Kalendarium życia i działalności

Matka Teresa z Krakowa

Tym przydomkiem nazwał Hannę Chrzanowską ks. kard. Stanisław Dziwisz. Zrządzeniem Bożej Opatrzności, przybyła pod Wawel na stałe po wybuchu II wojny światowej. Tu odkryła źródła prawdziwego miłosierdzia, którego świadczenie jest szczególnym rysem duchowości jej i Kościoła krakowskiego. Misja Hanny Chrzanowskiej jest ciągle żywa i niezwykle piękna. Spełniana w duchu miłości Boga i bliźniego, może ubogacać życie naszych rodzin i parafii, a także być wzorem w drodze do Boga. Swoim życiorysem mogłaby ona obdzielić kilka indywidualności.

PANIENKA Z PROFESORSKIEGO DOMU

Lata dziecięce i młodzieńcze (1902–22)

Hanna Helena Chrzanowska przyszła na świat w Warszawie 7 października 1902 r. w rodzinie zasłużonej dla nauki, kultury i pielęgniarstwa polskiego. Jej ojciec, Ignacy Chrzanowski, pochodził z ziemiańskiej familii herbu Korab z Podlasia i był ciotecznym siostrzeńcem Henryka Sienkiewicza. Prowadził badania nad literaturą staropolską, a jego podręcznik akademicki Historia literatury niepodległej Polski (965–1795) kształtował stosunek kilku pokoleń do dawnego piśmiennictwa polskiego, budując w latach niewoli wiarę w żywotność narodu. Od 1908 r. książka miała kilkanaście wydań. Hanna po latach napisała:

„Z miłości ojcowskiej – tak niezmiernej do końca życia – do mnie tryskał optymizm, krzepiąca wyrozumiałość na słabości mojej natury. Chociaż nie kazał mi być dobrą dla Boga i przez Boga, chociaż i on był fanatykiem obowiązku, przede wszystkim – patriotycznego, nie miał ze mną rozmów zasadniczych, od których dostawałam gęsiej skórki”. Matka Hanny, Wanda ze Szlenkierów, pochodziła z ewangelicko-augsburskiej rodziny zamożnych przemysłowców. Piękny, do dziś zachowany pałac Szlenkierów przy ul. Senatorskiej 38, stał się potem siedzibą Ambasady Republiki Włoskiej. Obie rodziny znane były z patriotyzmu i wielu dzieł dobroczynnych. Dziewczynkę ochrzczono w majątku Wiązowna pod Warszawą. Ukochana

ciocia Hanny, a młodsza siostra jej matki, Zofia Szlenkierówna swój rodzinny spadek w 1913 r. ofiarowała na budowę w stolicy szpitala dziecięcego. Odegrał on w życiu Hani (miała jeszcze starszego o dwa lata brata Bohdana) znaczącą rolę. Jako 10-letnia dziewczynka znalazła w nim troskliwą opiekę, gdy  zachorowała na czerwonkę. Ciocia Zofia jako fundatorka tej ważnej w okresie międzywojennym placówki medycznej na Żytniej – do dziś ocalał z dziewięciu tylko jeden pawilon – ma na nim pamiątkową tablicę. Sama studiowała na Wydziale Lekarskim w Genewie, a później w londyńskiej Szkole Pielęgniarskiej słynnej Florence Nightingale, prekursorki nowoczesnego pielęgniarstwa światowego. W stolicy została dyrektorką Warszawskiej Szkoły Pielęgniarstwa. Dla wychowanej

