FARYZEUSZE W EWANGELII (26)

FARYZEUSZ UDAREMNIA ZAMYSŁ BOŻY

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Bóg chce dotrzeć do człowieka i posługuje się innymi, aby podprowadzili do spotkania z Nim. Tak było z Janem Chrzcicielem. On miał podprowadzić ludzi dobrej woli do spotkania z Jezusem. Czynił to przez przepowiadanie oraz przez udzielanie chrztu w Jordanie. Św. Łukasz zaznacza, że przyjmujących było wielu. Byli wśród nich nawet celnicy i legioniści. Nawracali się, wyznając swe grzechy i przyjmując chrzest z jego rąk. Faryzeusze słuchali Jana, ale jego chrztu nie przyjmowali. Gdy wysłannicy Jana odeszli, Jezus zaczął mówić do tłumów o Janie: „Coście wyszli oglądać na pustyni? Trzcinę kołyszącą się na wietrze? Ale coście wyszli zobaczyć? Człowieka w miękkie szaty ubranego? Oto w pałacach królewskich przebywają ci, którzy noszą okazałe stroje i żyją w zbytkach. Ale coście wyszli zobaczyć?
Proroka? Tak, mówię wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on”. I cały lud, który Go słuchał, nawet celnicy przyznawali słuszność Bogu, przyjmując chrzest Janowy. Faryzeusze zaś i uczeni w Prawie udaremnili zamiar Boży względem siebie, nie przyjmując chrztu od niego (Łk 7,24–30). Sformułowanie, jakim posługuje się św. Łukasz, wzywa do zastanowienia, bo okazuje się, że można udaremnić zamiar Boga, który chce nas uszczęśliwić. Tylko Bóg to może uczynić, bo sami prawdziwego szczęścia nie jesteśmy w stanie osiągnąć. On nas do szczęścia stworzył i bardzo Mu zależy na nim. Pragnie naszego szczęścia. Chce jednak, abyśmy dobrowolnie spełnili dwa warunki. Chodzi o uznanie swoich grzechów jako szkodzenie samym sobie i przeproszenie za nie Boga. Drugim warunkiem jest chrzest. Po postawieniu tych dwu kroków, otwiera się przed człowiekiem droga do pełni szczęścia, polegająca
na pokonywaniu wielu przeszkód, bo książę tego świata nie chce, aby człowiek był szczęśliwy tak, jak on był, a dobrowolnie – z powodu braku pokory i posłuszeństwa Bogu – to szczęście stracił. Faryzeusze szanowali Jana jako wybitnego i podziwianego przez innych ascetę. Oni nie mogli mu nic zarzucić. Według ich opinii był doskonały, choć do nich nie należał, bo kochał sprawiedliwość i czekał na podjęcie zadań przez Jezusa. Faryzeusze między innymi z tego powodu nie podeszli do chrztu Janowego i nie otworzyli serca na działanie Boga. Dziś jesteśmy świadkami, jak wielu ludzi w Kościele udaremnia zamiar Boga wobec nich. Przekonają się o tym dopiero stając przed Bogiem w godzinie sądu. Zobaczą wielką szansę, jaką była ich przynależność do Kościoła – i równie ostro zobaczą, jak z tej szansy dobrowolnie zrezygnowali. Udaremnili zamiar Boga wobec siebie. O prawdziwym szczęściu nie będą mogli nawet marzyć.

Comments are closed.