BOGACTWO EWANGELII ŚW. JANA (34)

WIERZĄCY OJCIEC

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Dwór Heroda był zdumiony tym, co spotkało jednego z urzędników. [Jezus] przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A w Kafarnaum mieszkał pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna: był on bowiem już umierający. Jezus rzekł do niego: „Jeżeli znaków i cudów nie zobaczycie, nie uwierzycie”. Powiedział do Niego urzędnik królewski: „Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko”. Rzekł do niego Jezus: „Idź, syn twój żyje”. Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i szedł z powrotem. A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, o której mu się polepszyło. Rzekli mu: „Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka”. Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, o której Jezus rzekł do niego: „Syn twój żyje”. I uwierzył on sam i cała jego rodzina. Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei (J 4,46–54). Ojciec kochał chorego
syna i udał się z Kafarnaum do Kany Galilejskiej, aby prosić Jezusa, by przyszedł i uzdrowił go. Miał na uwadze zdrowie dziecka. Jezus jednak wykorzystał tę prośbę, aby go podprowadzić do daru tysiące razy większego niż życie syna, a tym darem była wiara ojca. On nie przyszedł po wiarę, lecz po życie dziecka. Jezus chciał, aby on Mu uwierzył. Powiedział mu cztery słowa: Idź, syn twój żyje. Ojciec wykonał polecenie Mistrza. Szedł wiele godzin, a o czym myślał po drodze, tego Ewangelista nie zanotował. Każdy jego krok był krokiem nadziei. Ona otrzymała pieczątkę, gdy wyszli naprzeciw niego słudzy i powiadomili go: Syn twój żyje. Usłyszał słowa Jezusa. Zapytał o godzinę wyzdrowienia i dowiedział się, że była to ta, w której Jezus mu powiedział: Syn twój żyje. Wtedy uwierzył. Mamy dobrze przedstawiony proces wiary, który rozpoczął się, gdy ojciec z Kafarnaum szedł do Jezusa z nadzieją Jego przybycia do łoża syna i uzdrowienia go. Jezus dał mu słowo. Długa droga powrotna do domu była też wypełniona nadzieją realizacji słów Mistrza. Akt wiary w Jezusa miał miejsce po ustaleniu godziny wyzdrowienia. Zdumiewa również to, że tę łaskę wiary otrzymał cały dom, czyli wszyscy – tak krewni, jak i służba dworzanina – uwierzyli w Jezusa i Jezusowi. To wydarzenie wzywa do dostrzeżenia
wielkiej różnicy, jaka istnieje między dobrem a świętością. Życie syna było dobrem, łaska wiary, jaką otrzymał ojciec i jego dom, była świętością. Niewielu ludzi prosząc o cud widzi łaskę wiary. Proszą o dobro i tylko na nim im zależy. Łaski świętej wiary nie dostrzegają nawet po otrzymaniu dobra. Łatwo to dostrzec obserwując, za co dziękują. Sto razy częściej dziękują za otrzymane od Boga dobro, niż za łaskę wiary. Cud powinien umacniać naszą wiarę w Jezusa i Jezusowi. Niewielu ludzi dziękuje za świętą wiarę. To znak, że żyją w świecie dobra, a nie świętości, która jest osobistym spotkaniem z Jezusem. Po cudzie opisanym przez Ewangelistę Jezus zamieszkał w sercach ojca, dziecka i mieszkańców całego domu. Duchowo stał się nie tylko ich stałym domownikiem, ale o wiele ważniejszym od samego ojca. Na tym polega łaska świętej wiary. Ilu z nas nią żyje?

Comments are closed.