Salon w pałacu Szlenkierów w Warszawie przy ul. Senatorskiej 38 (obecnie siedziba Ambasady Republiki Włoskiej)

w dobrobycie Hanny, „tonącej – jak sama pisała – we wszystkich obfitościach”, była wzorem, który przyświecać będzie i jej osobistemu powołaniu zawodowemu. W 1910 r. rodzina Chrzanowskich przeniosła się do Krakowa, z uwagi na zaproponowanie ojcu Hani stanowiska profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego po Stanisławie Tarnowskim, w katedrze Historii Literatury Polskiej. Kierował nią do 1931 r., a jego uczniami byli tej miary poloniści, jak: Julian Krzyżanowski, Stanisław Pigoń czy Kazimierz Wyka. Jak wspomina jeden z nich, prof. Chrzanowski „był każdym calu szlachcicem polskim w najlepszym tego słowa znaczeniu. Był nim w całym stylu swojego życia: w wytwornych manierach, w kulturalnej atmosferze gościnnego domu, w temperamencie pisarza, w humorze ostrym a dosadnym”. Pod Wawelem Hania uczyła się prywatnie na pensji, a od 1917 r. podjęła naukę w zakresie szkoły średniej w prywatnym Żeńskim Gimnazjum Realnym Sióstr Urszulanek. Jako 16-letnia dziewczyna była świadkiem odrodzenia niepodległej Polski. Po maturze, w roku 1920 przeszła krótki, 6-tygodniowy kurs pielęgniarski prowadzony przez pielęgniarki Amerykańskiego Czerwonego Krzyża, uprawniający do pielęgnowania rannych żołnierzy w Klinice Chirurgicznej w Krakowie. Tu zetknęła się z ludzkim bólem i śmiercią. Już wówczas uśmiech pacjenta czy doznana przez niego ulga w cierpieniu, stanowiły dla niej największą radość z niesionej pomocy. W tym czasie jako wolontariuszka brała również udział w akcji zbierania datków pieniężnych, odzieży i żywności w domach krakowskich na potrzeby wojny polsko-bolszewickiej. Podjęte w latach 1920–1922 studia na Wydziale Filozoficznym UJ przerwała po otwarciu Warszawskiej Szkoły Pielęgniarstwa. Marzyła o pracy w szpitalu, służeniu chorym pacjentom. W oczekiwaniu na otwarcie roku szkolnego, podjęła pracę w krakowskim ambulatorium Panien Ekonomek Stowarzyszenia Pań Miłosierdzia św. Wincentego á Paulo, które powstało z inicjatywy Marii Epsteinówny, prekursorki polskiego pielęgniarstwa, dziś także kandydatki do chwały ołtarzy.

WYBITNA PRZEDSTAWICIELKA ZAWODU

Nauka, nauczanie i praca zawodowa (1922–39) Profesjonalną, dyplomowaną pielęgniarką została w czerwcu 1924 r., po ukończeniu warszawskiej szkoły medycznej. Oprócz wiedzy fachowej i doświadczenia wyniosła – jak wspominała – „wartości bezcenne: jak połączyć sztywną pedanterię z taką miłością do chorych, żeby serce we mnie topniało”. Całkowitemu poświęceniu się służbie pielęgniarskiej sprzyjały zagraniczne stypendia. Dzięki Fundacji
Rockefellera wyjechała na roczny pobyt we Francji. W Paryżu, zdobywając doświadczenie do pracy i nauczania, po raz pierwszy zetknęła się z pielęgniarstwem społecznym (1925–26). Potem uczestniczyła jeszcze w Belgii w kilkumiesięcznym kursie w zakresie higieny szkolnej (1928). Po II wojnie światowej otrzymała ponadto półroczne stypendium UNRRA (Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy i Odbudowy) na pobyt w USA, gdzie mogła „liznąć wspaniałe, nowojorskie pielęgniarstwo domowe” (1946–47). Zgodnie z umową stypendialną, podjęła pracę pedagogiczną w nowo powstałej Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarek i Higienistek w Krakowie przy ul. Kopernika 25. Na stanowisku instruktorki pielęgniarstwa społecznego i zdrowia publicznego pracowała w USPiH w latach 1926–29, gdy jej dyrektorką została dobrze jej znana już z pracy w wincentyńskim ambulatorium Maria Epstein, późniejsza

