TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY TRZECI TYDZIEŃ ZWYKŁY 10–15 IX 2018

PONIEDZIAŁEK

1 Kor 5,1–8; Łk 6,6–11

Słowo Boże: Słyszy się powszechnie o rozpuście między wami, i to takiej rozpuście, jaka się nie zdarza nawet wśród pogan; mianowicie, że ktoś żyje z żoną swego ojca. A wy unieśliście się pychą, zamiast z ubolewaniem żądać, by usunięto spośród was tego, który się dopuścił wspomnianego czynu. Apostoł żąda usunięcia z Kościoła człowieka, który dopuścił się gorszącego grzechu. Czy rzeczywiście Paweł dobrze zrozumiał myśl Jezusa? Wszak miłosierny Zbawiciel przyszedł do grzeszników. To im obiecywał uprzywilejowane miejsce w królestwie Bożym. Jakim prawem Apostoł domaga się surowej kary dla grzeszącego? Czy nie popełnia błędu? Nie. Propozycja Pawła jest działaniem, które
zmierza do ratowania zagubionego. Ten człowiek musi się opamiętać. A Kościół winien zrobić wszystko, by mu w tym pomóc.

WTOREK

1 Kor 6,1–11; Łk 6,12–19

Słowo Boże: Nie łudźcie się! Ani rozpustnicy, ani bałwochwalcy, ani cudzołożnicy, ani rozwiąźli, ani mężczyźni współżyjący z sobą, ani złodzieje, ani chciwi, ani pijacy, ani oszczercy, ani zdziercy nie odziedziczą królestwa Bożego. A takimi byli niektórzy z was. Lecz zostaliście obmyci, uświęceni i usprawiedliwieni… Ktoś ma odwagę jednoznacznie powiedzieć, że istnieje grzech, który radykalnie oddziela człowieka od Chrystusa. Taka postawa jest błogosławieństwem, bo chroni przed błędem, prowadzącym do zguby. Apostoł wymienia kilka najbardziej niegodnych chrześcijanina czynów. To ważna przestroga. Zarazem Paweł zapewnia, że łaska Chrystusa jest mocniejsza niż każdy z tych grzechów. Jest tylko jedno ale: trzeba tę łaskę skutecznie przyjąć i według niej postępować. Trzeba uznać zło swych złych czynów i wejść na drogę, którą otwiera łaska Pana.

ŚRODA

1 Kor 7,25–31; Łk 6,20–26

Słowo Boże: Nie mam nakazu Pańskiego co do dziewic, lecz daję radę… Uważam, iż przy obecnych utrapieniach dobrze jest tak zostać, dobrze to dla człowieka tak żyć. Jesteś związany z żoną? Nie usiłuj odłączać się od niej. Jesteś wolny? Nie szukaj żony. Ale jeśli się ożenisz, nie grzeszysz. Do historii należą dyskusje o wyższości celibatu, bądź małżeństwa. Małżeństwo i celibat bowiem współtworzą jedno świadectwo wiernej miłości Boga. Bo Bóg oczekuje, iż znajdą się ci, którzy służyć Mu będą w małżeństwie, bez pomniejszania wagi celibatu, i znajdą się wierni celibatariusze, którzy docenią małżeństwo. I więcej: wzajemne świadectwo wierności umacnia tych, którzy do Boga zmierzają tak różnymi drogami, choć
w swej istocie jest to jedna droga – droga miłości. Bo sens małżeństwa jak i bezżeństwa płynie z miłości Boga.

CZWARTEK

1 Kor 8,1b–7.10–13; Łk 6,27–38

Słowo Boże: „Wiedza” unosi pychą, miłość zaś buduje. Gdyby ktoś mniemał, że „wie”, to jeszcze nie wie, jak wiedzieć należy. Jeżeli zaś ktoś miłuje Boga, ten jest również uznany przez Boga. Zatem jeśli chodzi o spożywanie pokarmów, które już były złożone bożkom na ofiarę, wiemy dobrze, że nie ma na świecie ani żadnych bożków, ani żadnego boga, prócz Boga jedynego… W życiu codziennym nasza wiara wyraża się poprzez czyny (są to zarówno myśli, pragnienia, plany, jak i konkretne dokonania). Apostoł zwraca uwagę, że wiara inspirując czyny może przyjąć kształt wiedzy lub miłości. Jeśli to będzie kształt wiedzy, jesteśmy narażeni na niebezpieczeństwo pychy. Mając bowiem świadomość, że wiemy, może nawet lepiej niż inni, wpadamy w pułapkę, bo wiara staje się drogą własnego wywyższenia. Jeśli jednak wiara przyjmuje kształt miłości, wówczas potrafi odczytać dobro brata i wtedy staje się pokorną służbą.

PIĄTEK

Lb 21,4b–9 lub Flp 2,6–11; J 3,13–17

ŚWIĘTO PODWYŻSZENIA KRZYŻA ŚWIĘTEGO

Słowo Boże: Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi… A w zewnętrznym przejawie uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci, i to śmierci krzyżowej. Gdy patrzymy na krzyż z naszej perspektywy, słusznie odczytujemy w nim znak nieprawdopodobnej miłości i poświęcenia. Gdy spoglądamy z perspektywy Jezusa, widzimy znak uniżenia, którego miary nie sposób zrozumieć. Ostatecznie krzyż tworzy pomost. W krzyżu Chrystus-Miłość upodobnił się do tego, którego ukochał. Zanurzył się w otchłań grzechu, co musiało napawać Go największym wstrętem. Doskonale czysty zszedł w bagno grzechu, by uratować tego, który bezradnie wołał o pomoc. Oby trud Jezusa nie okazał się daremny.

SOBOTA

Hbr 5,7–9; J 19,25–27

Wspomnienie NMP Bolesnej

Słowo Boże: Chrystus podczas swojego życia doczesnego z głośnym wołaniem i płaczem zanosił gorące prośby i błagania do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany dzięki swej uległości. A chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. Przeżywając trudne chwile odruchowo zwracamy się do kogoś, kto może ulżyć naszemu cierpieniu. Podobnie zwracamy się do Boga w modlitwie – szukamy wybawienia. Tymczasem Jezus-człowiek modli się, błagając Ojca nie o wybawienie od śmierci. Modli się, by móc w doskonałym posłuszeństwie spełnić zamiar Ojca. Również my przez modlitwę uzyskujemy zdolność podjęcia zadań, także tych najtrudniejszych. Tam ciężar życiowych doświadczeń przygniata człowieka, gdzie nie dostaje modlitwy, bo nie
dostaje wiary.

Comments are closed.