List o. Michała

CZUJĘ SIĘ TU JAK W DOMU

Fot. Archiwum franciszkanów

Pariacoto jest bardzo ładne, porównując do Polski jest to bardzo brzydkie miasteczko, ale w Peru jest piękną osadą. Muszę Wam powiedzieć, że mi się tu bardzo podoba, czuję się jak w domu, widok tych gór jest jakby od urodzenia dla mnie przeznaczony, wcale nie czuje się tej odległości, jaka nas dzieli, a kiedy się modlę, to czuję Was tak blisko, nawet bliżej niż w Pieńsku. Musiałem zmienić imię, bo Michał jest trudne do wypowiedzenia dla Indian, wszyscy mówią mi Miguel (czyt. Migel), tzn. Michał, tylko po hiszpańsku. Ludzie są tutaj raczej niskiego wzrostu, a ponieważ, że na mnie Pan Bóg miarę stracił, to niektórzy w żartach mówią mi Miguelon (Michalisko – wielki), a czasem na złość Miguelito (tzn. mały Michałek). Dlatego na kopercie adresując list piszcie P. Migiel (=Padre Migiel – to jest: Ojciec Michał). Ludzie są bardzo dobrzy, dzieci krzyczą za nami pozdrawiając nas, nawet gdy kilka razy w ciągu dnia nas zobaczą. Z listu o. Michała do rodziny (20 sierpnia 1989 r.)

 

Comments are closed.