Wywiad z emerytowanym Metropolitą Krakowskim

Przykład dla każdego z nas

Jeszcze w latach 70. chodziła ulicami Krakowa. Pod Wawelem żyła, pracowała, pomagała setkom chorych i opuszczonych. Swoją heroiczną działalnością wpisała się w grono osób świadczących w Kościele krakowskim miłosierną posługę potrzebującym pomocy. Z ks. kard. Stanisławem Dziwiszem, świadkiem życia Służebnicy Bożej, rozmawia Bożena Weber

– Ksiądz Kardynał osobiście poznał Hannę Chrzanowską. Jaką była osobowością? Czy jej niemal idealnie kreślony portret, jej heroiczne zaangażowanie w pomoc i opiekę nad chorymi, doświadczonymi cierpieniem, może i powinien przemawiać do nas dzisiaj?

– Potrzebujemy wzorców na drodze do świętości, a Hanna Chrzanowska, żyjąca przecież w czasach nam współczesnych, przemawia z niezwykłą siłą. Myślę, że każdy może odnaleźć w niej przykład dla siebie. Jednych zdumiewa konsekwentna jedność modlitwy i życia, innych heroiczna posługa tym, o których świat nie chciał pamiętać. Jeszcze inni widzą w niej wzór apostolstwa świeckich w świecie współczesnym. Dla młodych może być przykładem odwagi w realizacji wielkich pragnień. Zarażała dobrem, porwała do współpracy wielu ludzi, budując sieć solidarności z cierpiącymi i ubogimi, którym poświęciła całe swoje życie. Dla środowiska medycznego, które dziś przeżywa wiele problemów i zmaga się z niespotykanymi dotąd dylematami natury etycznej, wynikającymi z rozwoju nauki, Hanna Chrzanowska jest ważnym przypomnieniem, że w tych poszukiwaniach niezmiennie najważniejszy jest człowiek i jego godność.

– Stolica Apostolska zatwierdziła datę beatyfikacji Służebnicy Bożej w przeddzień 45. rocznicy jej śmierci, na sobotę 28 kwietnia br. Wyniesienie na ołtarze krakowskiej pielęgniarki w łagiewnickiej Bazylice Bożego Miłosierdzia ma wymiar symboliczny…

– Hanna Chrzanowska wpisuje się w wielki pochód świętych i błogosławionych, którzy w Krakowie od wieków tworzyli i wciąż budują charyzmat miłosierdzia. To najbardziej charakterystyczna cecha w duchowym obliczu naszego miasta. Możemy wymieniać niemal jednym tchem naszych wielkich samarytan podejmujących pracę na polu miłosierdzia, takich jak: królowa Jadwiga, Szymon z Lipnicy, Jan z Kęt, ks. Piotr Skarga, Brat Albert, s. Faustyna Kowalska, Jan Paweł II i wielu, wielu innych. Byli apostołami czynnego miłosierdzia, na które istnieje zapotrzebowanie w każdej epoce. Zmarła 45 lat temu Hanna Chrzanowska niebawem znajdzie się w jego kręgu jako błogosławiona i dołączy do wielkiego orszaku postaci na tym polu upamiętnionych w ciągu wielu wieków.
Kraków znany jest w Kościele jako duchowa stolica Bożego Miłosierdzia dzięki s. Faustynie i Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II, który orędzie Bożego Miłosierdzia przekazał całemu światu i włączył w codzienne życie Kościoła powszechnego. Tu, w Łagiewnikach każdy może doświadczyć miłosiernego spojrzenia Jezusa i dać się zainspirować do dzielenia miłością z bliźnimi. Nasze czasy wołają o ludzi miłosierdzia, takich jak Hanna Chrzanowska, którzy – zgodnie z zawodem, powołaniem, talentami i w każdych okolicznościach – będą dobrymi sługami Ewangelii, a więc sługami dobra i miłości, pojednania i braterstwa.

– Podczas pogrzebu Hanny Chrzanowskiej ks. kard. Karol Wojtyła powiedział m.in., że była „jakimś wcieleniem Chrystusowych błogosławieństw z Kazania na Górze, zwłaszcza tego, które mówi: Błogosławieni miłosierni”. Te słowa motywowała życiem wypełnionym heroiczną miłością bliźniego. Jak się ona konkretyzowała?

