TYDZIEŃ LITURGICZNY

SZESNASTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 24–29 VII 2017

PONIEDZIAŁEK

Wj 14,5–9a.10–18; Mt 12,38–42

Słowo Boże: „Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak od Ciebie”. Lecz On im odpowiedział: „Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi”. Jonasz został posłany do Niniwy. Nie chciał przyjąć tego zadania i pełen buntu uciekał przed Bogiem. Dopiero po trzech dniach, spędzonych w ukryciu, stał się głosicielem słowa Bożego. W ten sposób ocalił życie mieszkańców Niniwy. A Jezus? Przyjął na siebie wszystkie ludzkie bunty wobec Boga i wszystkie ludzkie ucieczki w grzech. Ale gdy zmartwychwstał trzeciego dnia, przyniósł życie. Otwarł drogę ocalenia. Ratuje każdego, kto Mu zaufa, kto uwierzy i pójdzie za Nim. Jezus, nowy Jonasz, nie tylko głosi, ale przede wszystkim udziela łaski ocalenia.

WTOREK

2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28

Słowo Boże: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?”. Odpowiedzieli Mu: „Możemy”. On jednak rzekł do nich: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”. Budowanie relacji z żywym Bogiem jest fundamentem chrześcijańskiego życia duchowego. Niestety, tu czyhają na człowieka poważne niebezpieczeństwa. Jedno z nich ukazuje rozmowa Jezusa z matką Jakuba i Jana oraz z samymi Apostołami. Matka i synowie oczekują konkretnych korzyści ze swego zaangażowania po stronie Jezusa. Dodatkowo składają deklaracje bez zastanowienia, co wynika nie tyle z głębi ich zaufania, ile z chęci uzyskania tego, na czym im zależy. Tymczasem Boga nie można traktować jako pomostu do uzyskania własnej korzyści.

ŚRODA

Wj 16,1–5.9–15; Mt 13,1–9

Słowo Boże: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia… Ziarno z ziemi wyrasta samo, mocą ukrytej w nim życiodajnej siły. Jednakże dalszy wzrost i owocowanie uzależnione są od podłoża. Słowo Boże kryje w sobie życiodajną moc, rodzącą życie duchowe – między innymi miłość do Boga i posłuszeństwo wobec Jego świętej woli. Jednakże wiele jest chwastów, które panoszą się w ludzkim sercu i umyśle i uniemożliwiają wzrost tego, co Boże. Warto zastanowić się, w jakim stopniu
to, czego słuchamy i co oglądamy, czemu poświęcamy wiele naszego czasu, wspiera rozwój wiary i miłości wobec Boga.

CZWARTEK

Wj 19,1–2.9–11.16–20b; Mt 13,10–17

Słowo Boże: Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił. Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą… Fizyczny ból jest błogosławiony, bo wymusza leczenie. Ale nie zawsze jest to oczywiste. Niejeden nosi ból, próbuje go uśmierzyć, nie podejmując leczenia przyczyny. A czy podobnie nie jest z bólem duszy? Nieraz nosimy – być może niewyraźny, jakby przytłumiony – ból sumienia, który to ból tylko od czasu do czasu dochodzi do głosu, a mimo to nie decydujemy się podjąć leczenia, które uzdrowiłoby nas gruntownie. Warto pomyśleć o przyczynie naszego bólu duchowego,
warto prosić Pana, by wskazał zawsze przyczynę bólu i drogę jego uleczenia.

PIĄTEK

Wj 19,17; 20,1–17; Mt 13,18–23

Słowo Boże: Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze. Posiane na grunt skalisty oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia i jest niestały. Pan jest nieprawdopodobnie hojny wobec człowieka. Jego słowo niestrudzenie towarzyszy człowiekowi. Uprzedza pokazując drogę. Podnosi, gdy ktoś upada. Popycha, gdy ktoś traci siły. Przychodzi po raz kolejny, nawet gdy wcześniej nie zostało przyjęte. Bóg sieje przeobficie. Mówi nieustannie do każdego. Niestety, nasze reakcje bywają bardzo różne, także niewłaściwe. I przed tym niebezpieczeństwem usiłuje przestrzec nas dzisiaj Pan. Bo nie wystarczy raz usłyszeć. Słuchanie Boga winno być czymś zwyczajnym i codziennym.

SOBOTA

1 J 4,7–16; J 11,19–27 lub Łk 10,38–42

Słowo Boże: Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”. Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”. Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”. Gdy przychodzi bolesne wydarzenie, wobec którego człowiek jest bezradny, pozostaje liczyć na pomoc Boga. Pojawiają się natarczywe modlitwy i gdy sytuacja nadal jest trudna, gdy wydaje się nam, że nic się nie zmienia, wówczas łatwo o pretensje. Tak zareagowała Marta, gdy z wyrzutem zauważyła, że Jezus nie przyszedł w porę. Tymczasem Jezus doskonale rozumiał sytuację i swoim postępowaniem skłonił Martę do ożywienia wiary w zmartwychwstanie i swe mesjańskie posłannictwo. Dopiero wtedy dokonał się cud.

Comments are closed.