NASZ WYWIAD

MIŁOŚĆ SPOSOBEM ŻYCIA KAŻDEGO CZŁOWIEKA

Z dr Wandą Półtawską, przyjaciółką św. Jana Pawła II, działaczką pro-life, członkiem kolegium redakcyjnego „Źródła”, rozmawiają Jadwiga Wronicz i Teresa Król

JEST PANI SZCZĘŚLIWĄ ŻONĄ, MATKĄ I BABCIĄ. JAKA JEST PANI RECEPTA NA BYCIE „KOBIETĄ SPEŁNIONĄ”?

Przede wszystkim – co to znaczy „kobieta spełniona”? Nic takiego nie istnieje i nie może istnieć; ale kiedy słucham od lat wypowiedzi kobiet w różnym wieku, to istotnie niezmiernie często spotyka się wypowiedzi różnych ludzi na temat tego właśnie „spełnienia się” kobiety. Wczoraj rozmawiałam z inteligentną, wykształconą kobietą, która właśnie chce „się spełnić” i pyta o radę, jak to zrobić? Z jej wypowiedzi wynika, że nie może się spełnić, bo przeszkadza jej dziecko. Różne kobiety przeżywają frustrację, „bo nie mogą się spełnić”. Z tych wypowiedzi wynika, że kobieta czuje się traktowana nie jak kobieta i nie czuje się spełniona, bo jej po prostu nikt nie wybrał na partnerkę. A takie pojęcie spełnienia według mnie jest wręcz obelgą, jest poniżeniem kobiety, bo jest ona przede wszystkim człowiekiem. Ja o sobie nigdy nie myślałam, że mam spełniać się jako kobieta, ale zawsze wiedziałam, że mam działać po ludzku, a było oczywiste i zrozumiałe, że działam jako kobieta. W mojej młodości nikt nie eksponował płci, bo było oczywiste, że jest on i ona, i płeć nie była elementem wysuwanym na pierwszy plan – liczyło się co innego: jaki jest ten człowiek – ten chłopiec i ta dziewczyna. Nie jestem „spełnioną kobietą”, jestem człowiekiem, który miał szczęście urodzić się w najlepszym okresie wolności – miałam piękną młodość i w ogóle piękne życie i nigdy nie zastanawiałam się nad swoją płcią – po prostu byłam i jestem człowiekiem. Nie chodzi w ogóle o to, żeby się spełnić, ale żeby coś spełnić, coś, co człowiek pragnie i zamierza zrealizować. Człowiek sam swoimi czynami tworzy swoje życie – ale czynami, a nie tylko pragnieniem – święty Jan Paweł II nauczał, że taki się stajesz, jakie są twoje czyny, i „czyny wasze was sądzić będą” – i to próbuję pokazać dzisiejszym zawładniętym seksem kobietom. Oczywiście przyznaję, że wpłynęło na mnie wiele osób i pamiętam do dziś wypowiedź mego katechety, księdza profesora Floriana Krasuskiego, który nam w drugiej klasie powiedział: „Dziewczynki, zapamiętajcie na całe życie, że kobiecie to trudniej być człowiekiem”. Zapamiętałam, a życie mi to potwierdziło.

JEST PANI OSOBĄ ZNANĄ W POLSCE I NIE TYLKO W POLSCE. NA OSOBOWOŚĆ CZŁOWIEKA MAJĄ WPŁYW RÓŻNE CZYNNIKI. JAKI WPŁYW NA PANIĄ WYWARŁ DOM, W KTÓRYM SIĘ PANI WYCHOWAŁA?

Niewątpliwie na formację charakteru człowieka wpływają różne czynniki, a właściwie wszystko, co człowiek przeżywa, każda sytuacja zostawia ślad, więc zawsze istnieje wpływ rodziny – ale nie tylko. Gdy ja myślę o moim dzieciństwie, to nie zjawia mi się wspomnienie domu, ale szkoły. W domu nic specjalnego się nie działo, praktycznie byłam jako jedynaczka, bo moje dwie siostry były ode mnie dużo starsze – ale wiem na pewno, że nie było żadnych scysji ani rodziców między sobą, ani moich sióstr; spędzałam czas z ojcem, który mnie nauczył kochać las i kwiaty, a potem wpadłam w szkołę, w klasę wstępną u ss. Urszulanek; i pamiętam siostrę Armelę Skibińską, która była moją pierwszą wychowawczynią i moją przyjaciółką do końca jej życia – żyła długo i kochała nas. Wtedy była młodziutką zakonnicą, która śpiewała, grała na organach, tańczyła z nami i założyła „Krucjatę Eucharystyczną”. Jej słowa pamiętam do dziś. W szkole spędzałam bardzo dużo czasu, bo zaraz przyszło harcerstwo i w szkole była nasza izba harcerska. Nie mam żadnej wątpliwości, że wychowała mnie szkoła urszulanek i drużyna harcerska. W szkole byłam 10 lat – te same koleżanki, przyjaciółki na całe życie. Miałam tylko dwie wychowawczynie w ciągu tych dziesięciu lat. Najpierw p. Zofia Bielska, polonistka, bardzo wymagająca i mądra, wykształcona, a zarazem bardzo kochająca polską literaturę i poezję. Przeżyła wojnę – i to ona namówiła mnie do napisania pamiętnika w 1945 roku, który potem został wydany pod tytułem I boję się snów. A druga wychowawczyni, już w liceum, matka Bożena Szerwentke, która zarazem była dyrektorką szkoły. Prowadziła ona oprócz lekcji biologii lekcje wychowania – i to od niej usłyszałam najpiękniejszy wykład o świętości ciała ludzkiego i małżeństwa. Po wojnie pracowała „u mnie” – w świeżo założonym przez biskupa Karola Wojtyłę Instytucie Teologii Rodziny. To ona pomogła mi w nawiązaniu kontaktów z ośrodkami na Zachodzie. Poliglotka, tłumaczyła mi obcojęzyczne materiały z trzech języków. Przyjaciółka całego życia.

