SŁOWA ŻYCIA

NIEDZIELA:

Iz 49,1–6; Dz 13,22–26; Łk 1,57–66.80

NARODZENIE SIĘ JANA

Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy jej sąsiedzi i krewni usłyszeli, że Pan okazał tak wielkie miłosierdzie nad nią, cieszyli się z nią razem. Ósmego dnia przyszli, aby obrzezać dziecię, i chcieli mu dać imię ojca jego, Zachariasza. Jednakże matka jego odpowiedziała: Nie, lecz ma otrzymać imię Jan. Odrzekli jej: Nie ma nikogo w twoim rodzie, kto by nosił to imię. Pytali więc znakami jego ojca, jak by go chciał nazwać. On zażądał tabliczki i napisał: Jan będzie mu na imię. I wszyscy się dziwili. A natychmiast otworzyły się jego usta, język się rozwiązał i mówił, wielbiąc Boga. I padł strach na wszystkich ich sąsiadów. W całej górskiej krainie Judei rozpowiadano o tym wszystkim, co się zdarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, brali to sobie do serca i pytali: Kimże będzie to dziecię? Bo istotnie ręka Pańska była z nim. Chłopiec zaś rósł i wzmacniał się duchem; a żył na pustkowiu aż do dnia ukazania się przed Izraelem.

Trudno nie spoglądać dziś na Kościół z pewnym niepokojem. Tym bardziej, że doniesienia medialne wprost krzyczą o kolejnych skandalach, spadających statystykach czy przegranych referendach. Co się dzieje z (naszym Kościołem, który zaledwie 20–30 lat temu zdawał się prężyć muskuły wobec świata? Jeśli pamiętamy o tym, że łódź jest symbolem Kościoła, to dzisiejsza Ewangelia przynosi ważną wskazówkę: możemy odruchowo myśleć, że Pan zapomniał trochę o swoim Kościele, że nie obchodzi Go, co się z nami dzieje. Nic bardziej mylnego. Pan jest cały czas z nami. Uczestniczy w aktualnej historii swej Oblubienicy. A od nas niezmiennie oczekuje wiary – jeszcze większej wiary.

(rs)

Comments are closed.