TYDZIEŃ LITURGICZNY

DWUDZIESTY SZÓSTY TYDZIEŃ ZWYKŁY 1–6 X 2018

PONIEDZIAŁEK

Hi 1,6–22; Łk 9,46–50

Słowo Boże: Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon i rzekł: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Pan dał i zabrał Pan. Niech będzie imię Pańskie błogosławione!”. W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości. Utrata dorobku życia, śmierć dzieci, choroba, opuszczenie i niezrozumienie ze strony najbliższych. Wtedy muszą dojść do głosu najwyższe emocje: wzburzenie, bunt, złość, żal… Ale też może być inaczej. Złe emocje wcale nie muszą opanować ludzkiego serca. Hiob, wypełniony bólem, zachowuje światło wiary na tyle mocne, że wchodzi na drogę ufnej modlitwy: „Niech imię Pana będzie błogosławione”. Wiara może być światłem dla ludzkiego umysłu i ludzkich czynów w każdej chwili, także gdy przychodzi największy
ból. Inaczej staje się martwa.

WTOREK

Wj 23,20–23; Mt 18,1–5.10

Wspomnienie św. Aniołów Stróżów

Słowo Boże: Oto Ja posyłam anioła przed tobą, aby cię strzegł w czasie twojej drogi i doprowadził cię do miejsca, które ci wyznaczyłem. Szanuj go i bądź uważny na jego słowa. Nie sprzeciwiaj mu się w niczym, gdyż nie przebaczy waszych przewinień, bo imię moje jest w nim. Słowa te skierował Pan do swego ludu. Zarazem słowa te adresowane są do każdego z nas. Zmierzamy tam, gdzie Pan nas oczekuje na końcu naszej wędrówki
przez ziemię. Byśmy doszli do wyznaczonego miejsca, Bóg posyła anioła. Ta duchowa osoba niesie w sobie imię Boga, to znaczy przynosi nam obecność Stwórcy. Jeśli anioł mówi – to mówi w imieniu Pana; jeśli ostrzega i napomina – to także
w imieniu Pana. Ostatecznie cały wysiłek anioła zmierza do jednego: byśmy żyli
według słowa Bożego.

ŚRODA

Hi 9,1–12.14–16; Łk 9,57–62

Słowo Boże: Jak człowiek może być przed Bogiem prawy? Gdyby się ktoś z Nim prawował, nie odpowie raz jeden na tysiąc. Umysłem mądry, a potężny mocą. Oto przechodzi, ale Go nie widzę, mija, ale Go nie dostrzegam. Porywa – któż Mu zabroni? Kto Mu powie: „Co czynisz? Jakże ja zdołam z Nim mówić?”. Hiob po bolesnych doświadczeniach, po długich rozmowach z przyjaciółmi, gdy minął czas dramatycznych pytań i zagubienia (bo tak trudno było znaleźć właściwą odpowiedź), dochodzi do fundamentalnego punktu – jest nim medytacja o tym, co znaczy, że Bóg jest Stwórcą, i co znaczy, że człowiek jest stworzeniem. Rozważanie tych prawd nie jest łatwe, ale
konieczne, by docenić ogrom Bożej łaski. By zauważyć i uznać całkowitą zależność
od Stwórcy. By po prostu pozwolić Bogu być Stwórcą w moim własnym życiu.

CZWARTEK

Hi 19,21–27; Łk 10,1–12

Słowo Boże: Oby moje słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone! Żelaznym rylcem i ołowiem na skale wyryte na wieki! Lecz ja wiem: Wybawca mój żyje i jako ostatni stanie na ziemi. Potem me szczątki skórą przyodzieje i ciałem swym Boga zobaczę. To właśnie ja Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny. Przychodzi taka chwila w życiu człowieka,
gdy pojawia się pewność odkrycia spraw wyjątkowych. Nie jest to pewność młodzieńczego zachwytu i bezmyślnego uporu. Nie jest to pewność powstająca z pychy i lekceważenia innych. Ta pewność rodzi się z pokory, jest pięknym znakiem odniesionego zwycięstwa, którym jest pokonanie kryzysu duchowego. To wówczas zyskuje się jasność widzenia
rzeczy najbardziej skomplikowanych. I w słowach najprostszych można powiedzieć
całkiem zwyczajnie: wiem, mój Pan żyje i ja Mu ufam.

PIĄTEK

Hi 38,1.12–21;40,3–5; Łk 10,13–16

Słowo Boże: Z wichru Pan zwrócił się do Hioba i rzekł: „Czy dotarłeś do źródeł
morza? Czy doszedłeś do dna Otchłani? Czy wskazano ci bramy śmierci?…”. A Hiob odpowiedział Panu: „Jam mały, cóż Ci odpowiem? Rękę położę na ustach. Raz przemówiłem i nie odpowiem, i drugi raz, a niczego nie dodam”. Można spierać się Bogiem, można pytać o przyczynę wszystkich spraw dziejących się na ziemi, można szukać. A nawet błądzić. Mamy poniekąd prawo do tego. Ale nie wolno rzucanymi pytaniami i wątpliwościami stworzyć takiej wrzawy, pośród której nie będziemy zdolni usłyszeć głosu
Boga. Potrzebna jest cisza. Bo Pan odpowiada, a Jego głos dochodzi nas zwykle w głębi serca. Wobec Bożych zamysłów wyczerpują się możliwości ludzkiego umysłu. Niepojęty odsłania się jako niepojęty. I wtedy należy pochylić przed Nim głowę.

SOBOTA

Hi 42,1–3.5–6.12–17; Łk 10,17–24

Słowo Boże: Wiem, że Ty wszystko możesz, co zamyślasz, potrafisz uczynić. Kto przysłoni plan nierozumnie? O rzeczach wzniosłych mówiłem. To zbyt cudowne. Ja nie rozumiem. Dotąd Cię znałem ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko, dlatego odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele. Wielu wierzy, bo im o Bogu mówiono. I nie ma w tym nic niewłaściwego, bo wiara rodzi się ze słuchania. I w wielu sytuacjach to wystarcza. Ale przychodzą takie wyzwania, takie doświadczenia, że aby wierzyć trzeba zrobić krok dalej. Potrzebne jest niemal namacalne dotknięcie Stwórcy. Nie powstaje to jednak mocą ludzkiej woli. Jedynie pokornym sercom Pan daje doświadczenia, które są jak potężny błysk nowego światła. Z ciemności wyłania się świat, spostrzegamy nową drogę, otrzymujemy nieznaną wcześniej pewność.

Comments are closed.