Droga – Prawda – Życie

Adwent to sposób życia

Fot. Ks. Z. Pytel

Co roku zaczynamy od nadziei, bo Adwent to przede wszystkim czas, w którym uświadamiamy sobie, jak bardzo potrzebujemy Boga, wszak „Bez Boga ani do proga”, jak mówi stare polskie przysłowie. A przecież to nie tylko przygotowanie do owocnego przeżycia tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia; Adwent jest też przygotowaniem na Paruzję, na ostatecznie przyjście Pana, na wieczne z Nim spotkanie. Jak ożywiać tę nadzieję? Jak uczyć się szukania tam, gdzie szansa znalezienia jest największa? Takie pytania trzeba stawiać, bo przecież znamy osoby, które przez dziesięciolecia błądziły i jeszcze innych na manowce sprowadzały. My nie chcemy wejść do żadnego ze współczesnych labiryntów, ale też nie chcemy nikogo sprowadzać na złe drogi, zwłaszcza tych, których kochamy. Czasem słyszymy, że Adwent to nie Wielki Post, że Adwent to czas radosnego oczekiwania. Oczekiwanie może być radosne, jeśli będziemy wiedzieć, na Kogo czekamy. Ale to oczekiwanie to również wypatrywanie, a do tego potrzebne jest skupienie. W Adwencie nie musimy szukać wyrzeczeń, ale też nie powinniśmy poszukiwać rozrywek ani niczego, co nas dodatkowo rozprasza. Jeśli rozglądamy się za urozmaiceniem, to jest to urozmaicenie w modlitwie, w lekturze, w bacznym rozglądaniu się za znakami Pana Boga w świecie. Wiedząc, że Pan Bóg jest prawdą (można to poznać na drodze intelektualnej), szukamy tej Prawdy. Można zauważyć (nawet z pewnym dystansem, z poczuciem humoru), że każdy człowiek szuka prawdy i szczęścia – nie zawsze zdając sobie sprawę, że szuka właśnie Boga. Wspaniałym zaskoczeniem jest to, że po miesiącach, a nawet latach poszukiwań spostrzega, że całe życie spędził na szukaniu Stwórcy i Zbawiciela, że szukał Boga, który dał mu życie, przez cały czas prowadził i przyciągał do siebie. Przypomnijmy Ewangelię rozpoczynającą Adwent: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. (…) A wy, gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych” (Łk 21,25–28.34–36). Można postawić sobie parę konkretnych pytań: Czy widzę, jak Pan Bóg mnie prowadzi? Jak podtrzymuje dając zwycięstwa i przestrzega dopuszczając porażki? Czy umiem wyciągać wnioski z tego, na co patrzę – czy umiem cieszyć się tym, co sprawia radość, a oddalać, wystrzegać się tego, co daje zaspokojenie jedynie chwilowe, co ostatecznie jest skutkiem własnej głupoty?

Ks. Zbigniew Kapłański

Comments are closed.