Z NAUCZANIA OJCA ŚWIĘTEGO

MARYJA, MATKA NADZIEI

Fragmenty katechezy Ojca Świętego Franciszka, wygłoszonej podczas audiencji ogólnej na placu św. Piotra w Watykanie, 10 maja br.

Fot. L’Osservatore Romano

Drodzy Bracia i Siostry!
W naszym cyklu katechez o nadziei chrześcijańskiej spoglądamy dzisiaj na Maryję, Matkę nadziei. Maryja przeżyła nie jedną noc na swej macierzyńskiej drodze. Jej postać od pierwszych chwil pojawienia się w ewangelicznych dziejach wyróżnia się tak, jakby była postacią jakiegoś dramatu. Nie było łatwo odpowiedzieć pozytywnie na propozycję anioła: a jednak będąc kobietą nadal w kwiecie młodości, odpowiada odważnie, choć nic nie wiedziała o tym, co Ją czeka. Maryja jawi się nam w tej chwili jako jedna z wielu matek naszego świata, odważnych aż do ostateczności, gdy chodzi o przyjęcie w swoim łonie historii nowego rodzącego się człowieka. Owo „tak”, to pierwszy krok na długiej liście posłuszeństw, które będą towarzyszyły Jej na drodze macierzyństwa. Tak

Do Polaków Ojciec Święty powiedział:
Serdecznie pozdrawiam przybyłych do Rzymu Polaków.
W poniedziałek obchodziliście w waszej Ojczyźnie
uroczystość św. Stanisława, biskupa i męczennika, głównego
patrona Polski. Wzorem „Dobrego Pasterza”, broniąc
wartości ewangelicznych i ładu moralnego, oddał swoje
życie za owce, przelał krew męczeńską. Niech jego przykład
będzie zachętą dla nas wszystkich, byśmy w każdej sytuacji
życia potrafili dochować wierności Chrystusowi, Krzyżowi
i Ewangelii. Polecając waszej modlitwie moją, bliską już,
pielgrzymkę do Fatimy, z serca wam błogosławię.

więc Maryja pojawia się w Ewangeliach jako kobieta milcząca, która często nie rozumie tego wszystkiego, co dzieje się wokół niej, ale która rozważa każde słowo i każde wydarzenie w swym sercu. W tej dyspozycji znajduje się piękny szczegół psychologii Maryi: nie jest kobietą, która ulega przygnębieniu w obliczu niepewności życia, zwłaszcza gdy nic nie zdaje układać się właściwie. Tym bardziej nie jest kobietą, która gwałtownie protestuje, która pomstuje na losy życia, często objawiające wrogie oblicze. (…) Aż po ostateczną noc Maryi, kiedy Jej Syn został przybity do drzewa krzyża. Do tamtego dnia, Maryja niemal zniknęła z tekstu Ewangelii. (…) Ewangelie są lakoniczne i bardzo dyskretne. Zapisują tylko za pomocą prostego czasownika obecność Matki: „stała”. (…) Nawet Ona nie wiedziała o przyszłości zmartwychwstania, którą Jej Syn w tej chwili otwierał dla nas wszystkich ludzi: jest tam ze względu na wierność wobec planu Boga, którego służebnicą obwołała siebie w pierwszym dniu swego powołania, ale również ze względu ma Jej instynkt matki, która zwyczajnie cierpi, za każdym razem, kiedy jakieś dziecko przechodzi przez mękę. Cierpienia matek. Wszyscy znamy wiele kobiet mężnych, które znosiły wiele cierpień swoich dzieci… Odnajdziemy Ją w pierwszym dniu Kościoła, Matkę nadziei pośród tej wspólnoty uczniów tak bardzo kruchych: jeden się zaparł, wielu uciekło,
każdy się bał. Maryja była tam po prostu, w najzwyklejszy sposób. (…) Dlatego wszyscy Ją kochamy jako Matkę. Nie jesteśmy sierotami, mamy w niebie Matkę, to Święta
Matka Boża. Uczy nas bowiem cnoty oczekiwania, także wówczas, gdy wszystko zdaje się bezsensowne, Ona zawsze ufająca w tajemnicę Boga, nawet wówczas gdy zdaje się być On przysłonięty z powodu zła świata. Oby w chwilach trudnych Maryja, Matka, którą Jezus podarował nam wszystkim, zawsze wspierała nasze kroki! Oby zawsze mówiła nam do serca: wstań, spójrz naprzód, spójrz na perspektywę. Bo jest Ona Matką nadziei.

Comments are closed.