– Pamiętajmy, że w tamtych czasach nie istniały ośrodki dla przewlekle chorych czy hospicja. Hanna trafiała do ludzi, którym nikt nie mógł, czy nie chciał, pomóc. Szła tam, gdzie nikt nie chciał chodzić i spotykała się z niewyobrażalną nędzą, cierpieniem fizycznym i duchowym. To naprawdę był wielki heroizm. Niosła tym ludziom ulgę w cierpieniu, ale także wsparcie duchowe. Angażowała kapłanów, którzy przychodzili do chorych z posługą sakramentalną, kleryków, którzy odwiedzali ich, by posprzątać, zrobić zakupy czy po prostu pobyć z nimi. Skupiała wokół siebie wielu dobrych, wrażliwych ludzi, których zarażała pragnieniem niesienia pomocy i uczyła ich jak to robić w konkrecie codziennych spotkań z cierpiącymi. Tak powstał parafialny system pomocy dla chorych, który stworzyła. Jej dzieło zresztą jest do dziś kontynuowane. Wystarczy wspomnieć o działalności Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych Polskich, które nadal pomaga najbardziej potrzebującym. To wspaniała posługa, pełniona dyskretnie, bez medialnego rozgłosu.

– W jakich okolicznościach Metropolita Krakowski ks. kard. Karol Wojtyła poznał Panią Chrzanowską i jakie formy przybrała ich piękna, Boża współpraca?

– To było w roku 1957. Ks. Karol Wojtyła był wówczas jeszcze zwykłym kapłanem. Często wtedy spowiadał w kościele Mariackim w Krakowie – i to on był pierwszym duchownym, który uważnie jej wysłuchał. Zaproponowała mu odwiedziny w domu chorego, a on zgodził się natychmiast. Skontaktował ją też z proboszczem parafii Mariackiej, ks. Ferdynandem Machayem – kapłanem o wielkiej wrażliwości społecznej – i wspólnie ustalili zasady
systematycznej współpracy. Ks. Wojtyła wspierał Hannę Chrzanowską i bardzo jej ufał. Wiedział, że jest nie tylko kompetentną, doświadczoną pielęgniarką, ale także – osobą o bardzo głębokim życiu wewnętrznym. Był pewien, że chorzy, którymi się opiekuje,
są w dobrych rękach.

W dojrzałym wieku pogłębiła wiarę w kręgu duchowości benedyktyńskiej i stała się oblatką tyniecką. Jej religijność była bardzo dyskretna, ale konsekwentna. Dbała również i zależało jej na życiu duchowym pacjentów oraz pielęgniarek. Dbała o ich profesjonalne przygotowanie, ale i o duchową formację, organizując dni skupienia, rekolekcje czy pielgrzymki. Organizowała też z wielkim zaangażowaniem licznych wolontariuszy, rekolekcje dla chorych.

– Dlaczego przewlekle chorzy w czasach Hanny Chrzanowskiej pozostawali w domach i wymagali pomocy w obliczu często skrajnej biedy?

– W panującym wówczas państwowym systemie opieki zdrowotnej nie było miejsca dla ludzi biednych, nieuleczalnie chorych, umierających. Tymczasem w domach, w cierpieniach umierali ludzie. Często samotni, w nędzy lub otoczeni rodziną, która była bezsilna wobec ich bólu, zrozpaczona i pozostawiona bez profesjonalnego wsparcia. Tę biedę dostrzegała Hanna Chrzanowska i, jak wiemy, potrafiła się z nią zmierzyć – odważnie, wręcz heroicznie. – Ks . kard. Karol Wojtyła odwiedzał chorych W domach, podczas wizytacji parafialnych. Czy ks. kapelan Metropolity Krakowskiego również uczestniczył w takich spotkaniach?

– Oczywiście. To był obowiązkowy punkt każdej wizytacji w parafiach naszej Archidiecezji. Ks. kard. Wojtyła sam tego bardzo pilnował. Te spotkania z chorymi, opuszczonymi ludźmi, głęboko zapadały w serce. Nasz ówczesny Metropolita nierzadko wspierał te osoby materialnie, przekazywał też Hannie Chrzanowskiej informacje o tym, że ktoś potrzebuje
pomocy medycznej. Ten zwyczaj spotkań z chorymi w czasie wizytacji parafialnych przetrwał do dziś, bo osoby cierpiące są w samym sercu Kościoła, a więc również każdej
wspólnoty parafialnej.

– Zainteresowanie chorymi, zwłaszcza dziećmi, wpisało się w arcybiskupią posługę Ks iędza Kardynała w naszej Archidiecezji. Czy inspiracją była misja naszej obecnej kandydatki na ołtarze? Czy Eminencja był przekonany o jej świętości?