dominikanka klauzurowa w Krakowie „Na Gródku”. Jej proces kanonizacyjny na szczeblu rzymskim toczy się od 2007 r. W szkole w 1928 r. rozpoczęła wykłady z pielęgniarstwa zdrowia publicznego. O tym jak szkoliła nowe zastępy pielęgniarek, jedna z nich zapisała następujące świadectwo: „Miała w sobie elegancję i klasę, która imponowała wielu uczennicom. Mówiła piękną polszczyzną, ale przede wszystkim była rzeczniczką chorych, co widać było, że oni są dla niej najważniejsi. (…) Jej wykłady w szkole były dowcipne, jasne, mądre, wprowadzające w istotę pracy, a zajęcia praktyczne pobudzające do czynu” (z zapisków uczennicy, Zofii Szlendak). W 1929 r. wyjechała na kilkumiesięczny pobyt do sanatorium w

Z uczennicami i absolwentkami Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarsko-Położniczej w Krakowie, ok. 1949 (H. Chrzanowska w drugim rzędzie, druga z lewej)

Szwajcarii. Po przeniesieniu się do Warszawy, wspólnie z przyjaciółką Marią Starowieyską przez 10 lat (1929–39) redagowała miesięcznik „Pielęgniarka Polska” – pierwsze specjalistyczne czasopismo Polskiego Stowarzyszenia Pielęgniarek Zawodowych, którego została aktywną członkinią. Próby pisania fachowych artykułów, łącznie z Kroniką pielęgniarską i przeglądem pism krajowych i zagranicznych, zbiegły się z próbami literackimi. W 1934 r. opublikowała pod pseudonimem Agnieszki Osieckiej powieść „Klucz niebieski”, a w 1938 „Krzyż na piaskach”.

Trzecia z nich, „Płonący śnieg”, pozostała w maszynopisie. Swoje drobne utwory poetyckie publikowała w przedwojennej „Myśli Narodowej”. Biorąc czynny udział w pracach Polskiego Towarzystwa Pielęgniarskiego, przygotowała wspólnie z Teresą Kulczyńską praktyczny podręcznik „Zabiegi pielęgniarskie” (1938, kilkakrotnie wznawiany) oraz brała udział w pracach nad pierwszą, uchwaloną przez Sejm w 1935 r., „Ustawą o zawodzie pielęgniarki”. Jako jedna z najlepszych tego typu ustaw na świecie, regulowała zawodowy status pielęgniarek i obowiązywała prawie do końca XX w.

W latach 1931–33 pełniła funkcję asystentki dyrektorki Warszawskiej Szkoły Pielęgniarstwa, którą wówczas była jej ciocia, Zofia Szlenkierówna. Poza pracą pielęgniarską i dobroczynną, znajdowała czas na wyjazdy w góry, podróże zagraniczne, grę w tenisa. Rozmiłowana w tatrzańskiej przyrodzie, w muzyce (szczególnie w twórczości L. van Beethovena), była duszą towarzystwa podczas licznych spotkań towarzyskich i rodzinnych, utrwalonych na wielu fotografiach. Dwukrotny pobyt z ojcem we Włoszech utrwaliła w swoich pamiętnikach. W 1937 r. przyczyniła się do powstania Katolickiego
Związku Pielęgniarek Polskich.

WOJENNA TRAUMA

Lata okupacji (1939–45) Wybuch II wojny światowej zastał Hannę w stolicy. Tu spotkały ją pierwsze duchowe wstrząsy i tragiczne doświadczenia. W bombardowanej Warszawie, 2 października 1939 r. zmarła jej ukochana ciocia, Zofia Szlenkierówna. Po powrocie do Krakowa Hanna włączyła się w prace w Sekcji Charytatywnej Obywatelskiego Komitetu Pomocy, utworzonego przez Księcia Metropolitę Adama Stefana Sapiehę. Pracowała w niej razem z Marią Starowieyską i jej ciotką, Różą Łubieńską. Po utworzeniu Rady Głównej Opiekuńczej (RGO) i wcieleniu

