APOSTOLAT JANA TYRANOWSKIEGO

RÓŻAŃCOWY OGIEŃ

Jan Tyranowski był apostołem Żywego Różańca. Zapewne doskonale zdawał sobie sprawę ze wspaniałych owoców, jakie przynosi odmawianie tej niezwykłej modlitwy. Po wybuchu II wojny światowej zaangażował się w organizowanie Róż Żywego Różańca wśród młodzieży męskiej. Spotkał się ze sporym odzewem – być może wielu młodzieńców uznało, że modlitwa różańcowa może być kolejną formą „walki” z niemieckim okupantem.

Potencjalnych członków Żywego Różańca – jedynej organizacji kościelnej, której działalność nie była przez Niemców zakazana – wypatrywał w kościele. Zaczepiał ich jeszcze na kościelnych schodach albo podczas przypadkowych spotkań na dębnickich ulicach. Ks. Wiesław Duduś – jeszcze zanim został kapłanem – z Janem Tyranowskim po raz pierwszy zetknął się podczas prób chóru. Zafrapowało go, że przed próbami wokół Tyranowskiego gromadziła się grupa członków chóru należąca też do Żywego Różańca. Młodzi ludzie czytali, modlili się; otaczała ich jakaś niezwykła aura tajemniczości. o było jakiś czas po aresztowaniu księży przez Niemców. „Pewnego dnia wychodziłem z kościoła naszego – wspominał ks. Duduś – i na schodach spotkałem pana Tyranowskiego. Wydawało mi się, że na mnie czekał. I wtedy powiedział do mnie: Panie Wieśku, może by się pan zapisał do Różańca? Mogę się dzisiaj śmiało przyznać, że nie miałem na to najmniejszej ochoty, ale sposób, w jaki pan Tyranowski powiedział, był taki, że nie potrafiłem mu odmówić! Miał coś takiego w swojej powierzchowności ogromnie ujmującego (…) nieśmiałego, pokornego, że tym brał sobie ludzi”. W podobny sposób wiosną 1940 r. „zwerbowany” został do różańcowej Róży 14-letni – kolejny przyszły ksiądz – Roman Wójcik. Mieczysława Malińskiego zaczepił na ulicy. Chłopak myślał, że Tyranowski chce go namówić do współpracy z… gestapo. „Nie podobał mi się” – wyznał szczerze ks. Maliński w reportażu „Krawiec” autorstwa Magdaleny Siemion. Mimo początkowej niechęci, zgodził się jednak wstąpić do Żywego Różańca. W efekcie on także został później księdzem. Owocem niezwykłej „werbunkowej” akcji Jana Tyranowskiego było powstanie najpierw dwóch, a ostatecznie aż sześciu Róż męskich, w których modliło
się 90 osób! Sam Tyranowski został prezesem (zelatorem) pierwszej – najstarszej Róży, „szefem” drugiej… Karol Wojtyła. Zelatorzy pozostałych rekrutowali się potem z pierwszych „zwerbowanych” przez Tyranowskiego młodzieńców.
Od 1941 r. krawiec z Dębnik – na życzenie salezjanów – pełnił rolę „prezydenta” wszystkich Róż, w tym później także Róży żeńskiej. „Zebrania miesięczne i zmianę tajemnic odbywaliśmy w salce za kancelarią parafialną” – wspominał ówczesny opiekun Żywego Różańca ks. Wincenty Zaleski, który przez cztery lata – wraz z ks. Aleksandrem Drozdem – był kierownikiem duchowym Tyranowskiego. „Bywał zawsze. Prosił by na każdą zbiórkę dać mu do wygłoszenia referat na temat roku liturgicznego. Dałem mu wraz z odpowiednią do tego książką. A szkice tych referatów znaleziono jeszcze po jego śmierci w mieszkaniu”. Warto nadmienić, że głównie dzięki Janowi Tyranowskiemu z kręgów dębnickiego Żywego Różańca wyszło sześciu kapłanów diecezjalnych i pięciu zakonnych (co więcej – pięciu duchownych jeszcze za jego życia!).

Comments are closed.