TYDZIEŃ LITURGICZNY

DRUGI TYDZIEŃ ADWENTU 5–10 XII 2016

PONIEDZIAŁEK:

Iz 35,1–10; Łk 5,17–26

Słowo Boże: „Otóż żebyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów” – rzekł do sparaliżowanego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu!”. I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do swego domu, wielbiąc Boga. Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga… Prorok Izajasz zapowiedział, że pustynna, spieczona ziemia zakwitnie, bo przybędzie Pan. I oto Jezus pochyla się nad człowiekiem sparaliżowanym. Ten, który o własnych siłach nie był w stanie zrobić jednego kroku, był jak pustynia pozbawiona wody życia. Ów brak nie wynikał jednak tylko z fizycznej słabości. O wiele bardziej był skutkiem popełnionych grzechów. Dlatego Jezus, widząc sparaliżowanego i chcąc mu pomóc, w pierwszym odruchu odpuszcza mu grzechy. I dopiero na potwierdzenie tego, co już się dokonało, uzdrawia fizycznie.

WTOREK

Iz 40,1–11; Mt 18,12–14

Słowo Boże: Jak wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich: to czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie szukać tej, która się błąka? A jeśli mu uda się ją odnaleźć, zaprawdę, powiadam wam: cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Nieraz myślimy o zagubionej owcy, którą z takim staraniem i oddaniem poszukuje Pan. Przy tym nieraz naiwnie myślimy, że sami trwamy przy Jezusie, bo przecież staramy się nie zgubić Jego śladów, mamy dobrą wolę spełnienia tego, co Pan mówi. A tak naprawdę wciąż jesteśmy tymi, których On nieustannie poszukuje, na których Mu zależy, z powrotu których doznaje radości. Nie wolno ulec złudzeniu, że o nas Pan nie zabiega. Przeciwnie, wciąż gubimy drogę, a jeśli na niej trwamy, to dlatego, że nas nieustannie Zbawiciel odnajduje. I niech to nam wystarczy.

ŚRODA

Iz 40,25–31; Mt 11,28–30

Słowo Boże: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie na siebie moje jarzmo i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokornego serca, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem słodkie jest moje jarzmo, a moje brzemię lekkie. Niby to oczywiste: gdy przyciska jakiś ciężar, gdy jest to ciężar nieznośny i wyczerpujący, warto, a nawet trzeba szukać pomocy. Tym razem jednak Pan proponuje pomoc wzajemną: zaprasza, by nieść Jego ciężar, a nade wszystko uczyć się od Niego. Nieść Jezusowy ciężar nie oznacza zwiększenia obciążeń, to raczej udział w Jego miłości do człowieka, która zmienia wszystko, która może zmienić także mnie. Równocześnie Jezus rzeczywiście bierze na siebie mój trud. A prorok Izajasz dodaje, o czym warto pamiętać, że Pan nigdy się nie męczy.

CZWARTEK

Rdz 3,9–15; Ef 1,3–6.11–12; Łk 1,26–38

Słowo Boże: Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”. Gdy ciesząca się pełnią łaski Ewa zgrzeszyła, Bóg zaczął wołać: „Gdzie jesteś?”. Człowiek skręcając na drogę grzechu wchodzi w przestrzeń, która poniekąd pozostaje poza Bożym wzrokiem. Spośród wielu kobiet, Bóg swoim wzrokiem ujrzał Maryję – pełną łaski i do Niej posłał Gabriela. Zobaczył Tę, która była wolna od grzechu, przez co całkowicie oddana swemu Stwórcy. Każdy z nas bywa raz bliżej Ewy, raz bliżej Maryi. Gdy skręcamy w stronę Ewy, Pan z niepokojem woła: gdzie jesteś? Gdy wracamy, stajemy się radością naszego Pana.

PIĄTEK

Iz 48,17–19; Mt 11,16–19

Słowo Boże: Z kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest ono do przesiadujących na rynku dzieci, które głośno przymawiają swym rówieśnikom: „Przygrywaliśmy wam, a nie tańczyliście; biadaliśmy, a wy nie zawodziliście”. Przyszedł bowiem Jan, nie jadł ani nie pił, a oni mówią: „Zły duch go opętał”. Pan przyszedł do ludzi z miłością, szukając każdego, kto się zagubił. Z całą pasją poszukując zagubionych, nie utracił poczucia realizmu. Zatroskany o każdego, potrafił też z całą ostrością ocenić ludzkie zachowania. I mając jasność co do tego, jak trudne jest pokolenie, z którym dzielił swój czas na palestyńskiej ziemi, nie zmienił nic ze swego zbawczego planu. Bo nie mógł wyzbyć się miłości, którą niósł w sercu. Jeśli spotykał się z niezrozumieniem czy wręcz opacznym rozumieniem swego działania, pozostał wierny tej miłości, która sprowadziła Go na ziemię.

SOBOTA

Syr 48,1–4.9–11; Mt 17,10–13

Słowo Boże: „Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?”. Jezus odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i wszystko naprawi. Lecz powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy ma od nich cierpieć”. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu. Nie zrozumieli. Nie spostrzegli. Nie przyjęli znaku od Boga. Postąpili, jak chcieli. Czy to aż tak wielki błąd? Tak, bo nie rozpoznali głosu Bożego, nie potraktowali go poważnie, nie odczytali znaku i zatrzymali się w pół drogi. Nadto swoim uporem zamknęli drogę sobie i innym. To trzeba zrozumieć i odnieść do własnego życia: zaniedbana modlitwa, zmarnowane natchnienie, lekko potraktowany obowiązek… to wszystko mówi o odrzuconej łasce. Dlatego prawdziwie wielkim jest prorok Eliasz, który pośród tłumu błądzących jeden zachował zdolność słuchania Pana.

Comments are closed.