Z Anną Rydlówną (obok Hanny Chrzanowskiej siedzi czwarta od lewej) i uczennicami

doń Sekcji Charytatywnej, wspólnie ze Starowieyską objęła kierownictwo Działu Opieki nad Uchodźcami i Wysiedlonymi. Z narażeniem zdrowia i życia organizowała pomoc dla dotkniętych wojenną katastrofą: uchodźców, więźniów i ludzi przesiedlonych, którzy tysiącami napływali do Krakowa. Szczególną troską otaczała osierocone dzieci (w tym i żydowskie), poszukując dla nich rodzin zastępczych. Obok pracy związanej z adopcją sierot, brała udział w akcji dożywiania, organizowania wyjazdów kolonijnych, itd. Pomoc charytatywna stała się dla niej ratunkiem, pozwalającym przeżyć osobiste tragedie. Została sama z matką. W ramach akcji Sonderaktion Krakau, 6 listopada 1939 r. aresztowano jej ukochanego ojca. Wywieziony wraz z innymi profesorami do obozu koncentracyjnego Sachsenhausen, umarł tam 19 stycznia 1940 r. W tym samym roku, na wiosnę, zginął w Katyniu także jej jedyny brat Bohdan, absolwent Wydziału Filozofii UJ, porucznik 20. Pułku Piechoty. Z domu profesorów UJ wraz z matką (zmarła w 1951 r.), bratową Fery i jej maleńką córeczką Wandą, zostały przymusowo eksmitowane i zamieszkały przy ul. Radziwiłłowskiej. Kolejnym ciosem było aresztowanie jej przyjaciółki Marii Starowieyskiej. Przeżyła ona obóz w Ravensbrück dzięki pomocy hr. Karoliny Lanckorońskiej. Hanna zawdzięczała Marii w tych dramatycznych czasach swój duchowy przełom: z osoby obojętnej religijnie, stała się głęboko wierzącą. Zaczęła szukać oparcia w Bogu, odkryła uzdrawiającą moc modlitwy. Pośród okupacyjnej nocy przechodziła przez kolejne ciemne doliny, pracując od świtu do późnego wieczora.

NOWY POCZĄTEK W MYŚL HASŁA: „WIEDZA , WIARA , SŁUŻBA, OJCZYZNA”