WSPÓŁCZESNA SZKOŁA RÓŻNI SIĘ OD TEJ PRZEDWOJENNEJ. OBECNIE PLANUJE SIĘ NASTĘPNĄ REFORMĘ. NA CO – PANI ZDANIEM – NALEŻAŁOBY ZWRÓCIĆ SZCZEGÓLNĄ UWAGĘ?

Jeżeli mogę coś postulować na temat szkół i radzić Ministerstwu Edukacji, to radziłabym powrót do szkół jednopłciowych, bo jest oczywiste, że koedukacja hamuje rozwój dziewcząt, które normalnie rozwijają się dużo wcześniej niż chłopcy – zwłaszcza, że obecnie w stosunku do mojego pokolenia rozwój biologiczny dziewcząt jest znacznie przyspieszony.

LATA PANI MŁODOŚCI TO OKRES II WOJNY ŚWIATOWEJ I PRZEJŚCIE PRZEZ NIEMIECKI OBÓZ ZAGŁADY W RAVENSBRÜCK, GDZIE BYŁA PANI PODDAWANA OKRUTNYM EKSPERYMENTOM. JAK Z PERSPEKTYWY LAT, KTÓRE NAS DZIELĄ OD TAMTEGO CZASU, ODPOWIADA PANI NA PYTANIE, DLACZEGO „LUDZIE LUDZIOM ZGOTOWALI TEN LOS”?

To nie jest tak, że dopiero „z perspektywy lat” oceniam ludzkość i usiłuję
zrozumieć dlaczego ludzie są tacy, jacy są – to pytanie zjawiło się we mnie wraz z wojną. Wtedy poznałam złych ludzi, nieludzką męskość i nieludzką kobiecość. Ale miałam już wtedy, właśnie dzięki tym ludziom, o których wspominałam, moim nauczycielom, jasne widzenie rzeczywistości, wiedziałam, że istnieje diabeł i wieczna walka dobra ze złem. Po wojnie zaś poznanie antropologii Karola Wojtyły pozwoliło mi lepiej zrozumieć mechanizm ulegania diabłu. Człowiek ma władzę nad sobą – i to on sam jest odpowiedzialny za swoje czyny. W pewnym sensie nasiąkłam personalizmem i właśnie tym się zajmuję: chcę pomóc młodzieży w odkryciu własnej tożsamości bycia stworzonym na obraz Boga. Filozof Karol Wojtyła chciał ludziom pokazać, kim są – i kim mogą być.

Z PANI INICJATYWY W ARCHIDIECEZJI KRAKOWSKIEJ ROZPOCZĘŁO DZIAŁALNOŚĆ DUSZPASTERSTWO RODZIN. JAKIE BYŁY POCZĄTKI? JAN PAWEŁ II W SWOIM NAUCZANIU SZCZEGÓLNĄ TROSKĄ OTACZAŁ RODZINY. ZOSTAŁ NAWET NAZWANY PAPIEŻEM RODZINY. CO TRZEBA ZROBIĆ, ŻEBY TO NAUCZANIE KSZTAŁTOWAŁO WSPÓŁCZESNE RODZINY?

Nie ja zorganizowałam Duszpasterstwo Rodzin, ale biskup Karol Wojtyła, który bardzo się przejął zaleceniem Pawła VI z encykliki Humanae vitae, że każdy biskup ma postawić na pierwszym miejscu sprawy rodziny. On się tym naprawdę przejął i całe życie realizował. Jako papież powiedział wręcz: „Chcę być nazwany papieżem odpowiedzialnego rodzicielstwa. Trzeba ludzi zwyczajnie uczyć” – i on to robił. Napisał szereg drogowskazów-dokumentów, ale ludzie ich nie czytają. Trzeba szerzyć naukę antropologii chrześcijańskiej, to zadanie wszystkich dorosłych katolików. To jest problem realizmu wiary. Chodzi o to, żeby nie deklarować, a realizować, trzeba tak żyć, jak dyktuje Stwórca. Kościół nie potrzebuje dyskusji w prasie, ale porządnych, wiernych małżeństw dających świadectwo, że tak można żyć i że to jest szczęście.

W SWOICH PUBLIKACJACH, A TAKŻE LICZNYCH KONTAKTACH Z MŁODZIEŻĄ, PRZEKONUJE PANI SWOICH SŁUCHACZY I CZYTELNIKÓW, ŻE „MIŁOŚĆ MŁODYCH (…) MUSI ZDOBYĆ SIĘ NA WYSIŁEK PRZETWORZENIA MECHANIZMÓW CIAŁA, TAK ABY SŁUŻYŁO ONO PRAWDZIWEJ MIŁOŚCI” („EROS ET JUVENTUS” S. 18). JAK DOTRZEĆ Z TYM PRZESŁANIEM DO WSPÓŁCZESNEJ MŁODZIEŻY? 

Nie chodzi tylko o „miłość młodych”, ale o miłość ogólnoludzką. O miłości mówi się w kontekstach przygotowania do małżeństwa, a miłość ma być sposobem życia każdego człowieka od początku do śmierci. Trzeba zrozumieć, że to ma być prawdziwa „piękna miłość”, to ma być communio personarum, trzeba studiować naukę św. Jana Pawła II.

DZIĘKUJEMY ZA ROZMOWĘ.

Comments are closed.