Św. Brat Albert

Patron naszego trudnego przełomu

„Dla zjednoczenia się z Bogiem, należy wszystko poświęcić” – tak myślał św. Brat Albert Chmielowski. Dla Boga rzucił wszystko, co było mu drogie. Ukochał Go w drugim człowieku, tym biednym, samotnym i opuszczonym. Był miłosiernymi dłońmi, „dobry jak chleb”.

Jako malarz, 1865

Albert Adam Chmielowski urodził się 20 sierpnia 1845 roku w Igołomi koło Krakowa. Niedługo po porodzie dziecko zachorowało. Obawiano się, że nie przeżyje. Józefa Chmielowska, matka chłopca, poprosiła ubogich, którzy stali przed kościołem, by wraz z chrzestnymi trzymali go do Chrztu świętego. W ten sposób zapewniła mu tzw. błogosławieństwo ubogich. Kilka lat później, kiedy chłopiec znowu poważnie zachorował, matka uczyniła ślub, że jeśli dziecko przeżyje, zawiezie je w dziękczynnej pielgrzymce do cudownego Krucyfiksu w opactwie w Mogile i oblecze na ten czas we franciszkański
habit. Chłopiec wyzdrowiał, a Józefa Chmielowska ślubu dotrzymała. Do dziś w „Litanii do Cudownego Pana Jezusa” znajduje się wezwanie: „Jezu cudowny, któryś św. Brata Alberta Chmielowskiego w dzieciństwie uzdrowił, zmiłuj się nad nami”.

Artysta

Albert został sierotą jako kilkunastoletni chłopiec. Kiedy studiował w Puławach w Szkole Rolniczo-Leśnej, wybuchło Powstanie Styczniowe. Młodzieniec od razu przyłączył się do walczących. W przegranej bitwie z Moskalami pod Mełchowem został raniony w nogę, którą amputowano. Od tego czasu „znakiem rozpoznawczym” Chmielowskiego była drewniana noga, którą z czasem zamieniono na żelazną sztabę. Ranny jeniec trafił do wojskowego szpitala. Wywieziony w zamkniętej trumnie, uciekł z niewoli do Paryża. Po amnestii, w 1865 roku przyjechał na roczny pobyt do Warszawy. Kiedy w 1874 roku młody artysta powrócił do Polski, tworzył dzieła w których coraz częściej pojawiała się tematyka religijna. „Czy sztuce służąc, Bogu też służyć można?” – zastanawiał się często. Albert Chmielowski dużo malował, a jego obrazy zdobywały nagrody.

Powołanie

We wrześniu 1880 roku Albert wstąpił do nowicjatu oo. Jezuitów w Starej Wsi. „Już nie mogłem dłużej znieść tego złego życia, którym nas świat karmi; nie chciałem już dłużej tego ciężkiego łańcucha nosić. Świat jak złodziej wydziera co dzień i w każdej godzinie wszystko dobre z serca, wykrada miłość dla ludzi, wykrada spokój i szczęście, kradnie nam Boga i niebo. Dla tego wszystkiego wstępuję do zakonu; jeśli duszę bym stracił, cóż by mi zostało?” – pisał do Heleny Modrzejewskiej. Po kilku miesiącach przeżył silny kryzys duchowy. Jezuici oddalili go z klasztoru z „powodu stanu zdrowia”. Wyjechał na Podole, do brata Stanisława. Tam wstąpił do Trzeciego Zakonu św. Franciszka i obrał imię Brat Albert. Uzdrowiony duchowo przez szrogrodzkiego proboszcza, postanowił podążać drogą św. Franciszka z Asyżu, żyjąc w skrajnym ubóstwie. W 1884 roku Brat Albert wrócił do Krakowa, gdzie poświęcił swe życie służbie bezdomnym i opuszczonym. Początkowo mieszkał w pracowni przy ul. Basztowej, wraz z kilkoma przygarniętymi wprost z ulicy osobami. Pewnego dnia odwiedził miejską ogrzewalnię na krakowskim Kazimierzu. Mimo panujących tam koszmarnych warunków, postanowił pozostać.

Zakonodawca

W 1887 roku – za zgodą ks. kard. Albina Dunajewskiego – Brat Albert przywdział habit zakonny. Rok później złożył trzy śluby, dając początek nowej rodzinie zakonnej: Zgromadzeniu Braci Albertynów oraz Sióstr Albertynek. W 1898 roku Brat Albert założył pustelnię w Zakopanem na Kalatówkach. Umieścił tam krucyfiks ze Skałki. Brat Albert otrzymał pozwolenie na przejęcie opieki nad ogrzewalnią w Krakowie oraz na przeprowadzenie kwesty w mieście na jej utrzymanie. Odtąd krakowianie spotykali go często jadącego na wozie i zbierającego przekazywaną przez ludzi żywność i inne dary. Nadal malował, ale teraz tylko w celach zarobkowych – dla utrzymania swoich nędzarzy.

W gronie świętych

Czasem zdarzało się, że Brat Albert i jego podopieczni nie mieli co jeść. Wówczas modlili się – i w ten sposób wypraszali chleb. Zdarzyło się, że we Lwowie albertyni z braku pożywienia mieli zamknąć schronisko. Brat Albert poszedł do katedry poprosić o pomoc Chrystusa. O klęczącego, rozmodlonego brata potknęła się pewna kobieta. „O! Brat Albert!” – krzyknęła. „Niestety, proszę pani” – odparł i opowiedział o swoich problemach: „Wszyscy liczą na tego nicponia, a ja nie mogę dać im nawet kapuśniaku”. Poruszona tym wyznaniem kobieta przekazała Bratu Albertowi pieniądze, dzięki którym nie zamknięto schroniska. Brat Albert umarł 25 grudnia 1916 roku w Krakowie. Odszedł do Pana jak nędzarz – na drewnianej pryczy, w przytulisku przy ul. Krakowskiej. W 1938 roku prezydent Polski Ignacy Mościcki nadał mu pośmiertnie Wielką Wstęgę Orderu Polonia Restituta, za wybitne zasługi w działalności niepodległościowej i na polu pracy społecznej. 22 czerwca 1983 roku Jan Paweł II – podczas Mszy św. na krakowskich Błoniach – ogłosił Brata Alberta Chmielowskiego błogosławionym. Kanonizacja miała miejsce 12 listopada 1989 roku w Rzymie. Jan Paweł II podczas kanonizacji nazwał go „patronem naszego trudnego przełomu”.

mp

Comments are closed.