TYDZIEŃ LITURGICZNY

TRZECI TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU 27 III – 1 IV 2017

PONIEDZIAŁEK:

Iz 65,17–21; J 4,43–54

Słowo Boże: A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający. Jezus rzekł do niego: „Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie”. Co kierowało urzędnikiem, gdy wypowiadał swą prośbę wobec Jezusa? Z pewnością chodziło mu o jedno: pragnął uzdrowienia swego ciężko chorego syna. Jezus zgadza się, ale od razu myśl ojca i wszystkich obecnych kieruje ku rzeczywistości duchowej – uczyni cud, bo pragnie, by w sercach ludzi pojawiła się wiara. Fizyczne uzdrowienie nie jest celem, bo Jezus nie jest medykiem. Zamiarem Jezusa jest uzdrowienie duchowe, którego początkiem jest wiara. Z tego wynika, że bardziej niż zdrowia ciała winniśmy pragnąć zdrowia duszy.

WTOREK

Ez 47,1–9.12; J 5,1–3a.5–16

Słowo Boże: „Czy chcesz wyzdrowieć?”. Odpowiedział Mu chory: „Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. W czasie, kiedy ja dochodzę, inny wstępuje przede mną”. Rzekł do niego Jezus: „Wstań, weź swoje nosze i chodź!”. Natychmiast wyzdrowiał… Wielu czekało na uzdrowienie. On też czekał. Od trzydziestu ośmiu lat. Czuł bezradność, bo nie było człowieka, który by mu pomógł. Ale nie odchodził od sadzawki. Mimo tylu lat nie utracił nadziei, że stanie się cud. I oto teraz Jezus pyta: Czy chcesz stać się zdrowym? A ten właściwie nie odpowiedział, raz jeszcze pokazał jedynie swą bezradność. I to wystarczyło. Jezus powiedział bardzo prosto: „Weź swoje łoże i chodź”. I wszystko się zmieniło. Dlaczego tak długo musiał czekać? Dlaczego tyle cierpienia? Nie wiemy. Nikt nie wie, tylko Pan. I to powinno nam wystarczyć.

ŚRODA

Iz 49,8–15; J 5,17–30

Słowo Boże: Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. Św. Maksymilian podał prosty wzór na świętość: W = w. To znaczy wola Boga = wola człowieka. I dokładnie to ukazuje dziś Jezus. Wola Jezusa i wola Ojca to jedno. Gdzie tkwi źródło owej jedności? Bo „Ojciec miłuje Syna” i wszystko Mu ukazuje. Pragnienie, by wypełniać wolę Boga kierowało wielu ludźmi. Niestety niektórzy pobłądzili. Jedynie ci, którzy odkryli więź miłości ze Stwórcą mogli pójść tą drogą bezpiecznie. Gdy brakuje miłości i zaufania, próba wędrowania po drogach woli Bożej staje się niemożliwa.

CZWARTEK

Wj 32,7–14; J 5,31–47

Słowo Boże: Badacie Pisma, ponieważ sądzicie, że w nich zawarte jest życie wieczne: to one właśnie dają o Mnie świadectwo. A przecież nie chcecie przyjść do Mnie, aby mieć życie. Nie odbieram chwały od ludzi, ale wiem o was, że nie macie w sobie miłości Boga. Przyszedłem w imieniu Ojca, a nie przyjęliście Mnie. Uczeni w Piśmie zostali oskarżeni przez Jezusa. Nie, nie chodziło o braki w wiedzy, wykształceniu czy prowadzeniu logicznych wywodów. Gorliwi znawcy Pisma usłyszeli, że nie ma w nich miłości Boga. Dysponowali wiedzą, poznali święte księgi, przestudiowali zapowiedzi proroków, poświęcili tej pracy wiele czasu, a jednak nie doszli do celu. Wręcz przeciwnie: usłyszeli, że nie chcą dojść do źródła życia. Jak mogło dojść do tak zdumiewającego błędu? Bo nie rozpoznali tego co ważne, co najważniejsze – miłości.

PIĄTEK

Mdr 2,1a.12–22; J 7,1–2.10.25–30

Słowo Boże: Czyż to nie jest Ten którego usiłują zabić? A oto jawnie przemawia i nic Mu nie mówią. Czyżby zwierzchnicy naprawdę się przekonali, że On jest Mesjaszem? Przecież my wiemy, skąd On pochodzi, natomiast gdy Mesjasz przyjdzie, nikt nie będzie wiedział, skąd jest. Byli przekonani, że wiedzą, że rozumieją Pismo, że są dobrze przygotowani na przyjście Oczekiwanego. I my podobnie. Wydaje się, że wiemy, że rozumiemy, że nic więcej już nas nie zaskoczy… Tymczasem bogaty świat wiary i głębokich doświadczeń pozostaje nieodkryty. Iluzoryczna modlitwa, iluzoryczna miłość, iluzoryczne przebaczenie, iluzoryczna bliskość, iluzoryczna wierność… Każda wartość może pozostać zasłonięta jej iluzoryczną kopią. Panie, broń przed jakimkolwiek złudzeniem.

SOBOTA

Jr 11,18–20; J 7,40–53

Słowo Boże: I powstał w tłumie rozłam z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie podniósł na Niego ręki. Wrócili strażnicy do kapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: „Czemu Go nie pojmaliście?”. Strażnicy odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak Ten człowiek”. Bywało, że Jezus spotykał się z obojętnością. Tym razem nauczanie Pana wzbudza żywe i zarazem skrajne reakcje. Wysłani, by Go pojmać, zaczynają rozumieć, że mają do czynienia z kimś, kto znacznie przerasta przeciętnych nauczycieli z synagog. Oto spotkali Kogoś, kto swoim autorytetem przewyższa wszystkich, których dotąd słuchali. To był początek – to mógł być początek ich drogi wiary. Czy poszli dalej? Prawdopodobnie powrócili do miejsca, z którego wyszli. Zmarnowana łaska. A byli tak blisko.

Comments are closed.