Lata powojennej posługi (1945–57) Do końca marca 1945 r. pracowała w Sekcji Pomocy Wysiedlonym Polskiego Komitetu Opiekuńczego jako przewodnicząca działu opieki domowej, a potem przewodnicząca sekcji. Udzielała pomocy powracającym z Rzeszy przymusowym robotnikom i repatriantom. Po powrocie ze stypendialnego wyjazdu do USA, w swoim pamiętniku zanotowała: „Poza ogólnym pogłębieniem wiedzy wyniosłam stamtąd utwierdzające mnie w przyszłych walkach pewniki: że pielęgniarstwo domowe jest pracą bardzo mądrą, bardzo szeroką, że są potrzebne, tak jak w innych działach, wysokie kwalifikacje”. Nim przystąpiła do tej „walki”, podjęła pracę pedagogiczną w reaktywowanej w kwietniu 1945 r. Krakowskiej Szkole Pielęgniarstwa, pełniąc funkcję kierownika szkolenia w Otwartej Opiece Zdrowotnej, a później zastępcy dyrektora. Ponadto (po powrocie z USA) prowadziła cykl wykładów podczas szkoleń organizowanych na zlecenie Ministerstwa Zdrowia dla kierowniczek Lecznictwa Otwartego. Metodykę pielęgniarstwa otwartego wykładała także w Ośrodku Instruktorek w Warszawie. Młode opiekunki zdrowia uwrażliwiała i zachęcała do pracy w duchu autentycznej służby człowiekowi choremu, z uwzględnieniem jego fizycznych i duchowych potrzeb oraz poszanowaniem jego godności. W każdym, nawet najbardziej zdeformowanym, ciele widziała cierpiącego człowieka. Mawiała, że z zawodu „jest posługaczką i pośredniczką od wszystkiego”. Jednocześnie była przekonana, że poprzez służbę dla dobra chorego, traktowaną jako powołanie, „my wszyscy pomagamy nieść krzyż Chrystusowi. Nie myślałam: Chrystusowi w chorych – Chrystusowi wprost”. Dzięki przychylności dyrektorki Anny Rydlówny (później również zdegradowanej), w latach pełnienia funkcji wicedyrektorki krakowskiej placówki medycznej (1951–57) wdrożyła pielęgniarstwo domowe wraz z 2-tygodniowymi praktykami do programu nauczania. Taką praktykę w szkole z pielęgniarstwa domowego pod kierunkiem Pani Hanny odbyła m.in. jej wicepostulatorka, Helena Matoga. W strukturach szkolnych oraz instytucjach związanych ze swoim środowiskiem, od 1957 r. w Polskim Towarzystwie Pielęgniarskim pracowała w Zarządzie Głównym, a następnie była przewodniczącą Komisji Historycznej PTP w Krakowie i Warszawie. Nie ukrywała swoich przekonań religijnych, przywiązania do wartości chrześcijańskich. Od 1955 r. organizowała doroczne konferencje i dni skupienia. Aby pogłębić życie religijne, zapoczątkowała rekolekcje pielęgniarskie w okresie Wielkiego Postu u Sióstr Dominikanek „Na Gródku”, które odbywają się w tym miejscu do dnia dzisiejszego. Do tej wspólnoty klauzurowej wstąpiła po zakończeniu działalności dydaktycznej Maria Epsteinówna, dyrektorka krakowskiej szkoły, w której Hanna była instruktorką. O prekursorce polskiego pielęgniarstwa Chrzanowska napisała obszerny artykuł w „Pielęgniarce Polskiej” (R. 1931, nr 3). Pisząc i mówiąc o etosie pracy zawodowej, cytowała z małej książeczki opracowany przez siebie „Rachunek sumienia pielęgniarki”. Według niej powinien on stać się kodeksem moralnym każdej polskiej, katolickiej opiekunki zdrowia. Sama w roku 1956 została oblatką benedyktynów w Tyńcu. Opactwo tynieckie upodobała sobie z racji osobistych kontaktów z wybitnymi mnichami, a także możliwości uczestniczenia we wspaniale celebrowanych przez nich nabożeństwach liturgicznych (zwłaszcza Triduum Paschalnego). Jej religijna postawa stała się powodem represji ze strony ówczesnych władz komunistycznych. Środowisko warszawskie okrzyknęło ją „klerykałką”. Po niespodziewanej likwidacji Szkoły Pielęgniarstwa Psychiatrycznego w Kobierzynie, której była dyrektorką jedynie przez rok (1957–58), przeszła na wcześniejszą emeryturę. Teraz mogła cały swój czas poświęcić służbie chorym i potrzebującym pomocy. „Moja praca, to nie tylko mój zawód, ale powołanie! Jeśli przeniknę i przyswoję sobie słowa Chrystusa – Nie przyszedłem aby mnie służono, ale abym służył, wówczas to powołanie zrozumiem” – pisała na progu nowej misji, której z pełnym zaangażowaniem poświęciła się bez reszty, już do końca życia. W 1961 r. ukazał się drukiem kolejny, bardzo ważny i cieszący się wielkim uznaniem, kilkakrotnie wznawiany podręcznik jej autorstwa: „Pielęgniarstwo w Otwartej Opiece Zdrowotnej”.

