Świadectwo życia

LISTY O. MICHAŁA DO RODZINY

Kiedy ojcowie wyjechali do Peru, nie było innej możliwości kontaktu niż listy. O. Michał pisał do swoich bliskich. Dziś są one świadectwem wielkiej miłości i zażyłości, jaka łączyła członków rodziny.

Wczoraj, w niedzielę, o godz. 7 rano miałem Mszę Świętą „na mieście” u Sióstr, które prowadzą dom pomocy dla ludzi starszych. Bliziutko, jak w Łękawicy, z domu do kościoła. I wypadało coś powiedzieć, więc napisałem kilka zdań, Prowincjał poprawił i przeczytałem to na Mszy Świętej. Tą kartkę, czyli oryginał pierwszego kazania w Peru, wysyłam Wam. Na jednej stronie jest „dekret” upoważniający mnie do odprawienia w oryginale z tłumaczeniem, a na drugiej to kazanie. Jak widzicie, jest ono bardzo skromne, ale to jest dobrze przemyślane, bo jak udowodnię raz, że stać mnie na więcej, to będę uwiązany, a przecież mam dopiero zacząć kurs języka, więc się tego nie wstydzę. W pierwszej części się przedstawiłem, a w drugiej przeczytałem kilka zdań o krzyżu. Po Mszy św. pogadałem trochę z babciami, jak tylko umiałem, a nawet mi to wyszło, bo jedna (Włoszka) nawet się popłakała. Obecnie wszystko, no prawie wszystko rozumiem, co mówią do mnie, ale powiedzieć coś jest mi trudniej. Codziennie ludzie przychodzą do zakrystii po Mszy św., proszą o poświęcenie różnych rzeczy, dewocjonalia, czy błogosławieństwo dla siebie, więc robię to chętnie po polsku, a oni się cieszą, i mówię im, że to jest ważne. Dla nich najważniejsze jest to, żeby było dużo wody, a więc wody nie żałuję (nieraz jak poświęcę jakiś obrazek to się zastanawiam, czy on kiedykolwiek wyschnie). (…) Co jeszcze chcecie wiedzieć? Jestem zdrowy (apteczka – DZIĘKI BOGU – jeszcze jest zaklejona), naprawdę zadowolony i szczęśliwy. Czuję się jakbym był na wypadzie rowerowym w jakimś miasteczku polskim za miedzą Łękawicy. (…) Będę już kończył, ale zanim to zrobię to napiszę jeszcze jedną wesołą ciekawostkę. Mamy w Pariacoto psa, który się nazywa OSO (tłumacząc na j. polski, znaczy – niedźwiedź), ja często na niego wołam „OŚLE”, ale i tak nie rozumie (ludzie też). I ten pies w kościele na Mszy św. jest czasami najważniejszy. Zawsze jest w Kościele na Mszy św., ale jak śpi pod ołtarzem, albo pod tabernakulum, to jakby go nie było, ale jak poczuje innego psa, lub coś ciekawszego – fałszywego człowieka (nie  wiem co ma na myśli, inną wiarę, czy inne zamiary) – to głośno szczeka i wtedy jego głos jest najważniejszy, więc trzeba milczeć, bo nic nie słychać. Przeważnie śpi pod ołtarzem, na początku musiałem się solidnie pilnować, żeby nie parsknąć śmiechem, gdy po podniesieniu przyklękałem (na pozór to wyglądało jakby do psa). Ale przynajmniej mamy tylko jednego psa w kościele, innemu nie pozwoli wejść, gdzie indziej to ich jest dużo. Czasem tylko nasz piesek idzie na środek kościoła wysikać się koło ławki, ale i tak inteligentny, że nie obok ołtarza… Cóż, kończę, serdecznie Wszystkich pozdrawiając i całując, przesyłając do Łękawicy trochę Ameryki, bo cały list jest amerykański, nawet długopis, którym pisze (za chwilę i język będzie tutejszy – uczcie się).