– Wszyscy się od niej uczyliśmy Ewangelii miłosierdzia i wrażliwości na los osób cierpiących. Jej życiowa postawa i świadectwo przyjaźni z Jezusem poruszało każdego, kto się z nią zetknął. Jej postawa była wzorem nie tylko dla osób świeckich, które mogą uczyć się od niej zaangażowania w misję Kościoła, ale także dla księży. Od niej uczyliśmy się, że chorzy i cierpiący są dla nas przestrzenią spotkania z Jezusem Miłosiernym. Ta niezapomniana lekcja trwa w Kościele krakowskim i jest przekazywana kolejnym pokoleniom, przekonanym o świętości niezwykłej pielęgniarki.

– Kościół krakowski kontynuuje duchowe przygotowania do kwietniowej beatyfikacji Matki Teresy z Krakowa…

– Przyszła Błogosławiona jest wielkim darem na osobistej i wspólnotowej drodze wiary, nadziei i miłości. Przypomina nam, że winniśmy dążyć do świętości w każdym stanie życia, w każdym zawodzie, w każdych okolicznościach. – Na jednym ze spotkań w kościele św. Mikołaja, gdzie od dwóch lat spoczywają doczesne szczątki przyszłej Błogosławionej, przemawiając do delegatów parafialnych zespołów charytatywnych, szkolnych zespołów Caritas, do przedstawicieli parafialnych grup wolontariuszy pomagających osobom chorym i starszym, a także do nadzwyczajnych szafarzy, odwiedzających chorych z Komunią Świętą, Eminencja zwrócił uwagę na ścisły związek jej niezwykłej działalności z pielęgnowanym głębokim życiem duchowym.

– Dziś zaczynamy odkrywać sekret jej życia i zaangażowania. W jego centrum była Ewangelia i Eucharystia. Odczytała Ewangelię i wprowadzała ją w życie w wybranym przez siebie ważnym sektorze – pomocy bliźniemu – jakim jest pielęgniarstwo w szerokim tego słowa znaczeniu.

Ono stało się jej charyzmatem, jej specyficzną drogą służby Bogu i człowiekowi. Wykazała na tej drodze osobiste przymioty umysłu i serca oraz profesjonalne przygotowanie, zdobyte w ośrodkach naukowych i medycznych w kraju oraz za granicą. Rozliczne prace Chrzanowskiej, funkcje, które podejmowała jako zawodowa pielęgniarka, instruktorka i organizatorka pielęgniarstwa domowego, a także redaktorka i autorka tekstów w zawodowym miesięczniku, wicedyrektorka warszawskiej placówki pielęgniarskiej oraz uczestniczka w zespołowym wypracowywaniu programów szkolnych i podręczników dla pielęgniarek – wszystkie one zakończyły się odsunięciem jej od pracy dydaktycznej w powojennych realiach. Została nazwana „klerykałką”. Jej ideały były obce w obowiązującej wówczas w PRL-u ideologii… Nie zraziła się tym jednak. W połowie lat 50. podjęła pracę na nowych polach działania, organizując fachowe pielęgniarstwo domowe w ramach parafii. Było to dzieło na wskroś prekursorskie. Liczyć mogła na pomoc ówczesnego ks. bp. Karola Wojtyły, tworząc opiekę pielęgniarską przy parafiach w oparciu o przygotowany wcześniej program. Spotkało się to z uznaniem rządcy Archidiecezji, którym w tym czasie był ks. abp Eugeniusz Baziak oraz finansowym wsparciem archiprezbitera kościoła Mariackiego, wspomnianego już przeze mnie ks. inf. Ferdynanda Machaya. Do nowych zadań szkoliła siostry zakonne, odsuwane od pracy w państwowych szpitalach. Zaangażowała się również w organizowanie wolontariatu pośród kleryków, studentów i ochotników do obsługi turnusów chorych na trzebińskie rekolekcje. Podczas wielu wizyt Chrzanowskiej u ks. kard. Karola Wojtyły, miałem okazję poznać ją osobiście – i dziś dziękuję Bogu za ten wielki przywilej.

– A ja w imieniu Redakcji pięknie dziękuję Eminencji za podzielenie się z czytelnikami „Źródła” wspomnieniami o osobie i misji naszej nowej Błogosławionej. Szczęść Boże w życiu osobistym i posługiwaniu duszpasterskim w Kościele krakowskim.

Comments are closed.