 POCZĄTKI PIELĘGNIARSTWA PARAFIALNEGO

Fachowa pomoc terminalnie chorym (1957–73) Opiekę nad chorymi w domu oparła na pielęgniarstwie parafialnym. Decydującą rolę w tym dziele odegrali ks. Karol Wojtyła – późniejszy Metropolita Krakowski i papież św. Jan Paweł II – oraz ks. infułat Ferdynand Machay, archiprezbiter Bazyliki Mariackiej. Do współpracy zaprosiła siostry zakonne. Od 1964 r. datuje się początek kursów pielęgniarskich dla osób konsekrowanych, organizowanych pod patronatem Kurii Krakowskiej. To także był początek wyjazdowych rekolekcji dla podopiecznych – chorych i niepełnosprawnych – w Domu Księży Salwatorianów w Trzebini (trwały do 1984 r., a w latach 1984–89 miały miejsce u oo. Bernardynów w Kalwarii Zebrzydowskiej). Do obsługi turnusów chorych zgłaszali się „Trzebiniacy” – czyli studenci przez nią skłaniani do współpracy, którzy nie oblewali egzaminów, a także klerycy, ochotnicy. Do transportu, zdobycia wózków inwalidzkich (co wówczas było nie lada wyczynem) angażowali się lekarze, dziennikarze, księża, nżynierowie. Na rok 1971 datuje się początek 2-tygodniowych wczasorekolekcji dla chorych w klasztorze Sióstr Benedyktynek w Staniątkach koło Niepołomic. Swoich podopiecznych szukała po całym mieście – myła, opatrywała, karmiła, organizowała dalszą pomoc, uczyła prostej posługi. „Co za radość – zapisała w pamiętniku – na stare lata dorwać się do chorych: myć, szorować, otrząsać pchły”. W telegraficznym skrócie zapisano, że często zjawiała się w mieszkaniach, o których wszyscy zapomnieli, a tam zamiast potłuczonych
butelek, brudnych szmat czy pcheł, widziała po prostu człowieka. Uśmiechnięta, w białym, wykrochmalonym fartuchu. Z autopsji znała problemy wielu ciężko chorych, często przykutych do łóżka ludzi – samotnych, opuszczonych i niepełnosprawnych, niekiedy całkowicie pozbawionych opieki.