Fragment listu do rodziny z Limy z 11 września 1989 roku

      „Kilka dni temu otrzymałem od Was list pisany przez trzech autorów – bardzo dziękuję – ja nie dam rady tak ubogacić listu, bo jestem sam. Mamo, za Twój trud pisania szczególnie dziękuję, napisałaś, że prędzej byś tutaj przyjechała niż pisać, więc czekam!!! Tutaj w Peru i chyba w całej Ameryce druga niedziela maja jest Dniem Matki, więc w tym dniu modliliśmy się za Matki, no i nie zapomniałem, że Ty jesteś mi MAMĄ.

Fragment z listu do rodziny z Pariacoto z 18 maja 1990 roku

Bardzo gorąco witam, pozdrawiam i całuję Wszystkich razem i każdego po kolei. Witam Wszystkich, ale najbardziej Ciebie, Mamo, i jestem Ci bardziej niż kiedykolwiek wdzięczny za każdy szept modlitwy, za każdą Drogę Krzyżową – nie muszę przecież powtarzać, że to jest dla mnie najdroższy skarb, odczuwam to nieustannie i wierzę, że dzięki temu, żyje mi się bardzo dobrze. A jeśli chodzi o „Modlitewnik”, to nie musisz za mnie odmawiać, bo też dzięki Twej Drodze Krzyżowej, Bóg mi pomaga, abym go odmawiał. Z tego wstępu chyba wszyscy żeście się zorientowali, że jestem po przesłuchaniu Waszej kasety i pod jej wpływem. (…) Kaseta nagrana przez Was jest wspaniała, zwłaszcza przez to, że jest bardzo naturalna i ma tylu autorów, niestety jest to niemożliwe w moim przypadku, bo jestem sam, a nagrywając samemu byłaby bardzo nudna. Nagrywając kasetę czuliście się stremowani i przeżywaliście wiele stresów kaznodziejskich, muszę powiedzieć, że ja to samo odczuwałem na początku życia kapłańskiego, ale to już przeszło, zostawiłem to w Pieńsku, a w Peru ten problem nie powrócił. Więc następne Wasze kasety będą dla was lżejsze do nagrania. Miesiąc dość ważny. W pierwszej kolejności imieniny Marii, więc siostrzyczko na ten dzień – choć już minął – ofiaruję Ci (tzn. radości i moje błogosławieństwo) oraz zdjęcie. W tym miesiącu wybije nam (Markowi i mnie) sześćdziesiątka [każdy z nich kończył 30 lat. – przyp. red.]. Więc Marku czas być dziadkiem, ja już brodę mam… a Ty czym się pochwalisz? Peruwiańczycy obchodzą tylko urodziny (imieniny nie), Polacy nie obchodzą urodzin, bo to nam przypomina tylko, że się starzejemy, więc nie wiem, czy Ci złożyć życzenia, czy współczuć? (wybierz sobie jedno… i dwa zdjęcia). W przyszłym miesiącu imieniny Uli, więc uprzedzając ofiaruję tak samo: (kwiatek) oraz +. Do grudnia jeszcze mam czas na imieniny Mamy, więc coś wymyślę.

     Marku! Chciałbym zrobić (mojej) naszej Mamie na imieniny niespodziankę, ale musisz mi w tym pomóc. Trzeciego, czwartego lub piątego grudnia (tj. poniedziałek, wtorek, lub środa) mógłbym zadzwonić do Krakowa, aby złożyć życzenia osobiście, a Ty musisz przywieźć Mamę do Krakowa i przyprowadzić ją na furtę klasztorną, oczywiście nie zdradzając tej tajemnicy, że ja będę dzwonił; możesz powiedzieć, że dostałeś wiadomość w Krakowie, że ktoś tam z Ameryki (z Peru) będzie przejeżdżał przez Kraków i chce się osobiście spotkać z moją Mamą i czeka na furcie o określonej godzinie, itp… Ja mogę dzwonić dokładnie o godz. 10 (lub między 10 a 11), w Polsce jest wtedy 4 po południu – jest 6 godzin różnicy między nami. Ja czekam na wiadomość od Ciebie, musisz mi napisać dzień i godzinę, w której mam dzwonić, aby Ci pasowało z godzinami pracy. Jeśli jest bardzo konieczne, to mogę zadzwonić ok. godz. 9 (u Ciebie 15) – wcześniej nie.

Fragment listu do rodziny z Pariacoto z 15 sierpnia 1990 roku

Comments are closed.