoś nigdy się specjalnie nad tym nie zastanawiałem, czy to był cud czy nie był cud. Zaraz po Pierwszej Komunii Świętej do czasu gimnazjum byłem ministrantem, uczestniczyłem w liturgii i to trzy razy w tygodniu. Cały czas byłem w tej wspólnocie kościelnej zarówno jako ministrant, jak i zwykły parafianin.

ALE DZISIAJ JUŻ WIEMY, ŻE TO BYŁ CUD I TO JESZCZE PODPISANY PRZEZ OJCA ŚWIĘTEGO FRANCISZKA W DNIU PANA URODZIN…

To dla mnie troszkę dziwny zbieg okoliczności, że tego samego dnia, co ja się urodziłem, został zatwierdzony cud, a potem dzień później podane do wiadomości publicznej. Myślę, że czeka mnie jakieś zadanie, ale jakie, to się pewnie okaże.

A MATKA KLARA JEST W JAKIŚ SPOSÓB PANU BLISKA?

O Matce Klarze dowiedziałem się od katechetki s. Liliany, gdy zaczęła uczyć mnie religii w szkole podstawowej. To było na początku trzeciej klasy. Jak siostra Liliana pojawiła się na lekcjach, to zaczęła nam opowiadać o swoim zgromadzeniu i jego założycielach. Wtedy dowiedziałem się o tym. Na lekcjach religii modliliśmy się też do Matki Klary Szczęsnej. Dziś jest mi bliską osobą, której zawdzięczam życie. To ona, tam u Góry wyprosiła mój powrót do zdrowia.

ZAPOWIEDZIAŁ PAN SWOJĄ OBECNOŚĆ NA BEATYFIKACJI? DLACZEGO?

Uważam, że jeśli to wszystko wydarzyło się za jej wstawiennictwem, powinienem być i jestem jej wdzięczny. Powinienem też coś z siebie dać, żeby pojawić się i nawet swoją obecnością na beatyfikacji ją uhonorować, podziękować jej.

DZIĘKUJEMY ZA ROZMOWĘ

Comments are closed.