Dział Pielęgniarstwa Parafialnego wg programu Hanny Chrzanowskiej obejmował: opiekę długoterminową, hospicjum domowe, opiekę terminalną. Swoje praktykantki i przyszłe adeptki zawodu „wtajemniczała” w tę posługę z wielką prostotą, ale i odpowiedzialnością: – Lekcja pierwsza. Dobra pielęgniarka tym więcej pomoże, im więcej będzie wiedzieć. Dlatego zbiera informacje o chorym, o jego otoczeniu i możliwościach opieki. Ile tam mieszka osób? Co to są za osoby? Czy pracują i ewentualnie, gdzie pracują? A ponieważ dobra pielęgniarka ma wielu chorych, musi zachować porządek. Po wizycie robimy krótką notatkę, do której sięgniemy przed następnymi odwiedzinami. U w a g a! Nigdy nie notujemy w obecności chorego i rodziny. – Lekcja druga. Była połączona z wizytą u chorego. „Otwierała się” na jego potrzeby zarówno materialne, cielesne, jak i duchowe. Dzięki jej staraniom upowszechnił się zwyczaj odprawiania Mszy św. w domu chorego oraz odwiedzin chorych w ramach wizytacji duszpasterskich. Szacunek do chorego i jego otoczenia, a także fachowe i organizacyjne umiejętności Chrzanowskiej bardzo cenił ks. kard. Karol Wojtyła. Nieraz zaświadczał, że najwięcej o potrzebach ludzi chorych dowiadywał się od niej samej. Dzięki jego pomocy i duchowemu wsparciu, zdołała zorganizować opartą o struktury kościelne i niezależną od niewydolnej państwowej służby zdrowia, fachową pomoc i opiekę, promieniującą z Krakowa na całą Archidiecezję. – Lekcja trzecia. Uczyła posługiwania z niezwykłą sumiennością, organizacyjną perfekcją i bezgranicznym poświęceniem. Utarło się nawet powiedzenie, że „gdy drzwi do pacjenta były zamknięte, wskakiwała do niego oknem”. Obdarzona charyzmatyczną osobowością, potrafiła skupić wokół tej misji rozległe grono współpracowników i wolontariuszy (pielęgniarki, siostry zakonne, księży i kleryków, lekarzy, studentów i innych ochotników). Według danych statystycznych za Rok Milenijny 1966, opieką pielęgniarską w Krakowie było objętych już 385 chorych. Podobną posługę w domach zanotowano również w Białej, Żywcu, Nowym Targu i Oświęcimiu. Za tę wyjątkową służbę, już w 1965 r., z inicjatywy ks. abp. Karola Wojtyły, Pani Anna (jak ją sam nazywał), otrzymała od Ojca Świętego Pawła VI order „Pro Ecclesia et Pontifice” – za zasługi dla Kościoła i Papieża. Wraz z przyjaciółką
Teresą Kulczyńską konsultowała jeszcze program pierwszej polskiej wyższej uczelni pielęgniarskiej, powstałej w Lublinie przy tamtejszej Akademii Medycznej. Obie wygłaszały referaty w czasie uroczystego spotkania w kwietniu 1970 r. W tym samym czasie ks. Kardynał zatwierdził jej autorski „Regulamin parafialnej opiekunki chorych”. Również władze państwowe doceniły jej prekursorskie dzieło życia i w 1971 r. uhonorowały
Chrzanowską Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Niestety, jej dni ziemskiej
wędrówki w tym czasie dobiegały już końca. W 1963 r. rozpoznano u niej początki choroby nowotworowej. Po trzech latach poddała się poważnej operacji w Klinice Ginekologicznej na ul. Kopernika. Zawsze sobie ceniła ludzi gotowych do niesienia pomocy chorym
i niepełnosprawnym. To był cel i korona jej życia! Teraz tej pomocy sama potrzebowała. Licząc się ze śmiercią, przed operacją w roku 1966 napisała wzruszający list do krakowskiego Metropolity i przyjaciela. W słowach, mających charakter testamentu, mając na uwadze następczynie w twórczej kontynuacji dzieła życia, pisała m.in.: „Niech Ksiądz Arcybiskup powie im, że fakt mego odejścia w niczym nie może umniejszyć ich zapału, że ja im tylko pomagałam, a teraz muszą się same trzymać naszej linii pielęgnowania ludzi, w ich psychofizycznym całokształcie, służenia prostą obsługą. Umiejętną, mądrą, ale właśnie prostą. Niech się trzymają razem, niech stanowią jedno; niech się cieszą radością z miłosierdzia – jak mówi św. Paweł, ale niech też – jak on zaleca – płaczą z płaczącymi”. Umarła 45 lat temu, 29 kwietnia 1973 r. w swoim mieszkaniu przy ul. Łobzowskiej, w otoczeniu czuwających pielęgniarek. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 2 maja pod przewodnictwem Metropolity Krakowskiego ks. kard. Karola Wojtyły, przy licznym udziale duchowieństwa, chorych na wózkach inwalidzkich, wiernych, przedstawicieli środowiska pielęgniarskiego, służby zdrowia. Proces kanonizacyjny na szczeblu diecezji otworzył 3 listopada 1998 r. i zamknął 30 grudnia 2002 r. ówczesny Pasterz Kościoła krakowskiego, dziś już śp., ks. kard. Franciszek Macharski. Dnia 6 kwietnia 2016 r. z jego asystencją odbyła się ekshumacja doczesnych szczątków Służebnicy Bożej z Cmentarza Rakowickiego. Po stosownych badaniach, złożono je do krypty pod ołtarzem Matki Bożej w kościele pw. św. Mikołaja w Krakowie przy ul. Kopernika 9. Ojciec Święty Franciszek potwierdził w Watykanie 30 września 2015 r. dekrety o heroiczności cnót świeckiej pielęgniarki wraz ze Sługą Bożym ks. Franciszkiem Blachnickim. 7 lipca 2017 r. zatwierdził jej dekret beatyfikacyjny. Podstawą było uznanie cudu uzdrowienia za wstawiennictwem Czcigodnej Służebnicy Bożej. W przeddzień 45. rocznicy śmierci, zostanie ona wyniesiona do chwały ołtarzy w sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach.

Comments are closed.