Cuda i łaski Boże

CUD OCZYMA SIOSTRY KATECHETKI

Michał był energicznym, nie zwracającym jednak na siebie szczególnej uwagi uczniem. Tak go zapamiętałam. O jego wypadku zostałam poinformowana bardzo szybko, jeśli dobrze pamiętam, to jeszcze tego samego dnia. Ktoś ze szkoły powiedział mi, że Michał jest w szpitalu, miał wypadek, że to poważna, a nawet beznadziejna sprawa – rozpoczyna opowieść siostra Liliana.

Fot. Archiwum Sióstr Sercanek

W zgromadzeniu prosimy Boga w intencji różnych osób za pośrednictwem naszego Ojca Założyciela oraz Matki Klary. Kiedy prosiłam o tę modlitwę, siostra Przełożona zapytała mnie do kogo będziemy odmawiać modlitwę: do Ojca Założyciela czy do Matki Klary? Ja poprosiłam nasze siostry o modlitwę za przyczyną naszej Współzałożycielki, Matki Klary. Ona zawsze była mi bardzo bliska, nieraz zwracałam się do niej w różnych moich sprawach osobistych i kilkakrotnie doświadczyłam jej wstawiennictwa.

Szturm modlitwy

Rozpoczęłyśmy z siostrami nowennę. Kiedy dowiedziałam się o wypadku, przekazałam również mamie Michała obrazek z nowenną, informując ją jednocześnie, że podjęłyśmy z siostrami modlitwę i jeśli chce, to może się do niej przyłączyć. W klasie Michała również odmawialiśmy tę modlitwę, prosząc o jego powrót do zdrowia. Do szpitala pojechałam razem z księdzem, który uczył w tej samej szkole, oraz z jedną nauczycielką i dwoma uczniami z jego klasy. Nie wiem, czy Michał mnie rozpoznał, sprawiał wrażenie, że raczej nie. Kiedy zobaczyłam Michała na szpitalnym łóżku, od razu zorientowałam się, że jego stan jest bardzo poważny. Bardzo przejęłam się całą tą sytuacją, szczególnie wtedy, kiedy zobaczyłam cierpienie jego mamy. Potem interesowałam się na bieżąco stanem zdrowia Michała, w szpitalu byłam jeszcze drugi raz. Życie Michała było w stanie zagrożenia.

Cud

Pamiętam, że któregoś dnia, w trakcie trwania nowenny, nastąpił przełom; dowiedziałam się, że nagle Michał zaczął jakby wracać do zdrowia. Bardzo się tym faktem ucieszyłam, ale nie przypuszczałam jeszcze wtedy, że to cud. Potem Michał został wypisany ze szpitala i wrócił do domu. Było dla mnie dużym zaskoczeniem, kiedy kilka dni później, rozmawiając z mamą Michała, dowiedziałam się szczegółów dotyczących jego wypisu ze szpitala i opinii lekarza na ten temat. Mama Michała opowiadała mi, że kiedy poszła z bukietem kwiatów podziękować lekarzowi prowadzącemu za przywrócenie jej syna do zdrowia, on stwierdził, że te kwiaty powinna zanieść do kaplicy, gdyż patrząc od strony medycznej on nic nie mógł więcej zrobić – i tak naprawdę Michała uratował cud, a nie interwencja lekarzy. Byłam bardzo wzruszona, kiedy się o tym dowiedziałam, ale nawet wtedy nie przyszło mi do głowy, że to rzeczywiście cud. Cieszyłam się po prostu faktem powrotu Michała do zdrowia. Po przyjściu do domu podzieliłam się tą radością z siostrami, dziękując im za modlitwę. Siostra Przełożona zainteresowała się tym wydarzeniem i postanowiłyśmy przyjrzeć się tej sprawie bliżej. Kiedy uwierzyłam w cud? Trudno powiedzieć. Wierzę w cuda, wierzę mocno w to, że Pan Bóg swoją mocą może czynić rzeczy niezwykłe, sama niejednokrotnie doświadczam Jego łaski, nie przypuszczałam jednak, że spotka mnie coś takiego… Wierzyłam od samego początku, że Bóg udzielił wielkiej łaski, nie sądziłam jednak, że będzie to jedna z takich, dzięki której nasza Matka Klara zostanie ogłoszona błogosławioną.

Comments are closed.